mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży

Zdjęcia

wtorek, 13 marca 2012

Jadę ci ja sobie wczoraj z mężem po angielskiej prowincji, aż tu kątem oka dostrzegam jakiś polski napis (a co wy myślicie, że ja nie mam kąta oka? :)).

I tak jak moje ucho wszędzie wyłapuje polskie brzmienie, nawet jak niewyraźne słowa gubią się gdzieś w szumie ulicy, tak też i moje oko jest bardzo wrażliwe na piękno ojczystego języka.

Serce mocniej bije, bo przecież oto polski akcent na albiońskiej ziemi!
A skądżesz to? Tak nagle, niespodziewianie, tak zupełnie z zaskoczenia?

Patrzę, czytam i oczy przecieram ze zdumienia.

A to się uczepili! Co za podła dyskryminacja!

 

Czytaj dalej ...

środa, 30 listopada 2011

Siedzę i piszę, piszę i sapię, sapię i wzdycham, wzdycham i fukam, fukam i się wnerwiam, wnerwiam się i dostaję szału.

Szału, bo mam przygotować na jutro szkolenie, a nie mam materiałów (albo coś jest za długie i nie zdążę tego przerobić, albo nie mogę znaleźć tego co chcę).

Nie mam pomysłów, nie mam weny i nie mam ochoty organizować żadnego szkolenia, ale niestety w dobie kryzysu gmina wymyśliła sobie, że ... my pracownicy mamy generować przychód.

A ze mnie biznesmen jak z koziej dupy trąba.
Tzn. może nie do końca, ale jakoś nie umiem się sprzedawać :))
A moja szefowa każe mi wykazać się zdolnościam menedżerskimi, znajomością technik sprzedaży tudzież promocji i chodzić z broszurkami pod pachą i zapraszać wszystkich klientów na cudowne warsztaty. A mi entuzjazmu do autopromocji brak :(

Jak ja bym była dobra w sprzedaży bezpośredniej, to bym została komiwojażerem.
A przychód to bym już wolała generować dla swojej firmy, ale się trochę boję w dobie kryzysu rezygnować z pracy w budżetówce :))

Potem muszę patrzeć na szefowe kręcenie nosem, że mało osób przyszło (sorry, innych też dotknął kryzys i pod koniec roku budżety wyprute do ostatniej nitki, a poza tym dywersancko nie rozdaję tych ulotek wszędzie - tylko tam, gdzie mi 'wyczucie' podpowiada).

I żeby jeszcze było fajnie, to cała logistyka jak rezerwowanie sali, podłączanie sprzętu (o matko, odwieczny problem, która końcówka kabla do laptopa, a która do rzutnika), drukowanie handoutów, kupowanie ciasteczek i mleka na przerwę i inne administracyjne bzety spadają na mnie.

A żeby tego jeszcze było mało, to cena, którą pani szefowa ustaliła za szkolenia (wyssana z palca - bo ona to dopiero pojęcia o biznesie nie ma) jest tak beznadziejnie niska, że mnie to po prostu demotywuje setnie. Jest to co prawda tylko program pilotażowy (to całe income generation), ale jak przyjdzie co do czego, to dużo trudniej jest podnieść ceny, jak się przyzwyczai klientów do tego, że jest tanio jak barszcz.

Cena bowiem, za 3 godzinne szkolenie z całym pakietem dobrych materiałów szkoleniowych (moja krwawica, moje siedzenie po nocach, a muszę 'bez nikakich' i bez roszczenia sobie żadnych praw oddać w posiadanie gminy) wynosi £45 czyli 15 funtów za godzinę od osoby (dla porównania - minimalna stawka godzinowa to £6,08 za godzinę; średnio wykwalifikowany robotnik zarabia ok. £12, a nauczyciel ok. £20; o 'wyższych' sferach tu nie mówimy :)). 

Ja oczywiście nic z tego nie będę miała, żadnych dodatkowych pieniędzy (tylko może punkty do awansu zawodowego), bo jest to niby przychód wygerowany przez nasz serwis.

Przez serwis nie przez serwis, ale każdy ma rocznie wprodukować łącznie £3500 (!!!!). I nie jest tu mowa o nielegalnym dodruku.

O ile ja umiem liczyć, to abym była w stanie tyle wyciągnąć musiałabym w ciągu roku  przeprowadzić co najmniej 13 szkoleń, zakładając, że przyszło by na nie co najmniej po 6 osób (przychodzi zwykle 4-5).
Toż to ludziska nie pracowaliby chyba tylko chodzili raz w miesiącu na szkolenia. Dodatkowo nie znam aż tylu osób, które byłyby zainteresowane szkoleniem na tak wiele tematów.

Pomijam fakt, że ja bym też się musiała nieźle nagimnastykować, żeby wymyślić tyle różniących się od siebie szkoleń.

No więc się wpieniam i spieniam i pretekstu szukam, by tego szkolenia nie przygotowywać, choć wiem, że od tematu nie ucieknę.
Uciekam jednak co chwila do kuchni.
Głodna jestem, nie? Trzeba przerwę zrobić, by coś zjeść :))

Jak już nie głodna, to przynajmniej spragniona.

Więc popijam sobie wodę z cytrynką i miodem.

A że akurat jeden się skończył, to wygrzebałam następny słoik, i znalazłam na nim taką piękną nalepkę:  Mieszanka miodów z całego świata

He, he, he - a to ci się pszczółki nalatały :))

Niezła ściema.

Czy to nowy sposób określania miodu sztucznego???

Ps. A miałam tylko wkleić zdjęcie i dodać do niego komentarz - a wyszło jak zwykle: długo i nie na temat :)

środa, 23 listopada 2011

Nie mogłam się powstrzymać.

Mój syn tak się wczuł w rolę, że - zobaczywszy, iż mamusia opublikowała zdjęcia z jego poprzedniej książeczki w internecie - przyniósł kolejną z tej serii.

Tym razem o życiu w Kraju Rad.

I jest równie ciekawie.

Przede wszystkim - dla odmiany - w Rosji wszyscy mieszkają w miastach, a dobrobyt jest tak wielki, że nawet rzeźby pokryte są złotem.

Tanya i jej brat Yuri mieszkają w Leningradzie i mogą na co dzień zachwycać się dziedzictwem kulturowym Rosji.

Leningrad to Wenecja północy (wyglądająca na trochę opustoszałą, ale ... załóżmy, że wszyscy są w pracy, a nie żyjąc z zasiłków, nie snują się po mieście jak dzień długi)

Rosjanie kochają pomniki - poetów, pisarzy, malarzy i innych ludzi sztuki.
Najczęściej spotykanym jest pomnik Lenina Puszkina.

Rosjanie są wielbicielami muzyki.
Kochają też historię i wielką wagę przywiązują do wiernego jej przedstawiania
(stroje z epoki, itp.; o łagrach i zsyłkach książka nie traktuje)

Historia historią, ale stawia się tu też na nowoczesność. Tanya i Yuri jeżdżą do szkoły autobusami na prąd albo poduszkowcem :)

... a zimą, w ramach podtrzymywania tradycji - Troyjką

Tradycję podtrzymują też babushki - pewnie książka by je pominęła, gdyż kłócą się nieco z całokształtem, ale światowy przebój Kate Bush (mówiący o zgołą innej babooshce, ale nie wnikajmy w szczegóły) na zawsze już umieścił je w globalnej świadomości

Szkoła trwa tylko do południa
(ooooo, Harry i Emily chyba w tym momencie zielenieją z zazdrości) ...

... bo po południu wszystkie dzieci chodzą się bawić i rajcować. I jeszcze są za to nazywani pionierami - grunt to budowanie pozywynego obrazu własnego od dzieciństwa (w UK to jakieś tam Brownies czy Cubs - no też mi coś!)

Ale za to też noszą mundurki - co za pokrewieństwo dusz :)

 

Zimy w Rosji są mroźne. W klapeczkach nie wyjdziesz!
Dzieci dla zabawy łowią w przeręblach rybki. Nie, że z biedy, czy coś, bo przecież nie może być mowy o biedzie w kraju, gdzie każdego stać na futro z szynszyli, nawet dzieci :)

Zresztą zima Rosjanom nie straszna. Oni w ogóle nie marzną. Wręcz uwielbiają przesiadywać w swoich futrach w parkach i ... jeść lody.

 

Zima wszystkich hartuje i wzbudza ducha współzawodnictwa, a także przyczynia się do rozwoju sportów zimowych.

O zimnej wojnie nikt tu nie słyszał ...

 

Nie wszystkie budynki są tak reprezentacyjne jak Ermitaż, co nie zmienia faktu, że ludzie żyją w zgodzie i harmonii.

Mieszkamy w Rosjii - krainie wiecznej szczęśliwości :)



piątek, 09 września 2011

Wysłali mnie dzisiaj na jakiś koniec świata, ale lubię sobie pooglądać nowe miejsca, na co oczywiście akurat nie miałam czasu.

Przechodząc jednak koło biura pewnej agencji nieruchomości zwolniłam na chwilę świński trucht, bo rozśmieszyła mnie reklama kompleksu apartamentów.

Czytaj dalej ...

środa, 07 września 2011

Macie po powrocie zza granicy takie uczucie, że wszędzie wokół widzicie swoich znajomych?

Bo ja co chwilę widzę kogoś z Polski i w pierwszym przebłysku zachodzę w głowę co oni tu robią! W drugim ruszam by rzucić im się na szyję. Najczęściej jednak przytomnieję, przed zrobieniem pierwszego kroku. Zdarzyło mi się jednak parę razy posłać - więdnący na widok zupełnie obcej twarzy - uśmiech :)

I wydaje mi się, że...

Czytaj dalej ...

piątek, 19 sierpnia 2011

Patrzyłam i patrzyłam i nadziwić się nie mogłam, a że byłam sama w przedziale, to nie mogłam się oprzeć i cyknęłam :)
Wiem, jestem niegrzeczna ...

 

Czytaj dalej ...

środa, 13 lipca 2011

Zdrowy rozsądek.

Poziom katastroficznie niski.

Włącza się czerwone światełko: "Jedź na rezerwie"

Tak, chyba mam taką funkcję.

Wyłączam więc komputer i cichaczem się wymykam. 30 minut przed oficjalnym czasem.
Czy mam wyrzuty sumienia?

 

Czytaj dalej ...

środa, 22 czerwca 2011

Czasami mamy jakieś dziwaczne skojarzenia.

Wiem, je nie jednemu psu na imię burek, ale to było moje pierwsze skojarzenie na widok tych okazałych szczot.

Czyżby tak wyglądała kariera po Yale? :-D

 

Ps. Poza tym powklejałam trochę zdjęć do poprzednich wpisów oraz przepis na fish pie :)

poniedziałek, 06 czerwca 2011

Aktorka zupełnie mi nieznana do czasów "The Queen" oczywiście. Od tamtej pory oglądam namiętnie wszystko z jej udziałem  - z namiętnością 

 

Czytaj dalej ...

piątek, 27 maja 2011

Zawsze miałam opory, żeby fotografować ludzi, bo co by było, gdyby się nagle spojrzeli w obiektyw :) Ale tym razem nie było takiego ryzyka, więc byłam trochę niegrzeczna i cyknęłam.

Loczki takie, że dech zapiera!  Całe 3 rzędy.

No nie wiem, czy ...

Czytaj dalej ...

środa, 25 maja 2011

Rozśmieszyła mnie fidrygaśna anegdotka pod zdjęciem rozczochranej na wietrze Michelle Obama, więc zacytuję ją w całości: "Włosy Michelle Obama może i są nieźle starmoszone przez wiatr, ale jej rzęsy tkwią sztywno umocowane.

Czytaj dalej ...





| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Favorki
Językowe
Podczytywane
Podglądane
Recenzowane
Smaczne
Szablonowe
Śmieszne
Z Zagramanicy
Zarchiwizowane chyba ...


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire