mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży

Dzieci

czwartek, 30 maja 2013

Jak widać mam wybitną zdolność do tego, by prowokować moich czytelników do meandrowania na nieprzewidziane tory.
Może niezupełnie nieprzewidziane, ale NIEZAMIERZONE.
Czasami dygresja, wstaweczka, jakaś myśl na marginesie powoduje gorące dyskusje, wybiegające poza nurt główny.
Kiedyś Basia Trzetrzelewska i jej łamana polszczyzna zdominowała temat emigracji, a Murzyn vs. Czarny zepchnęli w kąt Euro 2012 i polskich piłkarzy.

Ostatnio nawet udało mi się nawet ...

 

Czytaj dalej ...

czwartek, 22 listopada 2012

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o badaniach nad bliźniakami, wszystko we mnie krzyczało.
Że jak to, że to nieprawda, że nie mogą nami rządzić geny!

Ja się na to nieeeee zgaaaaadzaaaaam!

Oj wiem, czytałam przecież o adoptowanych bliźniakach, którzy odnaleźli się po latach i okazywało się, że mieli podobnych partnerów, podobną liczbę dzieci, podobne zainteresowania, hobby, nałogi itp. mimo iż byli wychowywani przez zupełnie innych ludzi.
Nie chciałam jednak wierzyć w taką zdeterminowaną przyszłość, zakodowaną gdzieś w moim DNA.
Tym bardziej, że moi rodzice są takimi przeciwieństwami (nie znam nikogo, kto by się różnił bardziej - przy nich woda i ogień to jak bliźniaki :)), że mieszanka genetyczna, jaką mi zafundowali ma niewątpliwie właściwości wybuchowe.

A ja chciałam cichego, spokojnego życia, na które ...



Czytaj dalej ...



sobota, 23 czerwca 2012

Pamiętam, gdy przyjechałam do Anglii i zaczęłam poznawać okoliczne parki (które przez parę ładnych lat były właściwie naszym jedynym obiektem turystycznym :)), nie mogłam wyjść z podziwu nad angielskimi tatusiami.

Angielscy tatusiowie, bowiem ...

Czytaj dalej ...

Połącz tatusia z dzieckiem :)

 

 

niedziela, 18 marca 2012

Na pewno nie raz się wam zdarzyło słyszeć piosenkę i za chiny ludowe nie rozumieć słów.
Polskich słów.
Ta 'dolegliwość' najczęściej dotyczy małoletnich, o niewprawionym uchu, ale i dorosłym się zdarza nie zrozumieć, co autor miał na myśłi.

Dziwna kombinacja zwrotów, nieznane słownictwo lub kontekst, czasem inny akcent podyktowany linią melodyczną i człowiek się gubi.
Z mojego życia pamiętam 'uprząśniczki' - takie dzieweczki, co siedziały jak anioł u Moniuszki i nie wiedziałam, kto one zaś. Internetu nie było, słownik nie podawał takiego terminu. Raczej nie wyglądały tak :)


Po jakimś czasie doznałam objawienia, że Prząśniczka, to pewnie jakaś pani starsza u której siędzą te dzieweczki. Niestety i to było zwiedzeniem :)

prząśniczka
prząśnica «część kołowrotka w postaci wąskiej deseczki, do której przywiązuje się przędziwo :)

Jak bym sięgnęła głębiej pamięcią to, pewnie nie jedną taką 'perełkę' bym sobie przypomniała.

Ale póki co, kolekcjonuję  radosną twórczość moich dzieci. Np. jak uczyłam je piosenki "Head, shoulders, knees and toes" i chciałam, by później nazywały części ciała po angielsku, to okazało się, że to, na czym się klęka nazywa się nizen* :)

Innym razem Młody zapytał się mnie, dlaczego angielski Bóg nazywa się Iza.
Podejrzenie to wzięło się w czasie śpiewania piosenki "How great is our God", co przy udźwięcznieniu [s] i skróceniu na potrzeby utrzymania odpowiedniej liczby sylab 'our' do [aaardało właśnie ową 'Izę'.
Brak gramatycznego sensu zupełnie mu nie przeszkadzał :)

Ostatnio zaś moja najmłodsza, przekonana o swoim nieprzeciętnym talencie muzycznym wyła na cały dom: Mój Beboso, Mój Beboooooo-soooo
A ponieważ talent to może i ona ma, ale raczej nie oszlifowany jeszcze (czyt. muzyka jej nie przeszkadza :)), to trochę czasu mi zajęło zorientowanie się, że chodzi jej o refren tej piosenki :))

Poprawiona, powiedziała, że ona i tak woli wersję z Bebosem,  czym zyskała sobie nowy przydomek :)

I ten mój Beboso wykręcił mi ostatnio taki numer ...

Odbierałam młodszą młodzież ze świetlicy. Wpadłam zdyszana truchtem pod górę, przysiadłam na chwilę na ławeczce, by złapać oddech, poplotkowałam z panią opiekunką, pozwoliłam młodszemu dokończyć mecz i ochłonąć, bo mokry był jak szczur.
Po jakichś 7 minutach zorientowałam się, że Młodej nie ma w zasięgu wzroku. Młody powiedział, że jest w łazience.

O.K.

Odczekałam jeszcze 5 minut i kazałam mu pogonić Młodą.

W łazience jej jednak nie było.

Zapytałam się pani, gdzie jest M.

Po paru minutach rozglądania się po wszystkich pomieszczeniach świetlicy, w których przebywają dzieci (oprócz sali głównej jest to kuchnia, jadalnia, łazienka i mały pokoik z zabawkami) stwierdziliśmy z lekkim niepokojem w oczach, że jej nigdzie nie ma.

Szkoła jest zamykana, ale moja Młoda jest bardzo zdolna i do tego niczego się nie boi.
Już od wczesnych lat :)
Wyjść, to raczej nie wyszła, ale mogła np. iść w zaparte i nie chcieć wyjść z kryjówki, czekając aż ją ktoś wreszcie znajdzie, albo eksplorować inne pomieszczenia szkolne na wyższych piętrach.

Zaczęliśmy więc wycieczkę po szkole, zaczynając od innych łazienek i - nie znalazłszy jej - dalej po labiryncie klatek schodowych i korytarzy wiktoriańskiego gmaszyska, krzycząc imię Młodej.

Nie ukrywam, że byłam już z lekka zdenerwowana, a moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, szczególnie, że nie tak dawno oglądałam film, w którym jednym z wątków był woźny mordujący młode dziewczyny (niestety, czarne myśli to moja specjalność).

Po około pięciu minutach poszukiwań, gdy zdążyłam się już nieźle wkurzyć (choć nie pokazywałam po sobie, bo widziałam, że panie ze świetlicy były o krok od zawału serca) kątem oka dostrzegłam w kąciku leciutki ruch klamki.
Podbiegłam tam pytając się Młodej, czy tam jest i dopiero po chwili usłyszałam jej cichutki głosik.

Okazało się, że tym razem Maleństwo było zupełnie bez winy.
Chciało pomóc przy sprzątaniu. Zapytało się grzecznie, czy może zanieść laptop do kanciapy, otrzymało zgodę, laptop zaniosło i w poszukiwaniu odpowiedniego miejsce kucnęło i zniknęło z pola widzenia.

W tym samym czasie druga pani doniosła ostanie parę rzeczy do schowania, postawiła na stoliku przy wyjściu, zgasiła światło i zamknęła drzwi na klucz.
Z Bebosem w środku.

Mój Beboso ciemności się nie lęka, nawet powiedziała sobie, że ochocho, jak śmiesznie, nie ma prądu. Dotarła po omacku do kontaktu, zapaliła światło (ochocho, już jest prąd :)) i ... nacisnęła na klamkę, która ani drgnęła.

Kanciapa była na półpiętrze, paręnaście schodków w dół od głównego holu, gdzie nie dość że rozgrywał się finał meczu w gąbkową piłkę, to jeszcze wszyscy byli w amoku odbierania dzieci.

Dzwonek dzwonił, rodzice się wtaczali, towarzystwo po całym dniu było już z lekka nie do ogarnięcia, a panie marzyły tylko o tym, by się znaleźć w domu.

Na nieobecność Bebosa nikt więc nie zwrócił uwagi.

Sprawa się wyjaśniła, ale ... nigdy jeszcze nie widziałam mojego dziecka w takim stresie. Dosłownie była sztywna ze strachu, czerwona z emocji i zryczana. Całą drogę do domu trzymała mnie za rękę i powtarzała, że mnie kocha i że się tak bardzo cieszy, że po nią przyszłam, bo myślała, że już nigdy mnie nie zobaczy. W ogóle to wydawało się jej, że była tam już całą noc i głosy, które słyszała w korytarzu wzięla za dzieci przychodzące do szkoły następnego dnia (ach, ta dziecięca perspektywa...).

I bała się krzyknąć - ona, ten rozdarciuch z głosem wygranym na loterii - bo myślała, że jeszcze dostanie burę za to, że się zapodziała.

Panie też były lekko sztywne, bo ...

Jak bym się postarała, to by wyleciały z pracy, jak nic.

Tylko, że ja tak nie umiem.

Zawsze mi szkoda. Zawsze kogoś tłumaczę. Zawsze znajduję okoliczności łagodzące. Bo myślę sobie, że w końcu wszyscy popełniamy błędy.

Ale jak by mi dziecko samo wyszło z przedszkola i przyszło do domu z pierwszą lepszą panią z ulicy ... to chyba bym zamordowała.

Na szczęście mój Beboso** (i spółka) śpi słodko snem sprawiedliwego po pełnym atrakcji angielskim Dniu Matki i nikogo nie muszę pozbawiać życia :)
Wygląda na to, że po traumie sprzed czterech dni nie pozostał ślad.
Mam nadzieję.

A ja - choć na co dzień ten aspekt mojej tożsamości nie wysuwa się na pierwszy plan - czuję się dzisiaj taką Mamą Kwoką, pękającą z dumy, płaczącą na szkolnych przedstawieniach, zachwycającą się polepionymi kartkami z życzeniami pełnym błędów ortograficznych, przewrażliwioną, ślepą na wady i zakochaną po uszy w moich dzieciach.

To nie ja - żeby było jasne :)) ale pewne elementy się zgadzają, więc wkleiłam sobie :)

_______________________________________

*k się nie wymawia, a więc neez-en(d)
** - dla tych, którym się nie chciało zajrzeć do linku wyjaśnienie: Mój Beboso= Pójdę boso :)

piątek, 10 lutego 2012

Zawsze mi się wydawało, że będę idealną matką.

Miałam wszelkie ku temu predyspozycje: kochałam dzieci od zawsze, liznęłam trochę profesjonalnej wiedzy psychologicznej, uzupełnionej oczywiście paroma opasłymi bestsellerami na temat rozwoju i wychowywania dzieci i comiesięczną lekturą Twojego Dziecka, Dziecka, Mamo to Ja (co tam mi wpadło w ręce). Byłam "wyszumianą" za młodu mężatką, z sytuacją materialną może nie idealną, ale za to ze stałą pracą, swoją i męża. Męża też miałam fajnego :)
Dziecko chcieliśmy mieć od razu po ślubie i jak postanowiliśmy, tak też wprowadziliśy słowo w czyn.

Moje pierwsze dziecko  ...

Czytaj dalej ...

 

 





środa, 08 lutego 2012

Jak Polska długa i szeroka w sprawie Katarzyny W. każdy ma swoje zdanie.

Dyskutują wszyscy.

Internet aż huczy!

Nagle każdy ma sto pytań do zadania, historii do odgrzebania, faktów do skojarzenia i teorii do wysnucia.

Emocje sięgają zenitu: od współczucia biednej matce, której porwano dziecko do nienawiści i chęci linczu na podłej dzieciobójczyni...

***

Sprawą małej Madzi z Sosnowca interesowałam się umiarkowanie. Od początku sytuacja wydawała mi się dziwna, ale nie angażowałam się zbyt w śledzenie kolejnych hipotez, portretów pamięciowych rzekomych sprawców, profili psychologicznych porywaczy i innych ekspertyz.

Do czasu, kiedy Czytaj dalej ...

sobota, 07 stycznia 2012

Dawno już nie było prasówki :)

Ale też Metro miałam ostatnio w rękach jakiś miesiąc temu.
Zapomniałam więc, ileż rozkoszy intelektualno-emocjonalnej może dostarczyć czytanie tej gazetki.

Nie mogę już chyba pisać, że mnie coś szokuje, bo ... przy takim natłoku 'rewelacji' dziennie po jakimś czasie mało co człowieka rusza.
Jedyne, co mnie naprawdę szokuje, to fakt, że dzienna dawka sensacyjek jest wciąż na tyle duża, by zapełnić dziennikarzom dobre siedemndziesiąt, pięćdziesiąt, trzydzieści (po wycięciu reklam, zdjęć i gigantycznych nagłówków) dziesięć stron wierszówki.

A zatem dziś jedna z ciekawostek 'przyrodniczych' z ostatniego Metra.

Nowoczesne bliźniaki

Bliźniaki Reuben i Floren zostały poczęte w 2005 roku.
W próbówce.
Reuben urodził się w grudniu 2006 r.

Siedmiotygodniowa Floren w stanie embrionalnym została jednak ... zamrożona na kolejne pięć lat. Po tylu bowiem rodzice zdecydwali się na kolejne dziecko.

Gdy więc na świat przyszła jego siostra, Reuben powitał ją słowami: "Cześć bliźniaczko!"

Przyznam, że do końca nie mam przekonania, czy są to faktycznie bliźnięta - w gazecie użyty jest termin "the same batch of embryos", co znaczy z tej samej partii embrionów. Tak więc, jeśli już, to są to bliźnięta dwujajowe (co jest oczywiste, ze względu na płeć :)).

Do końca nie jestem jednak przekonana czy rzeczywiście zamrożenie jednego z zarodków na pięć lat i danie mu szansy (której, nota bene, nie wykorzystały pozostałe dwa) dalszego rozwoju automatycznie czyni go (ją) bliźniakiem.
I w ogóle dlaczego zrobiono z tego taką sensację? Czyż wcześniej nie rodziły się dzieci z zamrożonych wcześniej zarodków? (mam wrażenie, że to typowy przykład powielania błędu popełnionego przez kolejne gazety, nakręconego przez samą bohaterkę artykułu, która tak właśnie mówi o swoich dzieciach).

Ale to kwestia terminologiczna.

Pozostaje jeszcze kwestia ... surrealistyczna.

Nie, nie nazwę jej moralną, bo po pierwsze nie czuję się na siłach podjąć się rozważań etyczno-teologicznych.
Po drugie miałam to szczęście, że nasze dzieci poczynały się lekko, łatwo i przyjemnie, czasem nazbyt niespodziewanie, ale zawsze wyjątkowo bezproblemowo.
Nigdy więc nawet w ułamku nie będę sobie w stanie wyobrazić co przeżywają i na co są gotowe kobiety nie mogące zajść w ciążę.

Nie zmienia to faktu, że kwestie takie jak zapłodnienie in vitro, dzieci z próbówki, zamrożone embriony brzmią dla mnie ... właśnie surrealistycznie.
Z jednej strony wydaje mi się to niesamowite, że jest to w ogóle możliwe.
Z drugiej ... to manipulowanie w naturze powoduje we mnie jakiś nienazwany lęk, albo może pewną blokadę.

Można tu polemizować, że wczepianie by-passów, przeszczep wątroby czy sztuczna nerka jest również manipulowaniem i zostawić schorowane narządy naturalnemu biegowi rzeczy (z wiadomym skutkiem).

Ale jednak zastanawiam się, czy gdzieś tu nie przebiega cienka linia.

Zamrożony siedmiotygodniowy zarodek ...

Zamrożony na pięć lat ...

Jestem w ciąży z moim pierwszym dzieckiem. Drugie się mrozi ...

Tak naprawdę, to mrozi się ich aż trójka ...

Dam im szansę na dalszy rozwój ... za jakiś czas.

 

***

Nie krytykuję. Nie potępiam. Nie wysnuwam wniosków.

Patrzę się na zdjęcie rodziców i widzę, jak są szczęśliwi.

Próbuję jednak sama sobie odpowiedzieć na pewne pytania.

A może zadając je jestem po prostu - jak to określiła jedna z komentujących pod artykułem osób - an arogant fertile ... ?

 


piątek, 15 lipca 2011

Wróciłam wczoraj późno i miałam ochotę posiedzieć sobie w ciszy tudzież pokontemplować. Niestety towarzystwo jeszcze nie spało, więc wieczorny rytuał kotłownia się (występy, pokazy, mamo_zadaj_nam_10_pytań i inne drapania po plecach) musiał się odbyć.
I po co człowiekowi cały dom, ja się pytam, jak i tak wszyscy się kitwaszą na kupie w salonie?

Nagle ktoś odkrył niezyidentyfikowaną torebkę w kącie ...


 

Czytaj dalej ...

wtorek, 05 lipca 2011

Ostatnio w buduarze pewnej starszej Pani ;) rozgorzała dyskusja, zahaczajaca nieco o zasięg ingerencji rodziców w życie swoich dzieci. Dyskusja trudna, temat trudny. Nie brnęłam dalej. Za głęboko dla mnie.Dziś w nawiązaniu do tego tematu, ale trochę bardziej 'lajtowo', choć momentami straszno.

Otoż był sobie chłopak ...

 

Czytaj dalej ...

piątek, 24 czerwca 2011

Piątek.

Niby chcę się cieszyć nadchodzącym weekendem, ale zmęczenie mi nie pozwala. W piątki zawsze się stresuję, bo wiem, że nie zdążę wypocząć ;) Człowiek to jednak lubi martwić się na zapas.

W piątki najczęściej się aż tak nie spieszę i zabieram ze sobą łapki ...

 

 

Czytaj dalej ...

09:38, fidrygauka , Dzieci
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Nie wiem, czy Blox nie lubi mojej komórki, czy moja komórka nie lubi pociągów dalekobieżnych, ale nie raz i nie dwa moje wypalcowane wypociny zostały brutalnie, acz potajemnie skasowane (naciskałam 'Zapisz'', a tu mnie gad wylogowywał).

Dziś rano też mnie tak wrobił, ale jakoś dobrnęłam do końca wpisu. Po to tylko, by przed chwilą zauważyć, że się wziął i nie opublikował.

A zatem mój wpis poranny :)

Tak więc w piątek udzielałam się społecznie. To udzielanie tak mnie zmęczyło, że ...



 

Czytaj dalej ...

wtorek, 07 czerwca 2011

Miejsce: kreatywna przechowalnia dla maluchów. Obiekt: lalka płci żeńskiej, rasy azjatyckiej

 

Czytaj dalej ...

czwartek, 02 czerwca 2011

Wczoraj zostałam przechwycona w drodze do domu.
Nie było wiec metra i jego szeptów, tylko budowanie relacji z moją drugą połową.

Mało romantyczna randka samochodowa, wiem, szczególnie, że przebiegała ...

Czytaj dalej ...

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Favorki
Językowe
Podczytywane
Podglądane
Recenzowane
Smaczne
Szablonowe
Śmieszne
Z Zagramanicy
Zarchiwizowane chyba ...


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire