mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży

Religia

środa, 27 marca 2013

Odkąd - po przeprowadzce na Wyspy Szczęśliwe - wszystkie moje dzieci zostały umiejscowione w lokalnych placówkach edukacyjnych, starałam się w nich udzielać.
Z czynem społecznym miało to niewiele do czynienia.
Nie targało mną też poczucie obywatelskiego obowiązku, ani narastające współczucie wobec uchetanych (acz wyglądających na szczęśliwe i spełnione) nauczycielek.

Kierowała mną nieogarniona ciekawość i przemożna chęć poznania angielskiego sposobu nauczania.
W końcu miałam w jego szpony oddać moje najmądrzejsze, najpiękniejsze, nieskażone systemem (tudzież tostami z fasolką w sosie pomidorowym), relatywnie posłuszne i ułożone dzieci.
A wiecie, jakie niestworzone historie krążą o angielskich szkołach wśród polonii?
Że dno, że nic nie uczą, że ależ w ogóle, ci Anglicy to opuszczają szkolne mury nic nie potrafiąc i ledwie dukając (a już bójcież się Boga, żeby stolic nie znać?!)
Na początku swej zawrotnej kariery pracowałam tylko przez trzy dni w tygodniu. Postanowiłam więc jedno przedpołudnie poświęcić na przesiadywanie w szkole i robienie za panią TA (teaching assistant, co w wolnym tłumaczeniu niestety brzmiało: służka wyjdź spod łóżka, pozamiataj panu).
Z obserwacji wtedy poczynionych mógłby powstać niejeden blog :)
Angielska szkoła zaprezentowała swoje różnorodne oblicza, rozwiewając większość moich obaw w sposób tak przekonujący, że jestem w stanie obalić i obśmiać niemalże każdy z powyższych zarzutów (co nie znaczy, że brytyjski system edukacyjny jest bliski ideału, a zachowanie wyspiarskiej młodzieży zachwyca).

Dziś jednak chciałam tylko o jednym aspekcie ...

Wśród siedmiu muzułmanek w klasie mojego syna Khwala (wym. Kola) wyróżniała się najbardziej. O ile ...

http://fidrygauka.blox.pl/resource/dziewczynki_w_mundurkach_i_hijabach.jpg

 Czytaj dalej ...
środa, 02 listopada 2011

Nie, nie jestem profanem, skandalistką czy kontestatorką.

Po prostu nie lubię cmentarzy.

Na tzw. groby nie chodzę już od ponad 20 lat; z wyjątkiem angielskich cmentarzo-parków, przez które często - na skróty - wiodą moje ścieżki.

Tam nikogo nie ma.

Ludzie, ci co odeszli, są gdzieś indziej.
Dokładnie nie umiem sprecyzować gdzie (ale na pewno są - to byłoby głupie, gdyby 'po drugiej stronie' było jedno wielkie nic).

Żyją w mojej pamięci i nie chcę wyznaczać sobie specjalnego dnia do rozpamiętywania.
Tak wiem, że beznadziejnie uprościłam, ale ... no nie lubię tego 'święta' i tej dusznej atmosfery i już.

Zawsze też zastanawiałam się ...

 

Czytaj dalej ...

 

 


wtorek, 04 października 2011

Straszyli mnie wszyscy.

Że gbur, że się obnosi z tym swoim 'imamstwem' wszem i wobec.
Że przekonać się nie da, a tym bardziej kobiecie (bo wiadomo).
Że próbowali już nie raz z nim dyskutować i jak grochem o ścianę.

Bo jak to będzie wyglądać?! On się zgodzić na to nie może, bo jest imamem i taka decyzja wpłynie na całą wspólnotę.

Nie będę pisać szczegółów, ale z grubsza rzecz biorąc chodziło o to, że pan ów nie chciał się zgodzić na pewne rozwiązanie, na zastosowanie którego dostałby odpowiednie środki, a które pomogłoby w funcjonowaniu jego rodziny. Sprawa stanęła na ostrzu noża, bo jego upór zaczął wpływać na postępny jego dzieci w szkole.
Social Services już się czaiły do skoku (child neglect - trudne do udowodnienia, bo bardzo cienka linia dzieli zaniedbywanie od nierobienia czegoś, np. ze względu na przekonania), ale postanowili, że 'ponegocjują' z nim trochę.

I jako 'mediatora' wysłali mnie.

A ja, ani się na mediacji znam, ani nie wiedziałam, jak przebrnąć przez bariery kulturowe.

Na spotkanie szłam z nastawieniem faceta chcącego pożyczyć piłę od sąsiada (Znacie? Jak facet tak się nakręcał i zakładał, że mu tamten nie pożyczy, że jak doszedł do jego drzwi, to zamiast grzecznie poprosić, to nawrzeszczał na Bogu ducha winnego i zwymyślał go od samolubów).

Oliwy dolał sam pan imam, bo 'zapomniał' o spotkaniu. Trzeba było dzwonić, wzwać, czekać.

Czekałam więc, układając sobie w głowie zdania, perswazje, sugestie.

Byłam w mocno bojowym nastroju. Wiedziałam, czego się spodziewać, ale nie wiedziałam, jak na to zaregaować.

Postanowiłam w końcu zastosować metodę, która działa na każdego (a na facetów szczególnie :)) czyli ...

Czytaj dalej ...

 

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Favorki
Językowe
Podczytywane
Podglądane
Recenzowane
Smaczne
Szablonowe
Śmieszne
Z Zagramanicy
Zarchiwizowane chyba ...


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire