mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży

Miejsca

środa, 09 stycznia 2013

Dziś 150 rocznica londyńskiego metra.
Piękna okazja, żeby coś napisać na ten, bądź co bądź, bliski memu sercu temat.
Zbierałam się z tym wpisem już przed olimpiadą, gdy obejrzałam arcy-ciekawy (choć nieco propagandowy w wymowie :))) dokument to tajemnym życiu metra.

Niestety ...

Czytaj dalej ...

 

 

sobota, 22 grudnia 2012

Jest spokojny, wilgotny, ciepły wieczór.
Słoneczny dzień, przeżyty koniec świata i pierwszy dzień urlopu nastroiły mnie bardzo pozytywnie.
Co prawda całe przedświąteczne zakupy, sprzątanie i gotowanie dopiero przede mną ale na pewno się wyrobię, albowiem w tym roku nasze święta będą w stylu 'low profile'.
Po raz pierwszy (!) spędzimy je sami, tylko we własnym sosie.
Od ośmiu lat nie byliśmy na świętach w Polsce, bo bilety są horrendalnie drogie.
Zawsze jednak spędzaliśmy je z naszymi polskimi przyjaciółmi w gronie ... co raz bardziej się wykruszającym; ale to temat na inny wpis.

W tym roku za to JEDZIEMY!!!
Co prawda właściwie już świętach, ale na atmosferę świąteczną i odsmażane pierogi na pewno się jeszcze załapiemy.
Po cichu liczyłam na prawdziwą, zaśnieżoną polską zimę, a tymczasem ma lać, jak z cebra.
Oh, well!
Coś mnie tknęło, żeby sprawdzić ceny biletów. Te okazały się być tak niskie, a na dodatek ferie są tak długie (do ósmego stycznia), że żal było nie pojechać.
Dlatego też tu w Angli  wszystko będzie w wersji mini.
Muszę tylko jeszcze jakoś wymanewrować z tą choinką, której - ku umiarkowanej rozpaczy moich dzieci - w tym roku nie będzie.

W tym miejscu zamierzam jednak sprofanować.
I powiedzieć, że o tej porze roku najbardziej tęsknię za ... Szwecją.
To nie znaczy, że nie rusza mnie karp, czy pierogi z kapustą.
Nie mówię, że nie lubię spotkań w rodzinnym gronie.
Pierwsza gwiazdka, a nawet kolędy, których nie śpiewam od lat i nocne Polaków rozmowy potrafią mnie ładnie nastroić.
Ale to właśnie Szwecja kojarzy mi się z najpiękniejszymi świętami, jakie kiedykolwiek przeżyłam.

Dawno, dawno temu ...

Czytaj dalej ...

 

http://fidrygauka.blox.pl/resource/szwedzki_dom.jpg

niedziela, 04 listopada 2012

Dzwoni P.
Tonem nieznoszącym sprzeciwu acz posiłkując się urokiem osobistym zarządza, co następuje:

Za tydzień stawić się trzeba w miejscowości L. bo K., żona P.ma urodziny i szykuje się party-niespodzianka.



Impreza ma się odbyć tylko w babskim gronie, co ma stworzyć odpowiedni klimat swobodnego rozmawiania o najnowszych środkach do pielęgnacji włosów, zachwycania się papierem do pakowania o zapachu olejku różanego czy promocjach w Zarze, ale też oderwać Matki Zabiegane od pieleszy i ognisk domowych.

Mężom należy oznajmić (tonem nieznoszącym sprzeciwu, rzecz jasna, posiłkując się urokiem osobistym), że

Czytaj dalej ...

niedziela, 16 września 2012

To  moje pierwsze od piętnastu lat wakacje.
Nie tylko cyrk objazdowy po rodzinie, nie młodzieńcze wypady szalonej nastolatki, nie podróże sentymentalne, ale wakacje z mężem i dziećmi.

W Polsce. W górach.

Obserwuję więc wszystko oczami turystki. Może nie do końca turystki zagranicznej :)) ale jednak nieco ‘zzagranicyzowanej’.

 

 

Czytaj dalej ...

środa, 08 sierpnia 2012

Wczasy.

Pokój z widokiem.
Widok na pana koszącego trawę z namaszczeniem godnym lepszej sprawy.
Jak nie kosi, to przycina, jak nie przycina, to pieści azalie, jak nie azalie, to rododendrony.
Albo rozkłada parasol nad oklapłymi hortensjami.

W tle panowie rybacy rzucają złotymi myślami niczym Kapuściński w "Lapidariach".
A echo niesie je po kanałku, wprost pod moje okna.

 

Czytaj dalej ...

niedziela, 17 czerwca 2012

Jak się można domyślić Dzień Świra nie pomógł mi wiele.
Owszem, pośmiałam się przez łzy, ale ... nie jest to film budujący, oj nie.

Dzisiaj jednak, wędrując po blogach zaprzyjaźnionych lub znanych mi tylko z widzenia, zobaczyłam (Blogger rulez! - uwielbiam funkcję pokazywania najnowszych wpisów z różnych platform), że ... o rany julek, mamusiu kochana, ludzie dobryje, PO DWÓCH LATACH dodał wreszcie kolejny wpis mój absolutnie ukochany fotobloger Paweł Loroch.

Fakt, że wpis jest z marca (przyznaję, po dwuletnim milczeniu trochę już zwątpiłam w reaktywację i nie zaglądałam regularnie), ale mam nadzieję, że mu się znowu aparat nie zatnie.

Najpierw pomyślałam sobie, że zostawię go sobie jako tę wisienkę na torcie, na tegoroczny Blog Day.

Ale nie!
Nie godzi się tak długo czekać!
Tym co znają Pana Trzaskpraska na pewno się gęba ucieszy.
Ci co nie znają - marsz nadrabiać zaległości!

A teraz krótko, o tym, dlaczego kocham ten blog.
Otóż, oprócz fajnych zdjęć sentymentalnych z mojej ukochanej Warszawy (plus parę innych miast w bonusie) cykniętych  w miejscach, gdzie bywałam często, gdzie mieszkałam (na jednym ze zdjęć, gdzieśtam w starszych wpisach, jest nawet balkon mojego byłego mieszkania :)), pokazujących nieznane zakamarki, zmieniającą się panoramę miasta i ujęcia z miejsc nie zawsze dostępnych dla zwykłych śmiertelników, uwielbiam ten blog za ... PODPISY POD ZDJĘCIAMI.

Jeśli chcecie poznać choć trochę fidrygaukowe poczucie humoru, to poczytajcie sobie podpisy Pawła Lorocha :)
Gra słów, ironia, dowcip subtelny, nie prostacki.

Choć nie ukrywam, że raczej nie chciałabym stać się Anielą lub inną Panią Pelagią, przydybaną na jakimś 'niecnym' czynie :))
Pan Paweł jest jednak dyskretny i nie obnaża tabloidowo.

Zawsze jak oglądam, to się zastanawiam, czy fotografowani ludzie nie mają nic przeciwko i co by sobie pomyśleli, gdyby się przypadkowo odnaleźli w internecie (czy przypadkowi bohaterzy zdjęć zrobionych w miejscach publicznych mogą się nie zgodzić na upublicznianie ich wizerunku??)
Pytanie pewnie zostanie bez odpowiedzi :))

A ja tymczasem przespałam się z emocjami, nacieszyłam się powrotem Blogera Marnotrawnego, łzy otarłam, a teraz czas, by się wreszcie rodziną zająć :))

Jest dobrze!
Miłej niedzieli.

sobota, 01 października 2011

Been a good girl again, czyli po raz kolejny poudzielałam się troszku w szkole mojego dziecka.

No taki los.

Dziecię poszło do nowej szkoły, więc stwierdziłam, że skoro mało kogo jeszcze znam, to może pojadę na wycieczkę klasową - przynajmniej jak będzie mówiło mi o jakich Benach, Kirthikach, Ahmedach, Joseph'ach, Lily'iach i innych Cathies to przynajmniej będę kojarzyła twarz z osobą.

To była jedyna moja motywacja, albowiem ...

 

 

Czytaj dalej ...

środa, 21 września 2011

Mówią, że spośród ludów nadciągających na Wyspy Szczęśliwe, Polacy są drugą pod względem szybkości przyrostu (nie tyle naturalnego, co przyjazdowego) narodowością po Hindusach.

Ale ... szybko to my ich nie pokonamy (jeśli w ogóle :))

Dzielą nas lata świetlne i intensywność ekspansywności.

Welcome to Southall - takiej części Londynu, przy której nawet China Town wymięka.

Tu się możesz poczuć jak w Mumbaju, choć brak świętych krów, żebraków i riksz.

Te zdjęcia, zrobione w naprędce komórką, podczas pędzenia przez główną arterię Southall Broadway oddają tylko w znikomej części atmosferę tego miejca.

Nie oddają zapachów serwowanego wszędzie indyjskiego fast foodu, kadzidełek, muzyki świdrującej w uszach i jękliwej (sorry, ale dla nienawykłego ucha tak to właśnie brzmi).

Nie pokazują tłumów, które ...

Czytaj dalej ...

 

 



sobota, 03 września 2011

Dziwne uczucie - zwiedzać swoje miasto. 

Chodzić po zaułkach, w których się chowało rodzicom (a potem stało się 3 godziny, czekając aż cię znajdą, umierając ze strachu, bo się okazało, że poszli inną drogą i szukali cię w zupełnie innym miejscu).

Włóczyć się po uliczkach jak za starych dobrych czasów, gdy

 

Czytaj dalej ...

 

wtorek, 16 sierpnia 2011

Londyn się wali.

I nie, nie chodzi tu zupełnie o niedawne zamieszki ani o wyburzanie starych lub niefunkcjonalnych budynków, co jest tu normą - widocznie bardziej opłaca się zrównać wszystko z ziemią niż mozolnie odnawiać. (Jakiż przeżyłam swojego czasu szok, gdy po przyjeździe z Polski po wakacjach nie zastałam po drodze do domu ... naszego lokalnego szpitala - budowli bynajmniej niebagatelnej. Tylko zza ogrodzenia wystawała nieusunięta jeszcze sterta gruzu.)

Cóż więc się wali? - zapytacie.

 

Czytaj dalej ...

czwartek, 14 lipca 2011

Dzisiaj po pracy jadę do miasteczka oddalonego od Londynu o mniej wiecej tyle samo kilometrów, co moje. Tylko, że ono jest po zupełnie przeciwnej stronie Lądka. Tak wiec wyruszam o 13:20 by zdążyć na 17:30 i będę musiała się mocno sprężać, by złapać (po serii przesiadek z pociągu na pociąg) ostatni autobus. Do domu dotrę, jak wszystko dobrze pójdzie, o 22. i chyba pobiję mój rekord w ilości godzin spędzonych w pociągu w ciągu jednego dnia.

Jadę, bo dziecię przyjaciółki kończy szóstą klasę i ma dziś ...

 

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 11 lipca 2011

Wyznawcy teorii spiskowych, wróżących, że już niedługo zastąpią nas roboty i wsyscy pójdziemy na bruk, mogą zacierać ręce.

Restaurator, pan Noel Hunwick, właściciel Inamo Asian Restaurantw Soho, właśnie wylał na łeb na szyję całą armię kelnerów i zastąpił ich ...

 

Czytaj dalej ...

niedziela, 10 lipca 2011

Jestem w nastroju na robienie fotograficznych mozajek :)

Dodam tylko jedną, na zbalansowanie poprzedniego wpisu, żeby nie było, że Londyn jest taki znowu zły :)

 

Czytaj dalej ...

piątek, 08 lipca 2011

Udało mi się dziś cyknąć parę zdjęć, zanim - zgodnie z tym, co napisałam rano - totalnie mnie zmoczyło, podczas odbierania dzieci :)

Te wszystkie cudeńka (łącznie z ...

 

 

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 04 lipca 2011

Po miłym weekendzie padnientam jak pies.
Goście.
Lubię, nawet bardzo.
Wczuwam się.
Za bardzo.

Gotuje za dużo, sprzątam za dokładnie (bo na generalne porządki nigdy ne ma czasu, więc wykorzystuję gości jako pretekst, dobijając mojego małżonka Czy ty naprawdę musisz układać teraz książki na regale w sypialni albo segregować rachunki? gadam za długo. Goście się 'zasiadują' (co biorę za dobrą monetę).

No i w efekcie ręką i nogą dziś kiwnąć nie mogę.

Ale warto było. Bo warto jest zrobić nadprogramowy wysiłek, żeby potem korzystać z owoców tej decyzji.

A cały ten pokrętny wstęp ma nawiązać do kolejnej porannej refleksji, zainicjowanej przez Metro...

 

Czytaj dalej ...

piątek, 17 czerwca 2011

Jest takie miejsce na zbiegu dróg, gdzie się spotyka z zachodem wschód...
Klimaty "świątkowo-martyrologiczne" są mi zupełnie, ale to zupełnie obce.
Ta jednak piosenka zawsze wywołuje gulę, albo gęsią skórkę, jak kto woli. Bo jest taka prawdziwa.

I takie też miejsce "na zbiegu dróg" znalazłam tu w Anglii.

 

Czytaj dalej ...

środa, 15 czerwca 2011

Jak już tak zaczęłam 'śmiertelnie', to pozostanę dziś w tym nastroju :)

Pamiętam, że jak pierwszy raz przyjechałam do Anglii jakieś 20 lat temu, to ... zrobiłam sobie zdjęcie na cmentarzu. Bo zszokował mnie fakt, że to takie miłe miejsce.
Przykro mi, ale nie lubię ...



Czytaj dalej ...

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze
Zakładki:
Favorki
Językowe
Podczytywane
Podglądane
Recenzowane
Smaczne
Szablonowe
Śmieszne
Z Zagramanicy
Zarchiwizowane chyba ...


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire