mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży
sobota, 08 czerwca 2013

Czemu Jacka?

On pomaga w przeprowadzkach :)
Już kiedyś wklejałam link to tej uroczej piosenki.

A więc klamka zapadła.

 

Przenoszę się na Bloggera.
Widzę, że o ile Blox zdecydowanie przegrał z Bloggerem, to kafelki wciąż wzbudzają gorące emocje. Prawie tyle samo osób jest przeciwko nim, co je lubi.
Biorąc jednak pod uwagę fakt, że mi się podobają ;))) oraz głosy osób, którym wszystko jedno, decyzja o szablonie kafelkowym jest przesądzona.

Blogger, here I come!

Na pożegnanie - podsumowanie najlepszych momentów na Bloxie czyli Little Miss Trivial's highlights:

Włącznie z tym wpisem wyprodukowałam przez dwa lata i dwa tygodnie 253 wpisy.

Najbardziej popularnym postem, który wylądował nawet na Wykopie, był wpis o Nemeczku, a dokładniej o Wiktoriańskich Fotografiach Pośmiertnych. W tygodniu, kiedy opublikowałam ten wpis, mój blog odwiedziło prawie 24 000 osób - liczba, do której później (ani tym bardziej wcześniej) się nawet nie zbliżyłam.

Najwięcej kontrowersji wzbudził chyba jednak wpis o emigracji, owocując sześciesięcioma dziewięcioma komentarzami (co jest absolutnym rekordem).

W czasie publikacji tego wpisu licznik wystukał mi 77777 unikalnych użytkowników.
Ładna liczba (mimo, że w żadne numerologie nie wierzę).
Idealna na rozstanie :)


Licznik usunęłam, bo niby miał być darmowy, ale wciskał mi na blogu jakieś reklamy!

 

Dzięki temu wpisowi udało mi się także pokonać parę blogów kulinarnych i wbić się do pierwszej dwusetki najbardziej popularnych blogów.
129 miejsce - to prawie jak na Olimpie :)))
Teraz już będę lecieć w dół w rankingach na łeb na szyję.
Dobrze, że na Blogerze ich nie ma, he, he, he.

 

Natomiast w swojej kategorii sromotnie poległam w walce z biustonoszami :-D

 

Na Bloxie trafiłam na wiele fajnych blogów, które nadal zamierzam czytać, i które w większości już zlinkowałam na nowym blogu.
Będę też powoli przenosić wszystkie wpisy wraz z Waszymi komentarzami do mojego nowego miejsca.

Nie zapomnijcie pozmieniać linki i sznurki!!!

Zapraszam serdecznie po świeżutki, nowy wpis.
Można komentować, nawet bez posiadania konta na Bloggerze ;)

Przeprowadzka: uśmiech losu czy zasadzka?

To wszystko się dopiero okaże!

Bye-bye.

niedziela, 02 czerwca 2013

"Kiedyś nadchodzi taki moment ... "

Jak pewnie zauważyliście, ostatnio piszę rzadko.
Na liście ostatnich dziesięciu wpisów w bocznej szpalcie, ten najstarszy jest z marca!
A kiedyś zdarzały mi się po 3-4 wpisy na tydzień.

Nie brakuje mi inspiracji, nadal w mej głowie powstaje co najmniej jeden wpis dziennie.
Anglików portret cudzy (czyli okiem Fidrygauki) to zaledwie szkic. Tu nie ma nosa, tam lewego ucha, a i kolorytu wyrazistego brak.
Cykl 'computer says NO' doczekał się zaledwie dwóch wpisów.
Blogosfera i social media zostały przeanalizowane dość dogłębnie, ale też by się im przydał jakiś 'update'.
Emigranckie rozterki, 'wyjechane' dywagacje, polsko-warszawskie tęsknoty to również roztwór nienasycony :)

Słowem, mogłabym pisać dalej.

Ale ...

Jak to mówi mądra księga:

"Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę.
Jest czas rodzenia i czas umierania; jest czas sadzenia i wyrywania tego, co zasadzono."

(Księga Kaznodziei Salomona 3:1-2)

Jest też czas na zmiany.
Nie raz i nie dwa zdarzało mi się wejść na znajomy blog, by zobaczyć, że właśnie znikł on z powierzchni ziemi blogosfery.
Czasami autor 'zanikał' naturalnie, serwując co raz to rzadsze wpisy.
Czasami grzecznie uprzedzał, że zniknie lub zamilknie na dłuższą chwilę, pozwalając czytelnikom na błagalne komentarze (co raczej rzadko kiedy ma decydujący wpływ na już dawno podjętą decyzję).
Czasami brutalnie bloga blokował, zamykał, likwidował, unicestwiał, ścierał w proch, zabierając ze sobą nie tylko fajne wpisy czy zdjęcia, ale też komentarze.

Wiem, że wirtualny świat rządzi się swoimi prawami. Wiem, że wpisy żyją dzień-dwa (w przypadku burzliwych dyskusji max. do tygodnia :))
Nie twierdzę, że wirtualni znajomi mają przemożny wpływ na moje życie, ale jednak mam wrażnie, że jakoś ich znam, poznaję, czasami nie tylko przez komentarze :)
Więc taka nagła dematerializacja powoduje w mnie pewien dyskomfort (uwierzcie lub nie, ale wciąż mam kontakt z niektórymi osobami poznanymi przeze mnie w czasie burzliwego forumowania).
To tak, jakby dobry znajomy powiedział: "A teraz drogie dzieci pocałujcie misia w dupę."

Ale, rozumiem, bo tak jak już mówiłam, przychodzi czas zmian.
Czas wyrywania tego, co zasadzono.

Czytaj dalej ...

 


Zwróciliście uwagę na ilość drzwi w tym pociągu?
To taki 'starodawny' typ, z którego wysiada się wprost z przedziału.
Czułam się w nim jak wywożona na wieś, na czas wojny, Łucja z 'Lwa, Czarownicy i Starej Szafy' :)))

czwartek, 30 maja 2013

Jak widać mam wybitną zdolność do tego, by prowokować moich czytelników do meandrowania na nieprzewidziane tory.
Może niezupełnie nieprzewidziane, ale NIEZAMIERZONE.
Czasami dygresja, wstaweczka, jakaś myśl na marginesie powoduje gorące dyskusje, wybiegające poza nurt główny.
Kiedyś Basia Trzetrzelewska i jej łamana polszczyzna zdominowała temat emigracji, a Murzyn vs. Czarny zepchnęli w kąt Euro 2012 i polskich piłkarzy.

Ostatnio nawet udało mi się nawet ...

 

Czytaj dalej ...

wtorek, 21 maja 2013

Nikogo nie zabiłam.
Zaświadczenie o niekaralności mam nieskazitelne.
Nawet na liście wykroczeń mnie nie ma.
Nooo, bo przecież nie będziemy liczyli tego przypadku, kiedy uciekałam kanarom przez pół Świętokrzyskiej. A jechałam tylko jeden, jedniutki przystaneczek. Minuta trzęsawki między hotelem Forum, a Sezamem (takie historyczne obiekty Warszawy :)). Nie miałam na bilet, bo wydałam na teatr. Mogłam (i powinnam była) iść na piechotę, ale myślałam w swej piętnastoletniej łepetynce, że piątek o 21 wszystkie kanarki śpią już smacznie.
Zresztą, to żadne wykroczenie. Czyn o niskiej szkodliwości społecznej, czyż nie?

Wjechanie w osobisty samochód komendanta policji z wydziału Praga Północ w czasie mojej pierwszej samodzielnej eskapady po otrzymaniu prawa jazdy też się raczej nie liczy.
Chyba, że do rekordów Księgi Guinness'a w kategorii 'największy pech' :)
Szczególnie, że pan komendat, jak już sobie ulżył i nawyzywał mnie, głosem niosącym się po kres podległych mu rewirów, od głupich ku*ew, tchnął we mnie nadzieję, że jak mu odpalę tysiaka gotówką, to zapomnimy o sprawie i obejdzie się bez punktów karnych (czy wtedy były jakieś punkty karne???)

Ale drobne przewinienia na koncie mam.

Czytaj dalej ...

 

niedziela, 05 maja 2013

Mogłabym powiedzieć, że mało co mnie w życiu denerwuje.
Ale byłoby to jawne kłamstwo.
Denerwuje mnie cała masa rzeczy. Co prawda z wiekiem nauczyłam się tę złość oswajać, wyciszać, ignorować.
Dlatego sprowokować mnie co raz trudniej. 

Mój ostatni spektakularny sukces, to 3 tygodnie pod jednym dachem z teściową bez ŻADNEJ KŁÓTNI!
Owszem, iskrzyło momentami, 'mamusia' próbowała szpilę wbić i tu i tam, przemeblowywała mi dom, fukała i dziwowała się niezmienie 'a cóż to, a jakżesz to tak, a po cóż to, toszto, coszto, sroszto ...'.
A ja tylko 'Tak, mamo. Dobrze, mamo. Oczywiście, mamo'.
I stały doniczki na innych parapetach, bez ostentacyjnego przestawiania je na pozycje pierwotne, aż do momentu, gdy drzwi się za 'mamusią' zamknęły.
I wyjechała 'mamusia' z walizką wypchaną prezentami, które nigdy nie będą użyte, jak żaden z ofiarowanych jej przez nas prezentów.
I postanowiłam, że zapomnę - najszybciej jak się da - jej sarkastyczne uwagi, jej brak jakiegokolwiek zainterersowania naszymi dziećmi, jej bezpardonowe 'zjeżdżanie' mojego męża. Zapomnę, bo życie jest za krótkie.

Ale jednak dzisiaj udało Wam mnie sprowokować. Nie wiem, komu bardziej: bliżej mi nie znanej pani Kindze, która zasunęła taki tekst, że szkoda właściwie komentować (choć rzekomo o pewnym specyficznym typie ludzi), czy Kamili, która do tej pory jawiła mi się jako dziewczynka rozsądna, a tymczasem walnęła jak przysłowiowy łysy o kant kuli (wrzucając wszystich do jedego wora). I nie chodzi o to, żeby się zawsze we wszystkim zgadzać, ale jak już się wytacza takie solidne działa (typu bóg, honor i ojczyzna - w roli boga w tym przypadku występuję mamona :)) to warto by mieć jakieś sensowne argumenty, a nie zrobić teksańską masakrę piłą mechaniczną w imię bycia opioniotwórczym.
Każdy oczywiście może mieć własne zdanie.
Mam i ja. Dlatego też - zgodnie ze znaną zasadą - mam bloga i nie zawaham się go użyć (i nie będzie to - jak się domyślacie - obiecany wpis).

Czytaj dalej ...

 

czwartek, 25 kwietnia 2013

Już trzeci dzień pod rząd próbuję dokończyć wpis.
Niestety po raz trzeci z rzędu usnęłam na sofie.
Poddaję się.
Idę spać.
Wygląda na to, że wbrew temu, co sobie sama wmawiam, nie pęknę z nadmiaru emocji. Sen sprawiedliwego (a w każdym razie ciężko pracującego) spływa na mnie bezproblemowo.

Moja lista z pomysłami na wpisy się wydłuża niemożebnie, a wiele z nich traci na aktualności. Chlip, chlip.
Ale się nie rozdwoję.
W pracy mnie cisną tak okropnie, że nie mam na nic siły i ochoty.
Zapomniałam, jak wyglądają moje dzieci, które jadły dziś na obiad zupę-obrzydlistwo czyli gorący-kubek-chemiczne-g*wno, co naprawdę bardzo źle o mnie świadczy.
Chciałam im nawet ugotować sos na jutro, ale przypaliłam 400 g delikatnej mielonej wołowiny (bo sofa była za miękka). Trudno, jutro zjedzą fasolkę ze słoika.
Ewidentnie się staczam.

A następny wpis będzie o ...

Czytaj dalej ...

czwartek, 18 kwietnia 2013

Każdy z nas ma na koncie jakieś pokrętne skojarzenia, dziwaczne przemyślenia, nielogiczne zachowania.
Czasami - jak mi się to ostatnio zdarzyło - przechodzący ulicą rudzielec może wywołać lawinę myśli tak skomplikowaną, że by odpowiedzieć na pytanie męża, dlaczego tak ni z gruszki ni z pietruszki wspomniałam naszych niewidzianych dawno znajomych, trzeba długo odtwarzać sobie w głowie ścieżki połączeń w mózgu.
Gdy, cofając się, dotałam do Bogu ducha winnego, ognistowłosego chłopaczka, oboje wybuchnęliśmy histerycznym śmiechem.
Ot, kobieca logika.

Tak samo było z dniem, w którym zaczęłam się starzeć.

Czytaj dalej ...

 

czwartek, 11 kwietnia 2013

Każdy słyszy to, co chce słyszeć.

Kiedy pani M.* z Wydawnictwa PWN zaproponowała mi przeczytanie książki 'Siła Nawyku', od razu na myśl przyszły mi wszystkie moje ZŁE przyzwyczajenia.
Nie wiem, czy to była siła sugestii (pani M. nawiązała do mojego wcześniejszego wpisu o tym samym tytule), czy mój kryzys wieku średniego dał o sobie znać.
Kryzys objawiający się w moim przypadku nie szukaniem młodszego modelu/modela :)), ani nawet nie zwiększonym zainteresowaniem kremami przeciwzmarszczkowymi (to jeszcze przede mną :)), ale poczuciem strasznego marnotrawienia jakże szybko uciekającego czasu, przy jednoczesnej świadomości niezrealizowanych, ba, niepostawionych jeszcze celów.

Książka ‘Siła Nawyku’ przypadła mi więc do gustu, zanim jeszcze miałam ją w rękach i to wcale nie z powodu zachwytów i rekomendacji w iście hollywoodzkim stylu, przeczytanych na stronie promującej amerykańskie wydanie. Nie zrobiła na mnie wrażenia liczba tygodni, przez jakie książka Charles'a Duhigg'a utrzymywała się na liście bestselerów, ani opinie recenzentów wyrażający swe zachwyty na łamach najbardziej prestiżowych tytułów, takich jak The Economist, The Wall Street Journal czy The New York Times Book Review.
Okładka, dostrzeżona gdzieś w księgarni, mimo jaskrawej żółci, też prawdopodobnie nie przykułaby mojego wzroku na dłużej.
No i te ludziki kręcące się w kółko niczym chomiki!

Wiedziałam jednak, że ta książka ...

Czytaj dalej ...

środa, 03 kwietnia 2013

Mam ci ja skrzynkę mailową na gazeta.pl
Zaglądam do niej rzadko, bo mam kilkal innych 'główniejszych', które muszę codziennie obsłużyć.
W ostatnich zawieruchach zaglądałam tam jeszcze rzadziej.
Aż tu razu pewnego, po zalogowaniu się na fidrygauka@gazeta.pl, spotkała mnie bardzo miła niespodzianka.
Ale zacznijmy od początku ...

Podobno nie pamiętamy pierwszych dwóch lat naszego życia. Jeśli kotłują się nam po głowie jakieś obrazy z wczesnego dzieciństwa, jak na przykład spadający na nas kredens, któremu uprzednio odcieliśmy nóżkę przy pomocy zestawu 'Mały Majsterkowicz', to najprawdopodobniej są to efekty wielokrotnie powtarzanej z okazji rodzinnych spędów historii (takie darcie łacha :))
Myślę, że ta teoria jest prawdziwa.
Ja w każdym razie nie pamiętam nic a nic ze swoich lat szczenięcych.
Pierwsze wspomnienie, bardzo zresztą mocno wyryte w mej dziecięcej pamięci, to ...

http://fidrygauka.blox.pl/resource/bede_recenzente.jpg



Czytaj dalej ...

środa, 27 marca 2013

Odkąd - po przeprowadzce na Wyspy Szczęśliwe - wszystkie moje dzieci zostały umiejscowione w lokalnych placówkach edukacyjnych, starałam się w nich udzielać.
Z czynem społecznym miało to niewiele do czynienia.
Nie targało mną też poczucie obywatelskiego obowiązku, ani narastające współczucie wobec uchetanych (acz wyglądających na szczęśliwe i spełnione) nauczycielek.

Kierowała mną nieogarniona ciekawość i przemożna chęć poznania angielskiego sposobu nauczania.
W końcu miałam w jego szpony oddać moje najmądrzejsze, najpiękniejsze, nieskażone systemem (tudzież tostami z fasolką w sosie pomidorowym), relatywnie posłuszne i ułożone dzieci.
A wiecie, jakie niestworzone historie krążą o angielskich szkołach wśród polonii?
Że dno, że nic nie uczą, że ależ w ogóle, ci Anglicy to opuszczają szkolne mury nic nie potrafiąc i ledwie dukając (a już bójcież się Boga, żeby stolic nie znać?!)
Na początku swej zawrotnej kariery pracowałam tylko przez trzy dni w tygodniu. Postanowiłam więc jedno przedpołudnie poświęcić na przesiadywanie w szkole i robienie za panią TA (teaching assistant, co w wolnym tłumaczeniu niestety brzmiało: służka wyjdź spod łóżka, pozamiataj panu).
Z obserwacji wtedy poczynionych mógłby powstać niejeden blog :)
Angielska szkoła zaprezentowała swoje różnorodne oblicza, rozwiewając większość moich obaw w sposób tak przekonujący, że jestem w stanie obalić i obśmiać niemalże każdy z powyższych zarzutów (co nie znaczy, że brytyjski system edukacyjny jest bliski ideału, a zachowanie wyspiarskiej młodzieży zachwyca).

Dziś jednak chciałam tylko o jednym aspekcie ...

Wśród siedmiu muzułmanek w klasie mojego syna Khwala (wym. Kola) wyróżniała się najbardziej. O ile ...

http://fidrygauka.blox.pl/resource/dziewczynki_w_mundurkach_i_hijabach.jpg

 Czytaj dalej ...
środa, 20 marca 2013

No, może nie zaspałam, ale strasznie zabarłożyłam z odpisywaniem, szczególnie w przypadku Justyny, która nagrodziła mnie ... 13-go stycznia.
Ale po pierwsze liczne zawirowania (konkursy, rozmowy kwalifikacyjne, podkładane świnie i cała reszta) skutecznie mi przeszkadzały.
Po drugie przyznam szczerze, że nie wiem, komu dalej przekazać pałeczkę, bo wszyscy znajomi z blogosfery już nominowani, albo się wykręcili, albo mnie zignorowali :)))
Ale ponieważ jestem grzeczną dziewczynką (choć może nieco niezorganizowaną), to wreszcie zebrałam się w sobie, zachęcona dodatkowo przez Anię, która podwoiła stawkę :)

Po raz kolejny odpowiadam więc na pytania w ramach Liebster Award. Zastanawiam się nawet, czy to nie jakiś spisek. Bo ja tu się konspiruję, jak tylko się da, chowam za pseudonimami, czapkami i innymi tajemniczymi akcesoriami, a Wy tu podstępem, mydląc mi oczy nagrodami i łechcąc moje ego, wymuszacie ode mnie co raz to więcej informacji. Jakby to wszystko zebrać w kupę, to czuję, że bez problemu rozpoznalibyście mnie na ulicy :))

Zaczynam więc od pytań Justyny z bloga Poriomaniacy na Wyspach.

1. Jakie miejsce, ktore odwiedzilas / odwiedziles zrobilo na Tobie najwieksze wrazenie?

Czytaj dalej ...

 

http://fidrygauka.blox.pl/resource/Varanasi.jpg

niedziela, 17 marca 2013

Nie będę was trzymać w niepewności.
Suspensu dziś nie będzie.
Nie ma sensu bawić się w dramaturgie czy dygresje, żeby znaleźć odpowiedź na tytułowe pytanie.
Brzmi ona bowiem najzwyczajniej na świecie: NIE WIEM.

Nie mam pojęcia jak to się dzieje, że stopniowo, powoli, niepostrzeżenie człowiek chowa gdzieś na dno szuflady pewne marzenia, przestaje dostrzegać wiatraki, obcina różowe włosy, a na nogi zakłada kapcie z puszkiem.

Dlaczego przestaje farbować sobie buty żółtą akwarelą, zdejmuje okulary bez szkiełek nie widząc już w nich nic zabawnego, zamienia Rosynanta na starego Trabanta, który i tak wydaje się awansem społecznym w porównaniu ze steraną szkapą.

Co sprawia, że zamiast ...

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 11 marca 2013

Zerwałam się bladym, sobotnim świtem.
A blademu świtowi w marcu bliżej do piątej niż do ósmej.
No dobra, powiedzmy, że do szóstej.
Budzika nie przestawiałam z kwadranspopiątowego trybu tygodniowego na weekendowy.
Miałam lekką pokusę, żeby chromolić te parędziesiąt funtów, które wyłuskałam z własnej kieszeni na warsztaty przygotowujące mnie do nowej pracy (głupio mi było prosić na odchodne szefową, by pokryła me dokształacanie na rzecz innego pracodawcy).
Jednak perspektywa otrzymania pachnących drukarnią materiałów, które później z miną Wielkiej Pani Ekspert będę mogła wykorzystać szkoląc z kolei mniej wtajemniczonych, była zbyt silna.
 
A poza tym ... networking, głupcze!
Nawet w budżetówce dobrze jest się pokazać na zjeździe Przynudzających Szych, przypomnieć twarz Panu Naczelnemu, ukłonić się panu profesorowi (temu od sznurka) chociażby po to, żeby w czasie rozmowy o pracę nonszalancko wspomnieć o tym, jak to się z nimi jeździło na konferencje.
I oczywiście dla satysfakcji spojrzenia mu w oczy z miną niewiniątka, myśląc jednocześnie: "A ty misiu-pysiu nawet nie jesteś świadomy, jak cię obsmarowałam na swoim blogu!"  :))

Networking w angielskiej budżetówce jest co prawda oksymoronem lub ... 

Czytaj dalej ...

 

 

czwartek, 21 lutego 2013

Wsiadaj zimo na sanki i uciekaj już, zabierz śnieżne bałwanki, zabierz śnieg i mróz...

Tak to jakoś leciało.
"Miś i Margolcia"
Jedna z pierwszych piosenek przyniesionych przez pierworodnego, jeszcze z polskiego przedszkola.
Tu, w Anglii taka piosenka nie miałaby racji bytu. Bo te dwa dni zimy na rok są tak czczone i hołubione, że całe życie zamiera.
Ponarzekać trzeba - należy to do dobrego tonu - ale bądźmy szczerzy, każdy kto może 'popracować' z domu, cieszy się jak głupi.

To będzie jeden z milionów zaległych wpisów, których nie napisałam na czas z powodów wszelakich. Wpis z serii: musztarda po obiedzie, albowiem w Anglii Pani Wiosna już przyszła pieszo, z żonkilami, baziami i fiołkami, choć słońce ma jednak pewne opory, by rozkręcić się na dobre.
Jednakże szkoda mi tych (marnych bo marnych) zdjęć dokumentujących klęskę żywiołową zwaną opadami śniegu.
Ale zacznijmy od początku.

Przeprowadziłam się na Wyspy Szczęśliwe w sierpniu. Angielskie lato od razu niezmiernie przypadło mi do gustu. W rzeczy samej była to jedyna rzecz, która wtedy przypadła mi do gustu. Nie za gorąco, nie za zimno, lekki zefirek rozwiewający włos, trochę deszczu na orzeźwienie. Wszystko to, co tygrysy lubią najbardziej.
Dalszy bieg wypadków był tak dramatyczny ...

Czytaj dalej ...

 

wtorek, 19 lutego 2013

Zakochiwałam się miliony razy.
Szaleńczo, beznadziejnie, bez wzajemności.
Na każdym obozie, w nowej szkole, na spływie kajakowym.
Obiekt najczęściej wpadał mi w oko zupełnie niespodziewanie, bez żadnego klucza. Blondyn, brunet, wysoki, z krzywymi nogami. Nie miało to większego znaczenia.

Później, gdy te miłości zaczynały być już bardziej 'dojrzałe', gdy marzyłam o czymś więcej niż o przetańczeniu w jego objęciach paru 'wolnych' na kolonijnej dyskotece, kryteria wyboru obiektu westchnień się zaostrzały. Musiał być inteligentnie dowcipny, wrażliwy, a najlepiej, jakby jeszcze kochał teatr.
I tacy, owszem, trafiali się, ale niestety nic sobie nie robili z moich maślanych oczu, z egzaltowanych westchnień, z efemerycznych emocji.

Płakałam więc w poduszkę, ocierałam ukradkiem łzy przy gasnących ogniskach, patrząc na wakacyjnie zakochane pary, szlochałam przyjaciółkom w mankiet na wieść, że ten mój wymarzony, ten mój wytęskniony zaczął się spotykać z Kicią, Niunią czy inną Misią.

W wieku dziewiętnastu lat przepowiadałam sobie los starej panny, a moje poczucie własnej wartości malało wraz z każdym rycerzem na białym koniu, odjeżdżającym w siną dal.
W wieku dziewiętnastu lat trochę trudno jest wyperswadować sobie, że poczucia wartości nie powinno budować się w oparciu o fakt posiadania lub nieposiadania chłopaka.

W wieku dwudziestu lat oprzytomniałam trochę, zaangażowałam się w życie studenckie, miałam sto pomysłów na godzinę, chodziłam do przybytków sztuki, czytałam, politykowałam, żyłam pełnią życia.
Wyjechałam do Szwecji, pozwiedzałam trochę świata i marzyłam.
Już nie zakochiwłam się tak namiętnie. Już nie szukałam desperacko miłości.
Byłam pogodzona ze sobą, nauczyłam się lubić siebie i wierzyłam, że ... pozbieram się po jednym dość dobrze zapowiadającym się związku.

On pojawił się w moim życiu niepostrzeżenie ...

Czytaj dalej ...

 



poniedziałek, 11 lutego 2013

Kochani Czytelnicy,

Spotkało mnie dziś coś bardzo, bardzo, bardzo przykrego.
Coś niewiarygodnego.
Coś, co muszę sobie przemyśleć i dać sobie czas, by ochłonąć z totalnego szoku.

Nie jest to nic związanego ani z...

Czytaj dalej ...

 

sobota, 02 lutego 2013

Ignorując chwilowo tytuł, zacznę od podsumowania konkursu na Blog Roku 2012.

Przede wszystkim chciałam publicznie zweryfikować swoje naiwne przekonanie, jakoby ten konkurs wpływał znacząco na rozleklamowanie bloga.
O ile nie wątpię, że w przypadku blogów wybitnych i/lub nowatorskich, które wychodzą na prowadzenie, może być to okazja na zdobycie nowych czytelników, to całe zastępy blogów przeciętnych, miernych lub ... dopiero wzbijających się na wyżyny popularności :))) giną raczej w gąszczu tysięcy zgłoszeń, zyskując jednynie poparcie tych, którzy i tak już poznali i docenili geniusz wschodzących gwiazd.

http://fidrygauka.blox.pl/resource/blog_na_wage_zlota.jpg

Hipotezę tę śmiałą wysnułam i rozciągnęłam na całą blogerską brać (zapewne nazbyt pochopnie), po analizie moich statystyk, które śledziłam z wyjątkowym zainteresowaniem przez ostatnie dwa tygodnie.
Otóż wejść ze strony Blog Roku 2012 na mojego bloga było ... siedem.
Szczęśliwa liczba, można by rzec :)))

Po drugie zmieniłam swoje zdanie na temat ...

Czytaj dalej ...

sobota, 26 stycznia 2013

Pisałam już kiedyś o programie The Apprentice (pobieżny opis na samym dole tego wpisu).
W jednym z finałowych odcinków dwie kandydatki do wygranej musiały zaprojektować i wypromować nowy, oryginalny rodzaj pralinek.

Jedna z nich - piękna, złotowłosa i złotousta Kate, estetka i pedantka - większość czasu przeznaczonego na finalizację projektu spędziła w fabryce czekolady. Rozmawiała z projektantami smaków, testowała, smakowała, mieszała, kombinowała jakby wymyślić coś finezyjnego i oryginalnego. Przedtem zrobia też rekonesans rynku, rozmawiała z grupą docelową. W efekcie końcowym powstał produkt, który oceniający go później przedstawiciele największych sieci handlowych określilli jako zaskakujący paletą smaków, wykwintny, rozpływający się w ustach, wyrafinowany i będący w stanie zaskoczyć koneserów.

Opinie o czekoladkach, pudełku, reklamie i samej Kate były bardzo przychylne, określąc autorkę projektu jako osobe zintegrowaną, pełną taktu, elokwentną i elegancką.
Podobała się francuska nazwa - wszak francuski językiem miłości jest, a miłość od dawna kojarzy się z nutą czekolady. Podobał się pomysł podziału czekoladek na 3 warstwy smakowe: dla niej, dla niego i do częstowania innych.


Produkt zachwycał, choć miał jedną wadę ...

Czytaj dalej ...



http://fidrygauka.blox.pl/resource/fidrygauka_szepty_w_metrze.jpg

 

 

środa, 23 stycznia 2013

Czasami nadchodzi czas na zmiany.
Nie wiem, czy u mnie nadszedł, ale na pewno mam szansę na podjęcie nieśmiałej próby.
Nie chce mi się straszliwie.
Stara jestem, zmian nie lubię :)
Ale bywa, że zmiany, szczególnie te z obietnicą poprawy na lepsze, są dobre.
Tylko, że ...

Czytaj dalej ...

 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Lubię jeść.
Pisałam już o tym nie raz.
Lubię jeść.
To widać, słychać i czuć.
Dietetyk by pewnie pokręcił nosem, blogerka kulinarna prychnęła z pogardą, a pierwszy lepszy
Czytaj dalej ... 

http://fidrygauka.blox.pl/resource/sushi_z_robali.jpg

To urocze sushi z robali znajlazłam TUTAJ

środa, 09 stycznia 2013

Dziś 150 rocznica londyńskiego metra.
Piękna okazja, żeby coś napisać na ten, bądź co bądź, bliski memu sercu temat.
Zbierałam się z tym wpisem już przed olimpiadą, gdy obejrzałam arcy-ciekawy (choć nieco propagandowy w wymowie :))) dokument to tajemnym życiu metra.

Niestety ...

Czytaj dalej ...

 

 

poniedziałek, 07 stycznia 2013

http://fidrygauka.blox.pl/resource/lozka.jpg

 

Większość z nas prędzej czy później staje w życiu przed dylematem: kupować czy wynajmować.
Znam takie 'pollyanny', które potrafią wyperswadować sobie, że wynajmowanie domu jest dużo korzystniejsze niż kupno.
Jednym z argumentów jest niechęć do legalnego lichwiarstwa i finansowania panów w białych rękawiczkach kołnierzykach, przekonujących nas, że kredyty są przecież dla ludzi.

http://fidrygauka.blox.pl/resource/kupowac_czy_wynajmowac.jpg

Czytaj dalej ...

piątek, 04 stycznia 2013

Kochani, dziękuję jeszcze raz za udział w zabawie - nawet tych osób z 'niepoprawnym adresem' :))
Super się czytało Wasze komentarze.
A teraz już krótki filmik z wynikami.

http://fidrygauka.blox.pl/resource/kubek_nagroda.jpg

Kubek jedzie zatem do ...

Czytaj dalej ...

 

czwartek, 03 stycznia 2013

Wymarzyłam sobie, że na Nowy Rok opublikuję na blogu bajkę.
Bajka miała być napisana w ramach konkursu Blogerzy Bajki Piszą.
Wiedziałam, że porywam się z motyką na słońce, ale udzielił mi się entuzjazm Danusi i stwierdziłam, że choć raz w życiu mogę spóbować pomierzyć siły na zamiary, że kurka wodna, jak inni potrafią, to i ja też.
A co!

Zresztą od momentu zgłoszenia przystąpiłam do zadania bardzo ambitnie.
Tytuł i wstępny zarys (o błogosławiona inspiracjo!) zaczęły się snuć po mej głowie już od samego początku.

Zapisałam więc przykładnie koncepcję w pliku .doc i odłożyłam sprawę na później.
Przygotowania świąteczne były skromne - chciałam więc uporać się z bajeczką już przed świętami, ale zmagania z szefową ostudziły nieco mój zapał.
Po wigilii już zasiadałam do laptopa, już otwierałam plik .doc, już wymyśliłam imiona bohaterów, już parokrotnie pozmieniałam zarys fabuły.

Dotarło do mnie jednak, że tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia, od czego zacząć.
Pierwsza-lepsza definicja bajki (nie mylić z baśnią lub legendą :)) znaleziona w googlach namąciła mi jeszcze bardziej.

Tuż przed Sylwestrem postanowiłam więc ...

Czytaj dalej ...


 


piątek, 28 grudnia 2012

Otrzymywanie prezentów jest bardzo miłe.
Przezentów od osób, które nas kochają.
Prezentów nieoczekiwanych.
Prezentów od losu.

Fajniejsze od dostawania prezentów może być jednak ... dawanie prezentów.
Szczególnie, jak uda się trafić w gust lub marzenia obdarowywanego.
Dlatego między innymi nie lubię dawać w prezencie pieniedzy. Wydaje mi się bowiem, że zrobienie pewnego wysiłku, wyszukanie lub wykonanie czegoś specjalnie pod kątem konkretnej osoby i na dodatek wstrzelenie się z prezentem jest dużo fajniejsze.
Oczywiście jest to sztuka i nie raz można się pomylić i nie wcelować.
Mi się to zdarzało wielokrotnie, co chyba, ekhm ... za dobrze o mnie nie świadczy.
Miało być dla kogoś, a podobało się tylko mi :)))

Zdarzały mi się też wpadki w drugą stronę, czyli niedocenienie czyjegoś wysiłku - jak pewnej Wigilii, dawno, dawno temu, kiedy to ...

 

 Czytaj dalej ...


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
O autorze
Zakładki:
Favorki
Językowe
Podczytywane
Podglądane
Recenzowane
Smaczne
Szablonowe
Śmieszne
Z Zagramanicy
Zarchiwizowane chyba ...


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire