mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży
Blog > Komentarze do wpisu

Emigranckie Salto Morale

Mogłabym powiedzieć, że mało co mnie w życiu denerwuje.
Ale byłoby to jawne kłamstwo.
Denerwuje mnie cała masa rzeczy. Co prawda z wiekiem nauczyłam się tę złość oswajać, wyciszać, ignorować.
Dlatego sprowokować mnie co raz trudniej. 

Mój ostatni spektakularny sukces, to 3 tygodnie pod jednym dachem z teściową bez ŻADNEJ KŁÓTNI!
Owszem, iskrzyło momentami, 'mamusia' próbowała szpilę wbić i tu i tam, przemeblowywała mi dom, fukała i dziwowała się niezmienie 'a cóż to, a jakżesz to tak, a po cóż to, toszto, coszto, sroszto ...'.
A ja tylko 'Tak, mamo. Dobrze, mamo. Oczywiście, mamo'.
I stały doniczki na innych parapetach, bez ostentacyjnego przestawiania je na pozycje pierwotne, aż do momentu, gdy drzwi się za 'mamusią' zamknęły.
I wyjechała 'mamusia' z walizką wypchaną prezentami, które nigdy nie będą użyte, jak żaden z ofiarowanych jej przez nas prezentów.
I postanowiłam, że zapomnę - najszybciej jak się da - jej sarkastyczne uwagi, jej brak jakiegokolwiek zainterersowania naszymi dziećmi, jej bezpardonowe 'zjeżdżanie' mojego męża. Zapomnę, bo życie jest za krótkie.

Ale jednak dzisiaj udało Wam mnie sprowokować. Nie wiem, komu bardziej: bliżej mi nie znanej pani Kindze, która zasunęła taki tekst, że szkoda właściwie komentować (choć rzekomo o pewnym specyficznym typie ludzi), czy Kamili, która do tej pory jawiła mi się jako dziewczynka rozsądna, a tymczasem walnęła jak przysłowiowy łysy o kant kuli (wrzucając wszystich do jedego wora). I nie chodzi o to, żeby się zawsze we wszystkim zgadzać, ale jak już się wytacza takie solidne działa (typu bóg, honor i ojczyzna - w roli boga w tym przypadku występuję mamona :)) to warto by mieć jakieś sensowne argumenty, a nie zrobić teksańską masakrę piłą mechaniczną w imię bycia opioniotwórczym.
Każdy oczywiście może mieć własne zdanie.
Mam i ja. Dlatego też - zgodnie ze znaną zasadą - mam bloga i nie zawaham się go użyć (i nie będzie to - jak się domyślacie - obiecany wpis).

Czytaj dalej ...

 

niedziela, 05 maja 2013, fidrygauka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/05/05 07:05:25
Amen!
Sorry, podlinkowanych artykulow p. Kingi do ktorych sie odwolujesz nie przeczytam, bo szkoda czasu na gluoty, lub jak kiedys wspolnie ze znajomymi mawialismy "wypociny chorego umyslu"
-
2013/05/05 07:28:37
Fidrygauko, jak zwykle napisałaś z zębem, sercem i sensem! Przeczytałam teksty obu Pań wraz z komentarzami, i powiem, że moim zdaniem na komentarz nie zasługują. Zwłaszcza P.Kinga powaliła mnie prostota z jaką pisze o tym, o czym nie ma pojęcia, a jej wywody faktycznie przypominają "pijarowską" filozofię niektórych polityków z wiodącej partii. Życzyłabym jej żeby życie spłatało jej figla i aby wylądowała na emigracji...Oczywiście znam i taki typ emigranta, typ niewyuczalny, zamknięty w swoim sposobie myślenia, nie widzący nic poza końcem własnego nosa, który w nowej dla siebie sytuacji żyje w głębokim poczuciu krzywdy i czarno widzi otaczającą go rzeczywistość. Spotkałam kilka osób tego rodzaju i zdecydowałam że należy się od nich trzymać jak najdalej. Kiedy zaczęłam pisać mojego bloga poznałam przy tej okazji (wirtualne) wiele ludzi, którzy przyjęli emigrację jako okazję do poznania świata, mają szacunek dla kraju w którym żyją, co oczywiście nie wyklucza tego że widzą jego słabe strony. Emigracja dla nich to nie tylko ucieczka do miejsca gdzie można zarobić większe pieniądze żeby szpanować nimi w Polsce. Ja osobiście po dziesięciu latach emigracji czuję się przede wszystkim o wiele bogatsza wewnętrznie (nic nie odłożyłam na czarną godzinę, niestety) dzięki nowym doświadczeniom jakie były moim udziałem. Samo wejście w nowe i multikulturowe środowisko pracy wymagało ode mnie ogromnej elastyczności i uruchomienia wszystkich zdolności przystosowawczych. Poznanie włoskiej kultury w szerokim znaczeniu tego słowa pozwoliło mi lepiej poznać siebie i poszerzyło moje horyzonty. Ten okres przyniósł mi (podobnie jak Tobie) wiele bólu ale i wiele radości, powiedziałabym jednak, że jedynie rozwinął te cechy, które miałam uprzednio... Po powrocie do Polski boleśnie zderzyłam się z tutejszą rzeczywistością, ale najbardziej mnie boli to, że moje dzieci które zdobyły wykształcenie dzięki mojemu pobytowi za granicą, nie mają możliwości zapewnienia sobie godziwego życia, że o emeryturze nie wspomnę...I to mnie frustruje!
-
2013/05/05 07:31:19
aesz Cię wzięło ;))) Najpierw uwagi natury ogólnej: nie denerwuj się na panie blogerki - dla wejść na stronę potrafią żebrać o lajki, albo szastać kontrowersją, na zasadzie nie znam się to się wypowiem.
Moje zdanie poniżej, ale nie są to uwagi do kogoś konkretnie, tylko raczej przemyślenia na temat zjawisk, na podstawie Twojego tekstu, tekstów poprzednich i moich godzinnych rozmów z przyjaciólmi na emigracji:
1. MIÓD: cały świat jeździ za pracą. We własnym kraju i poza granice. Nie ma w tym nic dziwnego, tym bardziej, że mamy jednolity rynek europejski i wolny przepływ pracy. Polacy się migracji boją. Nawet do innego miasta po pracę nie chce im się wyjechać. Dlatego podziwiam Cię za odwagę i za normalność. Jadę tam, gdzie jest praca - proste. DZIEGĆ: brak pracy w Warszawie? może dałoby się w Kielcach? i życie tańsze i specjalistów mniej. I trudy emigracji oszczędzone, jeśli ktoś się jej boi.
2. MIÓD: miarą inteligencji jest elastyczność i umiejętność wykorzystania tego, co wiem. Emigranci zasymilowani są mistrzami w praktycznym zastosowaniu myślenia i wnioskowania. Nie ma łatwizny - trzeba stale myśleć, być gotowym na zmienne warunki i umieć czasem zrezygnować ze sztywnego przywiązania do swoich "wyuczonych" zawodów. DZIEGĆ: skoro za granicą pan inżynier może budować własnymi rękoma sufity podwieszane, dlaczego nie zrobił tego w Polsce? mój facet od remontów kupił sobie właśnie nowego volviacza - tyle ma roboty. Inna sprawa - wybieranie durnych kierunków studiów i później płacz, że nie ma pracy w zawodzie. Nikt nie potrzebuje filozofa z zawodu (wiem, jestem nim), albo niby menedżera po zarządzaniu (menedżer to nie zawód to charakter, wiem, jestem nim).
3. MIÓD - życie w krajach, gdzie gospodarka rynkowa miała czas się pięknie rozwinąć jest łatwiejsze. Moja przyjaciółka belgijska, jako osoba do pilnowania dzieci w niemieckiej rodzinie (też emigranci) zarabia nominalnie tyle co ja - właścicielka firmy. I faktycznie - w urzędach prościej, w bankach prościej, stać ją i na dobrą szkołę dla dziecka i te fatałaszki. Po prostu żyje normalnie, utrzymuje się spokojnie sama z córką. I tak powinno być - nie ma co się na normalność życia obrażać i zatruwać go bogoojczyźnianymi łkaniami (swoją drogą - uczy dzieci niemieckie mówić po polsku i opowiada im polską historię - to dopiero wkład!!!) DZIEGĆ: frustracją Polską mnie wkurza i niestety w większości przypadków jest dowodem na nieudactwo. Jestem niska i przyciężkawa, ale kocham tańczyć - mam się obrazić na Polskę, że nie daje mi szans bycia sławną tancerką? Tak jak pani od listu, który zaczął tę dyskusję - nie chca jej wydać ksiazki, więc się obraża i wyjeżdża. Wcale się nie dziwię, że nie chcą wydać, bo język listu dość prymitywny. To nie państwo jest od tego, żeby układać nam życie. Państwo ma zagwarantować bezpieczeństwo, prawo i infrastrukturę. Od układania sobie zycia jesteśmy my. Dlatego zrezygnowałam z marzeń o występach w telewizji w charakterze gwiazdy tańca, a wziełam się za to, w czym jestem dobra. I też dawałam korepetycje, przepisywałam prace magisterskie nocami (wtedy taka usługa miała sens), pracowałam na najnizszym stanowisku w banku, dużo poniżej moich kompetencji.
Też przezyłam komornika, przeżyłam złotówkę w porfelu w połowie miesiąca. Może po prostu mam więcej cierpliwości, a może - zamiast czekać, aż ktoś mi zrobi dobrze - sama robie dobrze sobie.
Konkluzja: kto nie emigrował, niech się nie mądrzy, kto zostaje w kraju niech nie jęczy, tylko się bierze do roboty. Obie strony - miło by było, żeby nie szastały pogardą dla siebie nawzajem i kraju, z którego się wywodzą, bądź w którym żyją. Bo to okropnie denerwujące.
-
Gość: inwentaryzacja krotochwil, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/05/05 07:38:52
Najgniewniejsze wpisy powstają o 3 nad ranem co? ;)

A EMIGRACJA TO ZŁO.
Dla państwa, które inwestuje w, leczy i kształci obywatela a potem pozwala by się rozmnażał i pracował i oddawał z nawiązką profity innemu państwu, innej kulturze.
No ale skoro państwo nie chce stworzyć godnych warunków do życia i stawia na niemoty, co to będą cicho siedzieć i zaciskając zęby płacić te podatki z dupy wzięte i nigdy nie wyjadą... cóż.
Szkoda, że musieliście.
I nie dziwię się, że niektórzy to chcą jeszcze dalej - na Marsa np jak pewien chłopak z Kielc (przyznaję, że bardziej ideologicznie niż zarobkowo, no ale jednak ;)

A co na to twoja bezskładkowa mamusia (szlag by mnie trafił na jej miejscu, zwłaszcza jak się dowiedziałam, że znajomemu ojca do składki wliczono i przyzakładową szkołę zawodową czyli od 14 roku życia - ponimajesz takie coś?)
-
Gość: inwentaryzacja krotochwil, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/05/05 07:47:43
O w mordę, same filozofy się wypowiadają ;)

A ty Fidi, jakie masz te fakultety tak w kraju niechciane?
No chyba się możesz przyznać ;)
-
2013/05/05 07:50:46
pewnie dlatego tak się mądrzą ;))))
-
Gość: bebe, *.hsi.kabelbw.de
2013/05/05 08:23:49
Wow! Aż mnie zatkało. Podlinkowane teksty i celność twojej riposty. Mi się wypowiadać nie wolno, bo wyjechałam w celach edukacyjnych i zostałam beztrosko, a na dodatek zakochałam się w Wyspiarzu zupełnie niebogatym, co dyskwalifikuje mnie z powrotu do kraju. Mimo wszystko, dziwią mnie te przepychanki i porównania....za granicą jest zwykłe życie, tak jak w Polsce. Kolory mają różne, swoje wady i zalety, ale to zwykłe życie, a nie kokosy z parasolką.

p.s. Zęby leczyć na NFZ??? Przecież umówić się trzeba z półrocznym wyprzedzeniem i meldunek mieć w PL. Nie pojmuję.
-
Gość: czytelniczka, *.giga-komputer.pl
2013/05/05 08:29:45
Jestem stałą czytelniczką Pani bloga, stale zafascynowaną formą i treścią wpisów, jednak dziś natknęłam się we wpisie na błędy - "zawahać się" i "przekłuwanie uszu" to formy poprawne. Z braku innego, niepublicznego, kanału kontaktu, piszę tutaj(może jest taka forma, ale ja nie znalazłam). Pozdrawiam.
-
Gość: bebe, *.hsi.kabelbw.de
2013/05/05 08:41:07
A tak dla równowagi: brat zadomowionego Irlandczyka też wyemigrował ze swej ojczyzny za pracą....do Polski! :D
-
guzikowianka
2013/05/05 08:45:28
Ha! I ja też popełnię grzech ciężki przeciwko Ojczyźnie, bo jej obecna sytuacja zaczyna mnie piiii.....!!!! Świetny tekst!
-
almetyna
2013/05/05 09:11:44
Cholera! Napisałam wielką epistołę i mi ją wcięło. Już nie odtworzę, ale chciałam wyrazić zrozumienie i poparcie.
Pisałam o żalu i różnych jego przejawach, o silnych emocjach i o innych sprawach. No trudno.
Na razie.
-
2013/05/05 09:47:16
Fidrygauko, amen i oklaski :) Ja nienawidzę wszelkiego generalizowania, uogólniania... A na hydraulików psioczy tylko ten, co nigdy nie miał zalanego mieszkania :D Poza tym mam taką koncepcję, że jak ktoś w jednym miejscu marudzi, poddaje się i nie umie poradzić sobie z rzeczywistością, to wyjazd niczego nie zmieni. Zawsze bowiem są przeszkody, które trzeba pokonać.
-
fidrygauka
2013/05/05 10:00:51
Kochani, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Miód i dziegieć mile wydziane, byle by były sensownie uzasadnione (proszę brać przykład z Berberyski :)).
Na wszystkie odpowiem przykładnie trochę później, a teraz tylko do mojej Wiernej Czytelniczki w sprawie błędów ortograficznych: poprawiłam, bo z błędami się nie godzi, oczy bolą.
Poprawianie i wytykanie w komentarzach jak najbardziej wskazane.

Niestety, są takie 'cholerstwa', które ZAWSZE napiszę źle. Obok wspomnianych jest jesżcze macierzyństwo (rosyjska 'matjer' mnie ratuje, ale optycznie aż się prosi przez 'ż' - tak na ostro :))), mrużenie oczu (to 'ó' wygląda prawie jak zmrużone, więc skąd to 'u'? :))) i parę innych.
Większość na ogół uda mi się wyłapać przy piątym czy dziesiątym czytaniu, ale jak już o tej trzeciej nad ranem wcisnęłam 'Publikuj', jak już uszły ze mnie wszystkie emocje, to usnęłam nad trzecią autokorektą :))
Także bardzo dziękuję za czujność.

Odezwę się popołudniową porą :)
Miłego dnia!
-
rest5
2013/05/05 11:14:31
Pisałam Ci już (lub mówiłam), że jesteś bardzo mądrą kobietą? :)))
-
Gość: AleksandraR, *.static.arv.siw.siwnet.net
2013/05/05 13:11:08
Fidrygauko, piękna - zbyt piękna - odpowiedź na płytkie "felietony" (perły przed wieprze)

z moralnego punktu widzenia emigracja nie ma żadnego znaczenia, kropka
sam Karol Wojtyła emigrował, czyż nie? :)

ja też najbardziej żałuję, że synek nie ma babci na codzień, błogosławię rajanera za każdym razem jak lecimy do niej za 300 złotych, albo ona przylatuje do nas za 150 (ach, jaki wstyd, latam tym czymś, przecież powinnam tylko LOTem!)
-
Gość: AleksandraR, *.static.arv.siw.siwnet.net
2013/05/05 13:13:31
dodam jeszcze, że jak mieszkałam w Polsce, za "młodu", marzyłam o podróżach i życiu w innych krajach... uwaga na marzenia, czasem się spełniają! ;)

(jestem już pogodzona z emigracją, odkąd odkryłam właśnie to, że nie ma ona żadnego moralnego znaczenia... całe życie jest nam dane na to, żebyśmy wykorzystali wszystkie nasze talenty i szanse... twoje - językowe na przykład - pięknie wykorzystujesz :) )
-
Gość: stardust1-2, *.c3-0.43d-ubr1.qens-43d.ny.cable.rcn.com
2013/05/05 14:09:29
Przeczytalam notke razem z przyleglosciami w postaci wypocin pani Kingi Kiepskiej i tej drugiej pani (jak ja tam zwa, bo zapomnialam) przeczytalam rowniez komentarze, do wszystkich wymienionych wyzej;)
I co ja mam powiedziec?
KOCHAM Ameryke!!!!
Kocham glownie za to, ze od Polski dzieli ja ocean a nie tylko Kanal LaManche.
Kocham za to ze moge tu zyc spokojnie i nawet nigdy nie tesknilam za wizytami babc, bo jak pomysle, ze mialyby mi doniczki przestawiac to moglaybm takiej babci przegryzc tetnice:)
I rowniez kocham Ameryke za to, ze dla Polakow sa wymagane wizy i Boziu bardzo Cie prosze niech tak zostanie, przynajmniej na okres mojego zycia, a tego juz wiele chyba nie zostalo;)
Nie mam nic przeciwko Polsce, wrecz przeciwnie mam duzy sentyment do tego kraju, bo tam sie urodzilam. Ale czy ja mialam jakis wybor? Czy ktos mnie pytal gdzie chcialabym sie urodzic?
NIE!!!!
Czyli sentyment to akurat tak wystarczajaco duzo moim (nie)skromnym zdaniem.
Natomiast Polska bylaby chyba duzo bardziej atrakcyjnym krajem nie tylko do zycia, ale i do wakacyjnych wizyt gdyby nie zamieszkujacy ja Polacy:)))
Nie tesknie, nie zyje w rozkroku, nie mam zadnych planow ani nawet zludzen "powrotowych". Chyba raczej gdyby mi kiedys jeszcze przyszlo do glowy gdzies emigrowac to szybciej bylby to Afganistan niz Polska.
A niech sobie ludzie zyja gdzie chca, co komu do jemu? :)))
Nie rozumiem i chwala bogom nie musze rozumiec tych wszystkich polskich frustracji.
-
ninga
2013/05/05 20:14:08
!. z głupimi się nie rozmawia
2. jak się nie rozmawia, to sie nie wie co myślą
3. jak się nie wie co myślą, żyje się przyjemniej
Popolemizowałabym z kilkoma twoimi tezami, ale ponieważ nie czytałam (i czytać nie zamierzam) tekstów, które ciebie tak zajeżyły, więc też przyjmuję, że to na fali tego zdenerwowania dokonałaś kilku karkołomnych uproszczeń.
A tak na marginesie: Statystycznie rzecz biorąc, to nie Kiepscy wyjeżdzają. Zawsze migrują jednostki silniejsze biologicznie. Takie jestt prawo biologii.

-
Gość: kolecja, *.play-internet.pl
2013/05/05 23:59:20
Świetny tekst. Czasami nie da się inaczej, życie potrafi dokopać, dlaczego nie zmienić tego na lepsze. Powodzenia!!!
-
Gość: paniM., *.centertel.pl
2013/05/06 08:14:50
Ojjj... ale kogoś tu wzięło.. i ktoś inny mu (jej) na odcisk mocno nadepnął.
Ja powiem o drugiej stronie medalu, czyli nie-emigracji. ZAWSZE marzyłam by mieszkać na Wyspach. Ale.. to już wiesz i bardzo podziwiam takie rodziny jak Twoja, które tam zamieszkały, robią swoje i potrafią doecenić nowe możliwości. Nie jestem i nie byłam patriotką... Uważam że w Polsce jest tyle chorych rzeczy (jak chociażby problem z pracą... ja również skończyłam 2 kierunki studiów dziennych.. ale doświadcznie żadne.. bo nikt mnie nie chce), tyle bezsensów że można by kilkutomowe felietony wypisywać.. Wszędzie patrza na ciebie jak na potencjalnego "wykorzystywacza". I wszędzie liczą się znajomości, układy i układziki....
Ostatnio oglądałam film "Układ zamknięty". Obraz ten oparty jest na [prawdziwej historii i w związku z tym jest tak bardzo przerażający.. Ale myślę że wciąż aktualny...
Dlatego nie ma co przejmować się jakimiś domorosłymi krytykami. Trzeba być dumnym. Jesteś Polką na emigracji. Wykształconą, świadomą i mądrą. Tego się trzymaj! I dziękuj Bogu/losowi, że Twoje dzieciaki mają szanse dorastać w kraju w którym pomaga się obywatelom, a nie w takim w którym jesteś zdana na siebie.. tylko na siebie....
-
fidrygauka
2013/05/06 11:49:10
@ Duo, ja nie twierdzę, że na emigracji są sami intelektualiści, którzy zrobili zawrotną karierę, ale bredzenie o tym, że np. Polacy wracają się leczyć w ramach NFZ, na koszt podatnika to trochę śmieszne. Owszem, pewnie jest jakaś grupa oszustów, którzy równo okradają też angielskiego podatnika (mój maż pracuje np. z kolesiem, który się dogadał z landlordem, że niby ten go wywala i dostał na gwałt - jako zagrożony bezdomnością - mieszkanie z gminy.
Ale wrzucanie wszystkich do jednego garnka i do tego gadki, że niby emigranci się śmieją w nos tym, którzy zostali ... to musiało wywołać reakcję :))

@ Sukienko, życie, a szczególnie jego część na emigracji nauczyła mnie, żeby zbyt pochopnie nie szastać opiniami, szczególnie jak się nie zna drugiej strony. Albo przynajmniej te opinie zbalansować. No ja rozumiem, że bloger ma być opiniotwórczy i wywołać poruszenie, bo przecież jak się pisze o czymś neutralnym lub 'normalnym', to się nie ma aż tylu czytelników, ale pewien poziom trzeba trzymać.
Ale może to moja konformistyczna dusza przeze mnie przemawia :)))

Co do powrotów do Polski, to znam parę osób, które niestety ponownie wróciły do UK, bo im się w Polsce nie udało zacząć na nowo (i znowu, nie ma tu prostego uzasanienia). A poza tym podczytuję sobie czasami stronę powrotnik i niestety ... do Polski nie wraca się łatwo, choć część ludzi tego pragnie i to realizuje.
Na pewno są bogatsi w doświadczenia.
Przykre jest to, co piszesz o swoich córkach :(

@ Berberysku, odpowiem tylko na 'goryczkę', bo z miodem - wiadomo - zgadzam się :)))
1. Praca poza Warszawą - no więc właśnie! Teraz może bym o tym pomyślała, ale wtedy - nigdy! Przecież to do Warszawy się przyjeżdża po pracę. Jeśli jej tu nie ma, to jej nie ma nigdzie. Takie niestety myślenie warszawianki mi towarzyszyło :) A poza tym tu miałam rodziców, więc jednak jakąś pomoc od czasu do czasu, znajomych, całe życie. Nie chciałam zaczynać wszystko od zera w Kielcach, gdzie nie znałam nikogo i niczego. Już wolałam pojechać do Anglii, gdzie przynajmniej miałam grupę dobrych znajomych. Zresztą to miało być 'na chwilę'. Ale jak się jedzie z rodziną, to niestety już tak łatwo sie nie odkłada. Albo inaczej - nie odkłada się wcale :)))

2. Durne kierunki studiów: niestety i ja i mój Walenty wybieraliśmy kierunki studiów za czasów komunizmu. Nie wiem, czy był jeszcze wtedy nakaz pracy, ale na pewno było przeświadczenie, że praca po prostu jest. Zatrudnienie było czymś oczywistym, więc studia wybierało się często gęsto hobbitycznie. I tak też się stało w naszym przypadku.
Kolejna rzecz: w Anglii to jest NORMALNE, że się zmienia pracę co parę lat, a nierzadko też zmienia się zawód. Ludzie się specjalizują w różnych dziedzinach, dokształcają. Patrzy się np. na tzw. tranferable skills. Nauczyciel może być idealnym sprzedawcą, bo ma umiejętność rozmawiania z ludźmi i przekonywania ich, pracownik socjalny świetnie da sobie radę w dziele HR, a księgowa poprowadzi fundację zdobywając wielu sponsorów.
Za czasów, gdy ja szukałam pracy, w agencjach słyszałam: No ale przecież pani jest ... i tu padał mój wyuczony zawód. I nie było od tego odwrotu.

Co do rozpoczyniania własnej działalności, to ... na to też trzeba było trochę kasy, a tej nam mocno brakowało.
Dlaczego nie zacząć podwieszać sufity w Polsce ... no właśnie, dobre pytanie. To też się wiąże z mentalnością w której oboje wzrastaliśmy: nie wychylać się, po co ci firma, siedż na państwowym, nie ryzykuj. Boże, słyszeliśmy to na każdym kroku. I to gdzieś ci wchodzi w mózg, napawa strachem, że może się nie uda, że trzeba się trzymać tego co się ma.
A emigracja miała być na chwilę. Tam już ktoś był, ktoś miał firmę, któś dał ci pracę.
A zresztą, właśnie tę firmę założyliśmy. Ale chyba mieliśmy za miękkie serca do biznesu i skończyliy z poobijanymi dupami :(
-
fidrygauka
2013/05/06 11:58:37
@ Berberys, cd.

3. Życie na emigracji wcale nie jest usłane różami i też się nie raz dusiłam ze złości, że absurdy, że głupi system, że dlaczego nie można. Owszem, zgadzam się, że w Polsce wiele osób myśli niemożliwościami, ale to niestety dziedzictwo wielu lat.
Poza tym jak się jest przez rok bez pracy (no dobrze, te korepetycje, ale to łatanie dziury), jak się wszędzie napotyka na utrudnienia prawne, to trudno jest się nie poddawać. Ja się niestety poddaję łatwo. Zresztą, zanim (po przepracowaniu w Anglii krótkiego okresu w pierwszej pracy znalezionej przez internet) zajęło mi to półtora roku, zanim dostałam taką pracę, jak chciałam - w zawodzie.
Myślę, że oprócz naleciałości kulturowych, pewnej mentalności, wartości wbijanych ci w domu rodzinnym (w moim: nie wychylaj się, po co ci to?) dochodzi do tego jeszcze charakter. A ja, wbrew pozorom, nie jestem przebojowa i szybko się zniechęcam. Chociaż ... może powinnam powiedzieć to w czasie przeszłym.

Muszę przerwać. Ciąg dalszy komentarzy nastąpi ... jak uratuję włosy córki ubrudzone żywicą. Całe! Nie sądzę, że to się zmyje. Chyba raczej trzeba będzie to ściąć :((((
Eh, tak to jest zostawić dziecko w ogórdku z tatusiem ...
-
ren-ya
2013/05/06 13:47:56
Fidrygauko droga! Ja to bym się bardziej jednak na teściową wkurzała, bo jej nie da się uniknąć;) Natomiast tego rodzaju wpisy można omijać szerokim łukiem. I w stu procentach podpisuję się pod komentarzem Ningi:)

Ja czuję się ogromną patriotką, ale nie widzę najmniejszego związku pomiędzy patriotyzmem a emigracją, a jeśli już, to często właśnie na emigracji tworzyły się polskie koła patriotyczne, co do których działalności, Polacy w kraju mieli zresztą zawsze zastrzeżenia, że nie mając rozeznania w sytuacji na miejscu, bardziej Polsce szkodzą, niż pomagają....

Ale ja nie o tym chciałam... W pewnym sensie zazdroszczę emigrantom. Frustracja i zniechęcenie to chyba za mało, by zdecydować o emigracji. Potrzeba przede wszystkim odwagi, otwartości na nowe i nieznane doświadczenia, woli działania oraz optymizmu, których ja odczuwam chroniczny brak. A jeśli już o wygodzie emigrantów mowa, to ze swojej perspektywy uważam, że mimo wszystko, wygodniej siedzieć na miejscu, nawet na niewygodnym stołku, niż szukać od zera swego miejsca w obcym świecie;)

Pamiętam, gdy mój brat postanowił wyjechać do Irlandii. Jego też zmusiła przede wszystkim sytuacja finansowa, dobiegał trzydziestki, a wciąż był zależny od rodziny. Mimo, że miał pracę. Ale ileż można zapierdzielać, gdy zarobione pieniądze starczają jedynie na jedzenie i to bez rewelacji. A człowiek nie tylko jedzeniem żyje, ma też inne potrzeby, jakieś pasje, rosnące dzieci również... I pojechał. W ciemno. Ze strachem, ale też z nadzieją, że będzie lepiej, że jakoś się ułoży. No i ma się lepiej i się ułożyło.
Ale w życiu nie przyszło mi do głowy, by jego wyjazd nazywać ucieczką, cwaniactwem, wygodą... Nie mam pojęcia skąd ludziom przychodzą do głowy takie oceny????

Dla mnie i tak jesteś bohaterką, że powzięłaś trudną decyzję, że się odnalazłaś w nowym miejscu, że żyjesz nie w jakiejś imigranckiej enklawie, a normalnie w społeczeństwie, że skończyłaś tam studia, że założyłaś własną firmę, że się udzielasz... Rany, robisz dla siebie i innych więcej w obcym kraju, niż ja we własnym!

I na dodatek mądra jesteś i utalentowana, aż się dziwię, że takie denne teksty Cię ruszają...
-
viki_on_line
2013/05/06 23:47:17
Po Twojej "reklamie" nawet nie będę zaglądać na te strony. Twoja odpowiedź jest rewelacyjna.
Chciałabym ją zobaczyć na głównej stronie "Wyborczej". Wiem jednak, że tak się nie stanie, ponieważ zawyżyłby poziom wśród zamieszczanych tam tekstów.

Pozdrawiam :)
-
fidrygauka
2013/05/07 08:40:03
@ Inwentaryzacjo, studia humanistyczne, no bo przecież nie informatyka jakaś czy inna medycyna :))
Co do państwa kształcącego obywateli ... czytałam kiedyś artykuł o tym jak kraje zachodnie robią największą szkodę krajom trzeciego świata właśnie poprzez 'zabieranie' im specjalistów. W Anglii co drugi lekarz, dentysta, informatyk pochodzi z kraju, któremu by się dużo bardziej przydała wiedza tego obywatela niż 'ochłapy' pomocy humanitarnej, dozowane przez skorumpowany rząd.
A co do 'oddania' Polsce mojego doświadczenia, to ... mam pewne plany i szukam pomysłów na współpracę z podobnymi 'ciałami'. Kto wie, może kiedyś uda mi się wykorzystać moją zdobytą tutaj wiedzę w Polsce?
Moja mama ... a cóż ona ma do gadania. Trybik w maszynie. Pani z ZUSu powiedziała, że już za późno na odwołania, to za późno. I tyle w temacie :(

@ Bebe, no właśnie! Właśnie dla braku kokosów, dla zróżnicowanej kolorystyki życia na emigracji i dla NFZ-u (wraz z jego procedurami i ubezpieczeniem, które musi być płacone - choć nie wątpię, że są tacy, co kombinują na dwa fronty; tylko po co?)
No i wiesz, dziwię Ci się. Zakochiwać się w niebogatym?! To takie niepraktyczne! :))
A Polska, mimo że raczej nie kusi emigrantów, to jednak zaczyna mieć ich co raz więcej.

@ Guzikowianko, dzięki :)
Wg mnie grzech myślą, to jeszcze nie grzech. Jakie ZUO ci może podsuwać myśli. A ty z nimi dzielnie walcz. Bo widzę, żeś w walce zaprawiona :))))

@ Almetyno, szkoda :( Mi też czasami wcina komentarz, dlatego staram się zapisywać w mirarę wpisywania, ale czasami wystarczy głupie naciśnięcie jakiegoś niesfornego klawisza. Jak ja tego nie cierpię!
Na pewno pod wpływem żalu, rozgoryczenia i silnych emocji podejmuje się takie, a nie inne decyzje. Ja swoich (odnośnie emigracji) nie żałuję. Już nie :)
-
fidrygauka
2013/05/07 08:57:14
@ Żono, słyszę to z wielu źródeł, że jakość tego typu usług się naprawdę w Polsce polepsza. Ale to wszystko będziesz mogła sama wkrótce zweryfikować :)))
Gereralizowanie to naturalna tendencja naszego umysłu, tak jak wiele innych, które ... trzeba czasami wziąć w cugle :)

@ Rest, czy mądra to nie wiem, ale trochę z utartym noskiem - a wtedy człowiek jest skłonny do mniej radykalnych sądów. Poza tym staram się uczyć na błędach, a to już chyba faktycznie jest coś! :)

@ Aleksandro, sama najlepiej wiesz, jak to z tą emigracją jest. Wady gonią zalety, zalety walczą z wadami :)
A tanie loty są błogosławieństwem, choć wcale nie takim częstym.
Co do marzeń, to Pani Sfrustrowana, która też zripostowała tekst o Kiepskich, napisała: "Swoją drogą po jaką cholerę głosowaliście za wstąpieniem do Unii, skoro nie uznajecie otwartych granic krajów! Co za szalona utopia, skoro każdego wyjeżdżającego rodaka oceniacie jako uciekiniera i zdrajcę, odbierając mu prawo do powrotu!"
Dobre pytanie!

A na marzenia faktycznie trzeba uważać :))

@ Stardust, ja Ci trochę zazdroszczę tego jasnego określenia się i tego braku jakichkolwiek wątpliwości, rozdwojeń, rozkraczeń i innych tego typu przypadłości.
Może ocean pomaga bardziej się odciąć od frustracji niż kanał La Manche (choć, jak już to kiedyś ustaliłyśmy, to w dużej mierze kwestia charakteru).

@ Ninga, oj napisałabyś wprost, a nie zostawiasz człowieka z szaradami :)
Fakt, trochę mnie poniosło, więc może i trochę poupraszczałam i zgeneralizowałam w podobnym stylu, co autorki zlinkowanych felietonów. Cóż, emocje nie są dobrym doradcą.
Ale za to mi lepiej :)

Uff, odpowiadanie na komentarze jest bardzo czasochłonne :))
Dlatego na resztę odpowiem później. Na razie ... pędzę na pociąg!

Miłego dnia :)
-
ka_czka
2013/05/07 09:56:23
Fidrygauko, kocham cie!
-
Gość: AleksandraR, *.cust.tele2.se
2013/05/07 15:10:59
czesc Fidrygauko, trafilam dzisiaj na ciekawy artykul o emigracji... niech bedzie antidotum na bzdury, ktore Cie tak podburzyly

www.akcjadobrapolskaszkola.com/art/2013/05/06/zycie-jak-na-platformie-wiertniczej/
-
Gość: kasia, *.ntlworld.ie
2013/05/07 20:48:21
ja już się nawet nie wypowiadam w tych tematach, nie komentuje. Różne fora, blogi itp pełne są jakiejś dziwnej zawiści wobec tych co wyjechali z Polski. oprocz nazwania wszystkich nieudacznikami i inne wyzwiska na koniec zawsze wcisną coś w klimatach "Bóg, honor, ojczyzna" i jak to oni TAK a my NIE. Nie chce mi się z takimi gadać, rzygać raczej mi się już chce. Kropka
-
fidrygauka
2013/05/08 01:37:46
@ Kolecja, też uważam, że lepiej coś zmieniać, niz siedzieć z założonymi rękami. To nie są łatwe wybory. Zadałam mojemu mężowi pytania zadane przez Berberys (czy można było zacząć gdzie indziej w Polsce, zacząć inny biznes itp.) i doszliśmy do wniosku, że w naszym przypadku emigracja była jednak dobrym rozwiązaniem (głównie z tego powodu, że ja miałam pracę w zawodzie i znałam dobrze angielski, co ułatwiało nieco start).
A jak życie dokopie, to czasami podejmuje się decyzje w desperacji. Ale czasami trzeba ryzykować :)

@ Pani M. - a ja uparcie się wzbraniam przed podziwem, choć choć jak patrzę z perspektywy czasu, to myślę, że jednak faktycznie porywaliśmy się na bardzo ambitne (a w każdym razie logistycznie trudne zadanie). Na Wyspach naprawdę nie jest teraz łatwo i młodzi ludzie też narzekają, szczególnie że studia są płatne i wiele ludzi kończy studia z potężnym długiem, ale z drugiej strony jest wiele opcji pośrednich, colleges, krótkie kursy, dużo bardziej rozwinięte doradztwo zawodowe i bardziej przejrzysty system szukania pracy.
Za 'moich' czasów pracy właściwe szukało się tylko przez Wyborczą i ja po prostu nie wiedziałam, co jeszcze mogę zrobić po pierdyliardowej rozmowie o pracę, na której pytano mnie, jakim zwierzęciem jestem, albo gdzie się widzę za 10 lat.
W Anglii nigdy nie pytano mnie o tym podobne bzdety. Interview dotyczyło ZAWSZE i TYLKO pracy, konkretnych kwalifikacji, doświadczeń, przepisów, procedur, które miałam używać w danym miejscu.
Filmu nie oglądałam, ale jak się będę chciała zdołować, to obejrzę :))
Co do moich dzieci, to już sam fakt, że kochają chodzić do szkoły i są tam symulowane i zachęcane (ja nienawidziłam szkoły) jest dla mnie wystarczającą nagrodą. Dodatkowo jak obserwuję kolejne etapy ich edukacji (np. doradztwo zawodowe w szkole średniej i np. pomoc w wyborze przedmiotów egzaminacyjnych na tutejszej 'maturze' w zależności od potencjalnych kierunków studiów) to mnie utwierdza w naszej decyzji.

@ Renya, fakt, teściowa jest 'na stałe'. Teksty mnie zdenerowały właśnie z powodu jakichś absurdalnych zarzutów (a nie nawet subiektywnej analizy emigracji czy emigrantów), że ktoś kimś niby pogardza, bo wyjechał za granicę i teraz sobie robi zdjęcia na Majorce, bo się dorobił. W ogóle co to za słowo 'dorobić się'? Ktoś pracuje, zarabia i robi z tymi pieniędzmi co chce.
A może mi się ulało, bo krytyka ze strony Anglików (uzasadniona, moim zdaniem w tym sensie, że emigrantów jest na Wyspach już tyle, że nikt tego nie ogarnia, a wyspa nie z gumy :)) połączona z krytyką ze strony Polaków, którzy kopią po kostkach, z powodów ... sama nie wiem jakich po prostu mnie wkurzyła.
Napisałam, com napisała, w poczuciu misji. Bo może komuś się oczy otworzą trochę szerzej :)
A z tym bohaterstwem to już nie przesadzaj. Niekótórzy zwali to ryzykanctwem, inny głupotą ...
Ja tu i tak wszystkiego nie opisuję, bo wielu by się za głowę złapało. Myślę jednak, że było warto.
Chociażby dzięki temu mam o czym pisać :))))

@ Viki, aż takich ambicji nie ma, żeby być na stronie głównej Wyborczej.
I to nie chodzi pewnie o poziom języka, ale ... o długość tekstów i tematykę. Zresztą żeby tam zawitać, to trzeba być blogiem Syndykatu (innych tam nie widziałam).
Poza tym ostatnio pomyślałam sobie, że dla osoby postronnej tytuł mojego bloga może brzmieć ... dość dziwnie; sugerować coś z pogranicza ezoteryki i fantastyki :))) więc nie mam szans, he, he. A zmieniać go nie zamierzam!

@ Kaczko, z wzajemnością :)))

@ Aleksandro, no więc właśnie! Ja nie mam nic przeciwko wyważonej analizie emigracji, konstruktywnej krytyce, dostrzeganiu zagrożeń itp. Nie twierdzę, że na emigracji jest idealnie i sam kwiat inteligencji polskiej pracuje poza granicami na stanowiskach menedżerskich. Ale uderzanie w jakieś para-patriotyczne tony i wieszczenie, że 'i tak wszyscy skończycie w zupie' czyli że 'jedźcie nieudaczniki, jedźcie, a w efekcie końcowych i tak się udławicie tymi pieniędzmi, skończycie płacząc nas waszymi porażkami czy jakś tak jest irytujące.
-
fidrygauka
2013/05/08 01:41:53
Kasiu, ja też przez wiele lat nie wchodziłam w takie dyskusje - miałam dość po tym, jak byłam jednym z adminów na forum dyskusyjnym.
Ale jakoś tak mi się nazbierało ... :)
-
Gość: Wiedźma, *.dynamic.dsl.as9105.com
2013/05/08 14:48:27
Brawo!
Emigracja to nie jest łatwe życie. Nigdy nie jest się u siebie, można być co najwyżej akceptowanym, ale nie "swoim". Nie tylko my nie zrozumiemy Anglików, ale również oni nas. Ciągła tęsknota za domem życia nie ułatwia.
Jestem muzykiem. Z dwoma fakultetami. Z rozpoczętym (nie skończonym - bynajmniej nie z lenistwa) doktoratem na UJ. Za dobrze wykształcona, by mieć pracę na kasie. O innej pracy nie mogło być mowy. Moje ostatnie miejsce zatrudnienia lekko przesadziło z mobbingiem i zostałam na bruku. W domu małe dziecko. Kawalerka. Zero perspektyw.
Wyjechałam. Trzy lata podłej pracy, której nie znosiłam, nie dlatego, że mnie hańbiła, ale dlatego, że pracowałam z ludźmi (w tym Polakami), którzy traktowali mnie jak ścierkę. Oj, nie lubiłam tego kraju... Ale nie zmieniało to faktu, że do Polski nie było po co wracać.
Nadal nie ma po co tam wracać. Mam swoje lata, nikt mnie w Polsce nie zatrudni. W dodatku nie lubi się tam emigrantów, nie? Tutaj się wyprostowało, nie pracuję już tam, gdzie na początku, robię doktorat w swojej wąskiej dziedzinie, dostaję za to pieniądze, mam nadzieję, że niszowość mojej dziedziny da mi żyć w przyszłości - tutaj.
Dlaczego wyjechałam? Dla mojej córki. Żeby miała lepsze życie. I choć nie jestem "bogaczem" , to trudno mi żałować swojej decyzji.
PS.Moja znajoma karmi swoje dziecko kabaretami. Dziecko zaśmiewa się do rozpuku z tekstu: "Gdzie jesteś, Polaku? W Londynie na zmywaku". Bez komentarza.
-
Gość: jedna z obrażonych, *.ip.netia.com.pl
2013/05/08 19:25:48
www.facebook.com/mojatrawa/posts/458039834273021?comment_id=3185848&offset=0&total_comments=8
-
fidrygauka
2013/05/08 20:16:28
@ Wiedźmo, a właśnie! Poruszyłaś jeszcze jeden temat: za wysokich kwalifikacji na stanowisko kasjerki - też miałam parę takich rozmów o pracę, jako sekretarka w małej firmie, w czasie której mi np. jeden pan powiedział: Paaaani, po studiach to nie. Po studiach to pani za mądra, jeszcze mi się pani zakręci i mi firmę przejmie. :)))

Właściwie potwierdzasz tylko to, co napisałam. Fajnie, że możesz się tu rozwijać, robić doktorat, fajnie że Twoje dzieci mają lepiej, fajnie, że masz perspektywy. Szkoda, że nie stało się to w Polsce. Szkoda. Ja też żałuję, że ktoś nie chciał wykorzystać mojego doświadczenia, chęci do ciężkiej pracy i (co raz bardziej słabnącego) zapału. Tu w Anglii - już kiedyś o tym pisałam - moje szefowa przedstawiała mnie reszcie zespołu jako osobę 'overeducated to this position' :))
Nie było łatwo, przez wiele lat nie było łatwo. Ale teraz 'spijam' miodek swojego wysiłku, swojej ciężkiej pracy i naszych wspólnych decyzji. Nie mam kokosów, nie mam swojego domu (a chciałabym :)), nie mam marzeń o nie-wiadomo-czym. Ale żyję spokojnie, nie denerwując się końcem miesiąca.

A w tej całej dyskusji międzyblogowej, międzyportalowej przykre jest to, że właśnie z niej co raz jaśniej wyłania się obraz, że emigranci nie mają co w Polsce szukać, bo tam to się dopiero zetkną z niechęcią co poniektórych moralizatorów.
Ile ja się naczytałałam o polskich dzieciach wracających do Polski, jak były tępione za złą ortografię, za to że nie radziły sobie z systemem. Tu w Anglii szkoły mają setki dzieci, które nie mówią słowa po angielsku, a jednak są im w stanie pomóc i zachęcić ich do nauki. Ech, nie chcę się nakręcać w drugą stronę, bo naprawdę widzę, że w Polsce się dużo zmienia na dobre, ale po tylu latach wracać? Dla mnie mało wykonalne.

@ Jedna z obrażonych, nie wiem na co jesteś obrażona, czy na Polskę, czy na teksty przeze mnie zlinkowane, czy może obraziło Cię to, co napisałam.
Tekst, do którego link podałaś ... właściwie nic tu nie wnosi. Jest po prostu kolejnym, niemalże identycznym tekstem wpisującym się w trend: żal mi was 'zmywaki', zatęsknicie za pierogami i jesteście pozbawionymi kręgosłupa moralnego uciekinierami. A matka Polska was potrzebuje. Nie przekonamy się nawzajem, bo widać woli zrozumienia. I właściwie wszystko, co miałam do napisania na ten temat, napisałam.

Ale zastanówmy się, co taki tekst ma wnieść?
Jeśli jest to wyrażenie opinii, to ok. Każdy ma do tego prawo. Jeśli do tego ma być to opinia kontrowersyjna, to tym bardziej zrozumiałe. W koncu nie po to jest się blogerem, żeby pisać o ciepłych kluchach, ale by być opioniotwórczym i ostrym jak brzytwa (w końcu nie po to 'miszczu' Kominek wyznaczał pewne trendy, żeby je teraz ignorować :))))

Natomiast jeśli ma być to polemika w celu przemówienia emigrantom do rozumu, zagraniu im na ambicjach czy zachęceniu ich do powrotu, to powiem Ci, że jak czytam takie teksty, to Bóg mi świadkiem, odechciewa mi się nawet wakacji w Polsce.
Zresztą już nie raz o tym pisałam, więc szkoda mi się powtarzać.

Powtórzę tylko jedno: takie teksty to tylko w ustach Polaków. Innych nacji emigracji ziomków nie boli, bo oni się nie muszą przeglądać w niej, jak w lustrze. Bo robią swoje, a nie zajmują się moralizowaniem na temat życia innych.

Pozdrawiam serdecznie,

Fidrygauka, vel 'Sandra' vel mały bezwolny mięczak bez kręgosłupa (tautologia, ale to cytat :)) bez jakiejkolwiek moralności.
Kończę, bo lecę z tej rozpaczy kupić sobie pierogi w polskim sklepie :)))

-
Gość: Wiedźma, *.dynamic.dsl.as9105.com
2013/05/08 22:03:23
Tak właśnie jest, Fidrygauko. Polskie portale internetowe sieją propagandę, pisząc, że w Anglii dzieci głodują, a PRZECIĘTNA polska rodzina zarabia krocie przy jednej osobie pracującej, w weekendy wypoczywając we własnym domku pod lasem. Nie bardzo rozumiem, skąd ta niechęć do emigrantów, ten pokraczny patriotyzm, ta wroga propaganda.
Zdecydowanie potwierdzam to, co napisałaś. Łatwo nie było, a walka wciąż trwa, daleko mi jeszcze do spijania śmietanki z moich wysiłków. Ale nie poddaję się, a ten kraj mi co najmniej nie utrudnia, żeby nie powiedzieć, że ułatwia. Co do dzieci - cóż, jedno urodziło się tutaj. W Polsce by go nie było, bo nie byłoby mnie stać. Niefajna perspektywa.
Podsumowując. Bardzo tęsknię za domem i żal mi, że moje dzieci nie mogą mieć dziadków na codzień. Ale powrotu już nie ma, z wielu powodów, między innymi wymienionych tutaj. Chcę żyć jak człowiek. I wybieram to, zamiast stomatologa i pierogów. Zresztą nie muszę sobie tego tu odmawiać, angielski dentysta też leczy zęby, a pierogi sama umiem zrobić z angielskiej mąki. Polskość to nie jedyna słuszna prawda na świecie.
-
2013/05/08 22:29:34
Świetny blog :) Wpadłam na niego przez przypadek, choć uważam, że przypadki to są ewentualnie w gramatyce, ale cóż ... szukałam jakiejś frazy o Jane Austen i masz ci babo placek, wpadłam w post o muzeum pisarki i oto jestem. A potem kliknęłam tu i ówdzie i widzę, że niezła burza ... w szklance wody. Nie czytałam owych linków, które wywołały tyle emocji i broń Boże, nie zamierzam. My, Wy to takie polskie. Wszędzie są plusy i minusy. Jechać z Warszawy do Kielc czy do UK? Co lepsze? W Kielcach z pracą ciężko, niższe koszty utrzymania oznacza też niższą płacę i co ja się pytam, zostawić mieszkanie obecne a tam wynająć z pensji minimalnej krajowej, tylko pytam co ... stodołę??? Bo chyba na wiele więcej nie starczy. A może jechać w ciemno do UK z pustą kieszenią w nadziei, że się nie wyląduje na dworcu. Nieudacznicy, to ci co zostali, bo nie mieli za co wyemigrować to dla jednych jasne jak słońce, dla innych - owa emigracja uznana jest za nieudaczność w przystosowaniu się do warunków w Polsce. Ni kijem go, ni pałką. Każdy medal ma dwie strony. A prawda jest taka, że nie wszystko zależy wyłącznie od nas. To jest jak walenie głową w ścianę i doskonale rozumiem autorkę bloga. W Polsce nieudacznicy, to ci którzy się wykształcili i dla nich pracy jak na lekarstwo, przekwalifikować się na panią sklepową czy nawet złapać za miotłę toż to nie ten profil zawodowy i zwyczajnie pracy takiej nie bardzo można zdobyć. Wiem o czym mówię, bo nie raz, nie dwa obijałam się o mur w sposobie myślenia pracowników UP i chorych ogłoszeń z doświadczeniem w zamiataniu. Ogrom młodych i nie tylko młodych ludzi w Polsce to niepełnosprawni inaczej, niestety nie dlatego, że nie chcą pracować czy zniżyć lotów do pracy na stanowiska poniżej ich kwalifikacji, tu jest hołdowana zasada cudownych przepisów, że doświadczenie musi być, choćby i w zamiataniu. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że praca jest ... a i owszem zbyt często po znajomości, sama takowych ludzi poznałam, nie ma matury ale ma za to parcie na bycie urzędniczką i znajdzie się sposób na znalezienie pracy w postaci .... pleców. Efekt bez matury zasila się biura na jednej z państwowych renomowanych uczelni w Polsce, maturę się robi ni stąd (nagle jest ale o tym cicho sza) i co robi cudowna renomowana uczelnia, ano wysyła pracownika na studia zaoczne .... i za nie płaci 80% w kraju, gdzie odsetek ludzi z wyższym wykształceniem, nie tylko zaraz po studiach, ale i takich co mają kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe zasila szeregi bezrobotnych, bo dla nich pracy nie ma. Ot, to jest logika myślenia. Przykładów można mnożyć, teraz na tapecie są humaniści, którzy nie ten kierunek skończyli, za dużo studentów, sami sobie są winni, bo jakby skończyli technika i zawodówki, to praca by była. To jest bicie piany i odwracanie kota ogonem. Gdzie niby ta praca miała by być dla mechanika, elektronika czy innego ... jak w Polsce przemysł od 89 roku został rozmontowany przez tych, co u steru w białych rękawiczkach i mamy to, co mamy. Nie łudźmy się, że ukończenie wyższych studiów to powód, że pracy w Polsce brak, brak bo firmy padają jak muchy, tu cały system jest do bani, przepisów, podatków i innych bzdur. Weźcie sprawy w swoje ręce i ... załóżcie działalność gospodarczą ot, choćby i sklepik ... i konia z rzędem temu, kto sprosta konkurencji w postaci marketów zwolnionych z płacenia podatków. Tu trzeba mieć nie lada zdrowie, czy sfrustrowany czy wariat, nie ważne człowiek musi godnie żyć i o takie godne życie dla siebie i swoich dzieci trzeba walczyć. Pieniactwo to sposób, aby zagłuszyć swoje lęki i często swoje ... nieudacznictwo. Ja też jestem nieudacznikiem, nie potrafię iść na skróty, wpojono mi w domu, że uczciwość i praca popłaca ... prawda, tyż prawda i g....o prawda, też skończyłam studia, nie humanistyczne, ciężko pracowałam na nie, państwo mi ich nie zafundowało, i co obijam się co kilka lat o bezrobocie i wykluczenie na margines społeczeństwa, nie patologia, nie nieuk, nie alkoholik ... ot, po prostu cudownie niepełnosprawny inaczej, ku chwale Ojczyzny i radości jakiś onych, udanych. To takie Polskie :)
-
Gość: Chillax, 199.127.179.*
2013/05/09 08:49:08
Wszystkie ciężkie działa zostały juź wytoczone !
A ja od trzech dni się zastanawiam jakby tu w słowa ująć moje myśli.
Przeczytałam linki, przeczytałam komentarze, zaglądnełam do kilku innych polskich źródeł i źródełek ( temat bardzo popularny ostatnio)...i coś od siebie dorzucę.
Najbardziej mnie zabolało hasło o braku patriotyzmu u emigrantów.
Ja, trochę inna " emigracja" jestem, gdyż wyjechałam ponad 20 lat temu, a właściwie to uciekłam przed sympatycznym facetem, który okazał się psychopatycznym brutalem.Cóż, czasy były takie, ze nikt nie mówił o przemocy w rodzinie, a policja i pogotowie ratunkowe nawet po przeliterowaniu nazwiska sprawcy, wpisywali na oświadczeniu : pobita przez znaną osobę ..A tym,że mój ex nachodził o każdej porze dnia i nocy moją rodzinę, prac i znajomych, to już nikogo nie obchodziło. Spakowałam więc przysłowiową reklamówkę i uciekłam jak najdalej.
Dawno to było...
Dwadzieścia kilka lat później : mam fajnego męża ( niestety po polsku nie mówi i bogaty nie jest), wspaniałą córkę i mnóstwo wspomnień z wielu miejsc w których mieszkałam.
Bywam " rozkraczona' (!), rozdrażniona lokalsami, ale w sumie jest mi dobrze.
Cieszę się, że moje dziecię ma radosne dzieciństwo, bezpośredni dostęp do wielu kultur i religii i niezachwianą pewność, że cały šwiat stoi przed nią otworem .
I oto chodzi !
Wracając do braku patriotyzmu u Tych Co Wyjechali - to bzdura.
Nie trzeba mieć polskiego adresu zamieszkania aby o Polsce dobrze mówić, pomóc poznać jej historię, kulturę i język.
Cieszy mnie to, że kilkanaście osób, dzięki mnie , poznało różnicę pomiędzy Poland a Holland.
...i tu wątek mi się urywa, gdyż musiałabym się chwalić jak to niosę kaganek polskości na amerykańskiej wsi ( zamieszkałej przez potomków polskiej emigracjii z XIX wieku zresztą) :-)



-
fidrygauka
2013/05/09 16:00:40
@ Wiedźmo, Myszko, Chillax, dzięki za komentarze - odpowiem dłużej wieczorem (mam nadzieję), bo ... nie ma bata, muszę napisać kolejny wpis. Blox ogranicza nawet długość komentarzy do 4000 z hakiem znaków :)))

Ps. no i we wcześniejszym komentarzu miało być 'overeducated FOR this position' :) (żeby nie było, że w błąd wprowadzam :)))
-
sabiat
2013/05/09 17:22:23
Oba teksty posiadają konstrukcje charakterystyczna dla krajowej prasy brukowej, w tym przypadku dodatkowo mocno podlanej przekonaniem zaczerpniętym z bajek czytanych w dzieciństwie, iż tylko trudna, pełna wyrzeczeń i znoju droga prowadzi do sukcesu. Czyt. do polowy królewny i całego królestwa. A może na odwrót? Już nie pamiętam. Oczywiście owa droga musi obowiązkowo leżeć pomiędzy Odra i Wisłą, bo każda inna będzie pójściem na łatwiznę i jako taka nie jest godna Polaka.

Nie czytam brukowców: niemieckiego Bildu, angielskiego Daily Mirror, polskich Faktów itp. To nie są wydawnictwa opiniotwórcze, są to wydawnictwa niszowe przeznaczone dla mało wybrednego czytelnika. W internecie szerokim łukiem omijam populistyczne i dosadne tytuły sugerujące teksty nasycone tanią sensacją, prowokujące, odwołujące się do emocji, patriotyzmu, honoru i Bogów wszelakich. Szkoda czasu, szkoda uwagi. Dookoła dzieje się tyle pasjonujących wydarzeń, ze trzeba być zardzewiałym masochista aby świadomie zrobić sobie psychiczne kuku.
:)
A jednak polazłem za linkami aby sprawdzić co takiego zmusiło rozsądna dziewczynę do popełnienia wpisu usprawiedliwiającego 'ucieczkę' z kraju. Dziewczynę, która zamiast w pocie czoła, na kolanach i z godnością drapać pazurami ojcowiznę wybrała 'angielski zmywak'. O zgrozo, mało, ze na stojąco to jeszcze z płacą, cytuje: wyższe niż nasza pensja powyżej średniej.
I nic nie znalazłem.
Naszym życiem rządzi pieniądz i erotyka. Jeśli to drugie można pominąć milczeniem, to już nie da się tego zrobić z pieniędzmi świat nie zna lepszej motywacji do pracy jak satysfakcjonujące wynagrodzenie.

I jeśli już mówię o wynagrodzeniu...
Dziękuję niebiosom że nie stworzyły mnie na wzór i podobieństwo autorek tych tekstów. Nie wyobrażam sobie, abym musiał w tak paskudny sposób zarabiać na życie. W tym miejscu nie mogę odmówić sobie przyjemności złośliwego podparcia się słowami jednej z pań: Wszystko da się przeliczyć na kasę?
:)
Lub co gorsza, jedna z nich mieć za partnerkę! Aby być dobrze zrozumianym, nie użalam się nad nimi, bo to nie moja sprawa. Bóg stworzył i niech się On martwi.
Amen.

I przy okazji, nie oglądam polskiej telewizji. Nie mam kontaktów z Polonia w moich okolicach nie ma Polonii jako takiej. I czuje się zdrowszy od Was, żywo zainteresowanych tym co dzieje się w kraju. A przynajmniej na tyle, na ile pozwalają mi 'tubylcze' problemy. Np. ograniczenie szybkości do 120 kmh, kłopoty z bankami szwajcarskimi itp.

@fidrygauka, udało Ci się zmusić @sabiata do przełknięcia podwójnej dawki krajowego octu siedmiu złodziei. Respekt! Aby nie było, ze nie potrafię się odwdzięczyć poniżej znajdziesz moje Dankeschön dla Ciebie.
:)
Własnoręcznie wychuchane, wygłaskane, wypielęgnowane...
fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ai/he/1d0m/yuMtwLSntht2q3QCgX.jpg
-
sabiat
2013/05/09 17:46:44
Uppppsssss...
Dopiero teraz zauważyłem brak w tekście kilku myślników, zniknęły mi przy wklejaniu.
Sorry.
-
Gość: Justyna, *.4-2.cable.virginmedia.com
2013/05/09 21:20:03
Dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga i proszę, jaki wpis! Ja też Emigrantka, choć nigdy bym się po sobie nie spodziewała, że trafię na Wyspy. A jednak...
Będę tu zaglądać częściej. Pozdrawiam.

W wolnej chwili zajrzyj może na mojego emigranckiego bloga:

powsinogidwie.blogspot.co.uk
-
ninga
2013/05/10 11:08:15
wywołana do tablicy
na jedno odpowiem wprost:
"Mój dziadek nie mógł wyjechać z Polski, moja mama nie mogła wyjechać z Polski, a ja mogłam wyjechać z Polski i wyjechałam".
Mocne uproszczenie, ta reguła obowiązywała bezwzględnie jedynie w latach 47-56
A inne dotyczyły języka martyrologii, w jakim opisywałaś swoje losy. Fantastycznie się ciebie czyta, bo masz dystans i ronię do tego o czym piszesz. A tu jakaś psiapsióła Ferdka Kiepskiego, tak ciebie zirytowała .... Zamiast się cieszyć i mi współczuć, ty się tłumaczysz.
Wy wyjeżdżacie, a oni zostają. Trudno opisać, jak mnie to wpienia
-
Gość: mlodapolka, *.adsl.inetia.pl
2013/05/12 19:53:23
Chyba trochę nie rozumiem Twoich pretensji. Z jednej strony narzekasz, że Polacy generalizują i oceniają bezpodstawnie, a sama wszystkich "oskarżaczy" (Polaków) wrzuciłaś do jednego worka. Ja na przykład podziwiam każdą osobę, która odważyła się wyjechać (ja np. chciałabym, ale ogranicza mnie brak funduszy, w ciemno nie pojadę) , to , że nie tylko ograniczyli się do narzekania, ale postawili odważny krok na Wyspach, żeby wiodło im się lepiej( a szczególnie ich dzieciom- bo zwykle też dla nich to robimy). Nie podoba mi się też myślenie, że skoro mam studia to powinien mi świat stopy całować. Większość studentów z mojego roku z którymi miałam możliwość kończyć studia może i mieli same 5 w indeksie, ale gdyby tak na rozmowie kwalifikacyjnej spytać: Co ma mi Pan/Pani do zaoferowania? Jak przyda mi się Pani/Pan w firmie słychać: nic, nie wiem. I każdy z miejsca chce zarabiać kokosy, czyli " nie będę pracować za niżej niż 4000tys na reke" ( mówi świeży absolwent ). Oczywiście, nie ma, co generalizować są i w Polsce osoby , co wezmą na wstępie każdą pracę, ale mimo to wkurza mnie myślenie tej 1 grupy ,która skończyła studia i ma zawyżone mniemanie o sobie. Poza tym to nieprawda, że tak ciężko znaleźć pracę w Polsce:
teraz są o wiele gorsze czasy niż ,gdy Fidrygauko wyjeżdżałaś, a mimo to moja kuzynka po praktykach studenckich po studiach znalazła pracę w zawodzie , jako nauczycielka angielskiego w szkole podstawowej w zapadłej dziurze (jednej z wiejskich gmin polskich) najpierw za 1200zł , a dziś po 4 latach zarabia ok. 2000 z groszami na rękę + dorabia sobie dzięki swojemu hobby( łączy przyjemne z pożytecznym), więc nie jest też do końca tak jak piszesz. I ja tu mówię , że ona mieszka w zapadłej dziurze,regionie gdzie jest zanotowany największy procent bezrobocia w kraju, daleko jej do "wielkomiejskich warszawskich " klimatów, więc Twoje narzekanie jest nieco na wyrost..

I możecie na mnie wylać wiadro pomyj: ale najbardziej nie lubię tej grupy Polaków, która głosuje na byle-kogo, albo nie głosuje na nikogo, ponarzeka i wyjedzie. Godne podziwu zachowanie takich osób(oczywiście nie mówię, że jesteś jedną z nich Fidrygauko- mówię do tych, którzy tak robią, a tacy się zapewne też znajdą).

Jak dla mnie ten wpis jest trochę niesprawiedliwy dla ogółu populacji Polaków w Polsce. Pozdrawiam.
-
fidrygauka
2013/05/12 21:26:56
@ Sabiat, dzięki za śliczne kaktuski (choć wyczuwam sarkazm :))
Co do kwalifikacji autorek tekstów na żony nie będę się wypowiadać, szczególnie że ich krytyka emigrantów nie jest chyba wystarczającym dowodem w sprawie :))

Ja brukowce czytuję, np. Evening Standard czy Metro ;-D, choć nie jest to chyba kaliber 'Faktu'. Co mnie zmusiło do tłumaczenia się? Sama nie wiem? Chyba jakiś beznadziejny patos w tamtych wypowiedziach i oskarżenia mające niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Poniosło mnie i tyle. I teraz muszę odpisywać na komentrarze :))), które zresztą - jak zawsze - są bardzo ciekawe, dodają wiele do dyskusji i zmuszają mnie do wielu przemyśleń (to jedna z najcenniejszych rzeczy; dlatego dla mnie ktoś może mieć zupełnie inne zdanie i mnie krytykować, ale niech choć trochę zna sytuację i robi to w sposób inteligentny, a nie obliczony na tanią sensację).

Czy pieniądze rządzą naszym życiem ... na pewno w dużej mierze tak, chociaż wielu z nas jest gotowych temu zaprzeczyć. To widać szczególnie mocno gdy ciągle brakuje na podstawowe potrzeby (choć oczywiście podstawowe potrzeby, nawet żywieniowe, mogą być baaaaardzo różne - jeśli dasz się skusić na Daily Mail, też 'ciekawą' gazetkę; tam zdjęcia rodzin z różnych krajów świata z ich tygodnowymi zakupami jedzeniowymi i sumami, jakie na nie wydają - The great global food gap.

@ Justyna, witaj :)
Dzięki za link do bloga. Zajrzałam i myślę, że mamy trochę podobnych przemyśleń. Chciałam ci nawet podać fajny link do forum polskich nauczycieli w UK, gdzie można było znaleźć wiele informacji, które by ci się przydały. Niestety to forum jest skasowane :(
-
spirit_of
2013/05/12 21:31:39
Pozdrawiam nie- emigracyjnie, lecz z mojego miejsca na ziemi, nie nowego, bo juz 26 lat przeze mnei i moja family zasiedzianego... dom przebudowalam, dziewo, a wlasciwie drzew pare, zasadzilam, syna urodzilam ;) a reszta? Zycie jak zycie, moje zycie. Ciekawskim przyjaznym drzwi do niego otwarte. Wielu bardzo zdziwionych bylo, jakie "normalne" jest moje zycie. Nie wiem, czego sie spodziewali.
Pomimo, ze na zmywaku nie pracowalam... ;)
A teraz miedzy Bogiem a prawda, jakie mialabym szanse w Polsce, z moim zawodem, z moja ciekawoscia zycia, z moja checia inwestycji w mlode pokolenie? Slyszalam, ze zadne. Ot co.
Fidrygauko, jestes nie tylko mistrrzynia klawiatury ;) lecz i mistrzynia zycia :)
-
fidrygauka
2013/05/12 21:57:02
@ Ninga, co do wyjazdu mojego dziadka i mamy, to nawet nie chodziło o realne możliwości, ale o barierę mentalną: gdzie wyjechać, jak wyjechać, jak zacząć życie gdzieś tam w nieznanym świecie, gdzie najczęściej jechało się 'na czarno', lub po znajomościach. Rzadko kto jechał w ciemno, na żywioł. Do tego trzeba było być przebojowym, ryzykantem, i hurra-optymistą (tak przynajmniej mi się wydaje). A ani mój dziadek, ani moja mama tych cech nie mieli, a ja nabyłam je częściowo po mieczu :)
Ja 'mogłam' wyjechać, też między innymi dlatego, że powrót był łatwiejszy, bo można się było łatwo skontaktować z rodziną, przylecieć, gdy się coś działo, wpadać na święta na mamusine pierogi i na wakacje, pospotykać się z psiapsiółkami. Emigracja nie była aż tak 'drastyczna'. Jak tu kiedyś opisywała Stardust - ona jechała z biletem w jedną stronę, licząc się z myśllą, że być może już nigdy do Polski nie wróci. Ja bym chyba (?) tak nie mogła.
Mieliśmy rodzinę w Anglii (ciotkę, która została tam po wojnie, tę od gum Wrigley Spear Mint Gum :))), która nas czasami odwiedzała. Za każdym razem mój dziadek był wzywany do bezpieki, żeby się tłumaczyć z tych wizyt. I to mu wystarczało.

Co do języka martyrologii, to ... tak się wtedy czułam. Nie wiem, może dziś podjęłabym zupełnie inne decyzje, może byłabym cierpliwsza, ale wtedy wydawało mi się, że ten kraj mnie po prostu nie chce, że mam dosyć odpowiadania na pytania czy chcę być lwem czy orłem, aby przekonać kogoś, że jestem dobra w tym, co robię. Miałam dosyć tłumaczenia się, że nie mam na czynsz, mimo że oboje z mężem pracowaliśmy od rana do nocy i mieliśmy tylko jedno dziecko.
Może zbyt hurra optymistycznie podeszłam do tych wszystkich zmian systemowych.
Bo byłam pierwsza, ktora zachwycała się wolnością, przemianami, reformacją, wolnym rynkiem, możliwością brania spraw w swoje ręce.
A jak już wzięłam, to dostałam z całej siły w twarz.
Są tacy, którzy w odwecie również policzkują. Inni, mrugają oczami w szoku, i z czerwonym policzkiem odchodzą.

Dlaczego się tłumaczę?
Poczułam misję :)))
Misję uświadamiania wszystkowiedzących (choć wiem, że to na darmo, nawet jeśli by tu zajrzeli).
Bo emigracja to, wbrew pozorom, dość skomplikowana materia. To wypadkowa pewnych cech osobowości, zbiegów okoliczności, zaistniałych sytuacji.
I dlatego wkurzyło mnie to wrzucanie wszystkich do jednego wora.
Ale jak widać i po tej i po tej stronie są silne, wspierające pewne poglądy obozy, więc i tak wszystko się sprowadzi do 'pogadania sobie'.

Zresztą ... 'wnet i tak zginiemy w zupie' :)))
-
fidrygauka
2013/05/12 23:31:02
@ Młoda Polko, dobrze napisałaś - wsadziłam do worka wszystkich oskarżaczy. Nie wszystkich Polaków (Owszem, napisałam "My, Prawdziwi Polacy wypowiedzmy się na temat Polaków Emigrujących", ale wyczuwasz chyba ironię? Przecież nie wszyscy Polacy tak myślą, co widać chociażby w powyższych komentarzach).

Co do studiów, to ... o rety! Nie chce mi się tłumaczyć jeszcze raz, bo mam wrażenie, że używasz tego samego argumentu jak ci, krytykujący Sandrę (która chce wyjechać i pracować na zmywaku), ale dobrze, spróbuję jeszcze raz: Skończyłam dwa fakultety, dwa lata studiowałam (powiedzmy, że hobbystycznie, dla poszerzania horyzontów) za granicą, gdzie pracowałam też w organizacji charytatywnej w biurze, robiąc wiele rzeczy, które mogłam spokojnie wykorzystać pracując gdzieś w biurze w Polsce.
Jednak nie mogłam znaleźć ŻADNEJ pracy, a nie jakiejśtam wydumanej za 4000. Albo nie miałam doświadczenia w branży (rozumiem, że studia są tak mało znaczące, że nikt nie wierzy, że osoba po nich jest w stanie 'zaadoptować' swoje doświadczenie z innej branży?), albo byłam 'za mądra'. Zawsze coś. Założyliśmy więc z mężem firmę, tylko że co z tego, jak co miesiąc musieliśmy płacić 1600 zł ZUS, czy coś zarobiliśmy, czy nie, a takze podatki, których nie mieliśmy z czego płacić, bo nam nie płacili kontrahenci.

Co do znalezienia pracy w Polsce (teraz czy wtedy), to przecież nie twierdzę, że jej znaleźć nie można, bo w końcu parędzięsiąt milionów ludzi tę pracę jednak ma :))
Ja nie mam oporów, żeby zacząć pracować na stanowisku dużo poniżej mojego wykształcenia. Tylko że różnica między Anglią a Polską jest taka, że gdy tu, po urlopie macierzyńskim, zaczynałam 'od zera', zarabiając śmieszne pieniądze (po odliczeniu na opiekunkę i bilety zostawało mi 40 funtów tygodniowo - czyli tyle ile 4 bilety do kina), to (mając wtedy więcej niż 1 dziecko) mogliśmy spokojnie wyżyć z pensji mojego męża, który miał też ulgę podatkową na dzieci. Zarabiałam śmieszne pieniądze, ale mogłam się dokształcać, chodzić na kursy, pracować jako wolontariusz. To nie była bułka z masłem (i nadal nie jest), ale życie jest po prostu spokojneijsze, a nie ciągła szarpanina od pierwszego do pierwszego.

Przykład z pracą nauczycielki jest trochę nietrafiony, albowiem jest to zawód wysoce deficytowy w Polsce. Nie dziwię się. Podjęłam próbę i zaciągnęłam się nawet do jednego gimnazjum, gdzie przetrwałam 3 miesiące, w czasie których: codziennie płakałam po powrocie z pracy, regularnie spuszczano mi powietrze z kół i rysowano samochód (pod szkołą), grożono mi śmiercią (no, niby że taki żart), przeprowadzałam z rodzicami rozmowy typu: Pani syn dostał jedynkę, bo ściągał na zapowiedzianej kartkówce ze słówek (żenada, wiem, wiem, no ale starałam się dać im szansę), a mamusia mi na to: No widzi pani, jaki obrotny chłopak! Da sobie radę w życiu!
Pewnie jestem mięczakiem, ale po prostu wysiadłam psychicznie po trzech miesiącach. Acha, a na odchodne pani dyrektor mnie oszukała i nie wypłaciła mi specjalnego dodatku, który ufundowała gmina dla nauczycieli języków, by tylko chcieli w ogóle uczyć. Widocznie uznała, że za trzy miesiące mi się nie należy. Ale to detal.

Co do polityków, to ... niestety, ale nie wierzę, że moje głosowanie ma jakikolwiek wpływ, mimo że zawsze głosowałam, nawet chodziłam na jakieśtam spotkania z kandydatami. Głosowałam nawet jeszcze przez jakiś czas w ambasadzie w Londynie, bo mi się wydawało, że skoro zaraz mamy wracać, to chcę mieć jakiś wpływ na to, co się dzieje w kraju.
Polska polityka, to jest dopiero piekiełko :(

Podsumowując: pretensji nie mam do nikogo. Wkrzyło mnie moralizowanie paru osób i teksty o tym, że niby emigranci czują się lepsi i nie mają co innego do roboty, jak tylko przyjeżdżać do Polski poszpanować nowymi samochodami i skorzystać z polskiej służby zdrowia a koszt podatników.
Wkurzyło mnie powtarzane do znudzenia pogardzanie tymi, którzy imają się ciężkich, fizycznych, mało ambitnych prac, jakby to było przestępstwo najwyższego kalibru.
Ja tego po prostu nie rozumiem???
-
fidrygauka
2013/05/12 23:48:08
@ Spirit, co do mistrzyni życia, to się zgodzić nie mogę! Za bardzo to moje życie pogmatwane. Ale przynajmniej staram się pewne rzeczy analizować i uczyć się na swoich błędach.
Nie mam nie wiadomo jakich oczekiwań od życia. Życie nie jest ani łatwe, ani proste. Świat nie jest sprawiedliwy, a ludzie z gruntu dobrzy.
Nie mam swojego domu i szanse, że go będę miała maleją z każdym rokiem. I tak mam lepsze warunki mieszkaniowe, niż miliony ludzi na świecie :)).
Mam pracę, ciężką i wysysającą, ale opłacającą podstwawowe potrzeby (i parę okazjonalnych szaleństw) mojej rodziny, pracę w której 'wiem o czym mówię' i dobrze mi z tym. Nie mam długów (oj, parę drobnych kredytów :)), nie mam komornika na głowie, wychowuję w spokoju dzieci (tak wiem, spokój i wychowywanie dzieci wykluczają się wzajemnie :))

Jakie szanse bym miała, żeby mieć to samo w Polsce z moim humanistycznym zawodem, z brakiem znajomości, z brakiem umiejętności rozbijania się łokciami i oszukiwania?
Nie wiem.
Paręnaście lat temu szanse te były bardzo małe.
Pozdrawiam :)
-
fidrygauka
2013/05/13 00:08:54
@ Młoda Polko, niestety nabazgrałam za dużo i Blox mi wciął część komentarza: chciałam jeszcze dodać, że w kwestii 'wielkomiejskich klimatów warszawskich' to właśnie tu też leży problem. bo życie w Warszawie jest horrendalnie drogie. Wynajem mieszkania, dojazdy drenują kieszeń nieprzeciętnie.
Mogłabym - tak jak zasugerowała wcześniej Berberys, wyjechać gdzie indziej. Ale tego też dośwadczyłam. Przeprowadziłam się do Krakowa. I wiesz, jakie było pierwsze pytanie na KAŻDEJ rozmowie o pracę? "Dlaczego się pani przeprowadziła z Warszawy do Krakowa?" Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie!!! Po 5 rozmowach, zaczęłam kłamać, że ... ze względu na narzeczonego.
Może to także stereotypowe, ale mam przeświadczenie, że jakbym się przeprowadziła na jakąś 'zapadłą dziurę', to wiesz kim bym tam była? 'Panią z Warszawy, która się wywyższa'. Niestety, taka mentalność ciągle jeszcze pokutuje.
Anglikom można zarzucić milion rzeczy (i ja to robię, obsmarowując ich czasami ostro - w ramach prób 'oswajania angielskiej rzeczywistości :)))), ale jedną z ich cech, którą kocham w nich nad życie, to elastyczność i umiejętność weryfikacji. Mimo tradycji, mimo stereotypów, mimo uprzedzeń (Bo kto ich nie ma?), mimo tego, że ich otwartość na inność jest w dużej mierze dość powierzchowna i politycznie poprawna - potrafią szukać nowych rozwiązań w co raz to pojawiających się sytuacjach problematycznych i ... nie oceniają! Przynajmniej nie ostentacyjnie, nie publicznie, nie oskarżycielsko.
I patrzą się na jaśniejszą stronę życia :)

Pozdrawiam
-
2013/05/13 17:43:18
Fidrygałko, przeczytawszy, poszłam do niemieckiej pracy, za niesprawiedliwie pieniądze i jak by się uprzeć poniżej swoich możliwości, wykszałcenia i totalnie poniżej moich chęci...chciałam napisać ci coś mądrego ale nic nie wymyśliłam. Wszystko już napisałaś i napisałaś to tak jak wielu z nas czuje! Samo sedno! Ja nigdy bym się nie odważyła tego napisać, mam wrażenie, że nie miałabym do kogo na kawę pójść. Ale może nie miałabym takiej potrzeby...Jesteś wielka po prostu!
-
fidrygauka
2013/05/14 10:19:53
Aniu, zupełnie nie wiem, jak możesz pracować za niesprawiedliwe pieniądze. I jeszcze pewnie się wywyższasz podczas wakacji :))
No dobra, widzę, że sarkazm się wdziera ...
A dlaczego byś się nie zdobyła napisać czegoś podobnego (nie wydaje mi się, żebym napisała coś 'odważnego').
Wielka to ja faktycznie jestem. Czas na dietę! :)

Ps. wpis o emigracji pobił popularnością (i liczbą komentarzy :)) ten o fotografii pośmiertnej i ten o teściowej.
Widać emigracja to wciąż gorący temat :))))
-
2013/05/14 12:53:13
Ile ludzi tyle opinii.Postaram sie cos wysmarowac i ja w takim razie .pozdrawiam:-)
-
2013/05/14 22:02:35
bardzo dobry wpis
w kwestii Polaków traktujących wszystkie zawody jako kiepskie, złe i niegodne sparafrazuję coś, co ostatnio przeczytałam na twarzowej książce:
To jak ludzie traktują Ciebie daje świadectwo o nich, nie o Tobie.
-
sabiat
2013/05/14 23:34:02
@brittany, w ogóle nie powinno być nie tylko opinii, ale i tematu.

Jesteśmy jedynym w Europie narodem, który daje sobie prawo publicznego negowania emigracji zarobkowej! Jak dla mnie zachowanie asocjalne.

Kuźwa, nawet Turcy z szacunkiem patrzą na śmiałka, który wykupił bilet w jedna stronę.


-
2013/05/16 09:31:54
Na żywicę spróbuj naftą. Ja kiedyś tak oczyściłam włosy syna z gumy. Do dyskusji nie włączam się.
-
Gość: lui, *.dynamic.jazztel.es
2013/05/16 18:24:56
Ja się już kiedyś na ten temat wypowiadałam. Nawet dla swoich potrzeb zrobiłam pewną klasyfikację.
lui445.blog.onet.pl/2011/12/11/polacy-na-emigracji/
Jedno tylko dodam:
Emigrantem wcale nie jest być łatwo. Trzeba w sobie mieć dużo siły wewnętrznej bo tak naprawdę jedzie się w nieznane i nie zawsze ma się szczęście.
-
2013/05/17 21:26:11
O rany ale mnie dziumdzia zdenerwowała, przeczytałam te jej wypociny i tej drugiej też i normalnie ....
Podpisuje się pod Twoją ripostą obiema rękami, a stopami też mogę odciski porobić aby było tak dobitnie, że ona głupoty wypisuje. Niestety głupich nie siją na nieszczęście sami się rodzą :(
Pozdrawiam
-
Gość: młodapolka, *.adsl.inetia.pl
2013/05/18 16:14:22
cos mi sie nie chce dodac odpowiedz przez to: Tempo wpisania komentarza wskazuje, że być może jesteś automatem spamującym. Poczekaj chwilę i spróbuj wysłać ponownie.

Probowalam juz kilka razy i nic :(
-
sabiat
2013/05/19 12:41:01
Rozpisał ktoś list gończy za @fidrygauka?
:)
-
2013/05/19 13:47:18
Z innej beczki - czy tez masz problem z licznikiem z countomatu?
Moj zniknol i nikt nie odpowiada na maile.
pozdrawiam
-
fidrygauka
2013/05/19 16:10:18
@Sabiat, he, he, nie wiedziałam, że już jestem poszukiwana :)
Wciągnął mnie ogródek, sianie trawy, zamawianie konwalii przez internet (trochę za późno, bo podobno kwitną w maju :))), sadzenie byczków (aksamitek czyli, choć i ortograficzne mi się zdarzają) i ... temat mnie trochę przybił swoją wagą.
Bywam na facebooku (choć wiem, że raczej większość moich czytelnikó tam nie zagląda), piszę nowy wpis w przerwie między raportami i słucham śpiewu ptaków.
Pozdrawiam niedzielnie

@ Brittany, dzięki za wpis. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i chciałam nawet wpisać komentarz, ale ... jakoś nie mogę się zebrać (zrobię to, obiecuję :)))

@ Dana, z tą naftą to może być faktycznie dobry pomysł. Mi się udało ... resztkami szamponu z zielonej herbaty, aczkolwiek włosy wciąż (po dwóch tygodniach są sztywnawe, choć rozczesywalne).
Szkoda, że się nie włączasz do tematu ;)

@ Lui, przeczytałam (niektórzy też Cię nie oszczędzili w komentarzach; ech, dyskutanci z Onetu :))) Fakt, emigrant emigrantowi nierówny. Jest wielu takich, którym się nie udało, jest wielu z postawą roszczeniową, jest wielu nieudaczników. Ja się z tym wszystkim zgadzam, ale nie zgadzam się z rozpatrywaniem emigracji w kategoriach moralnych. I to jest moja główna teza. Mój główny zarzut.

@ Edyto, mi już trochę powietrze zeszło po dwóch tygodniach (choć teraz znowu Wysokie Obcasy mielą temat :)))
Szkoda nerwów. Życie jest takie krótkie. Wolę chyba wylegiwać się na zasianym własnoręcznie trawniku. Ale w pierwszym porywie mie poniosło, oj poniosło!
Co do Countomatu, to zostali onie przejęci przez jakiś web stats czy coś w tym stylu - którzy są beznadziejni, niedopracowani i nie można zobaczyć właściwie żadnych ciekawych statystyk.
Tęsknię za Countomatem, buuuuuu :((((

@ Młoda Polko, jeśli piszesz tekst poza bloxem i chcesz go wkleić (co jest skądinąd bardzo dobrą strategią, bo blox potrafi wciąć cały komentarz - patrz Almetyna), to: po wklejeniu tekstu w okienko komentarza dopisz jeszcze 1-2 zdania już w tym okienku i odczekaj jakieś 2-3 minuty. Powinno zadziałać.
W przeciwnym razie możesz mi przesłać komentarz na mail fidrygauka@gazeta.pl i ja go wkleję z adnotacją, że to od Ciebie.

Pozdrawiam wszystkich

Ps. Na razie znów znikam. Wpadałam w wir kopania, a 'gardening' to moje drugie ukochane hobby. Po blogowaniu :)))
-
Gość: MłodaPolka, *.adsl.inetia.pl
2013/05/19 16:41:38
Fidrygauko,
Jasne, że w jest mnóstwo szarzyzny, jeden znajdzie pracę , inny nie i często gęsto jest to kwestia szczęścia. Mam mimo to wrażenie, że pisałaś tę notkę jakbyś chciała się usprawiedliwić, a nie wiem po co, każdy ma prawo sięgać po marzenia i lepsze życie, a jeśli ktoś je widzi poza granicami naszego państwa to nie widzę problemu.
Przykład z pracą nauczycielki jest trochę nietrafiony, albowiem jest to zawód wysoce deficytowy w Polsce Zdziwiłabyś się. Teraz masowo likwiduje się szkoły , zwłaszcza w gminach, które nie są w stanie je utrzymać. Dzieci przenosi się do szkoły wiele km dalej (co niekoniecznie służy mieszkańcom danej gminy- przykład z autopsji). Przyrost też jest mniejszy, więc mniej uczniów a co za tym idzie mniejsza zapotrzebowanie na nauczycieli (takie odnoszę wrażenie). Aczkolwiek rozumiem, że nie każdy jest w stanie pracować w szkole, z różnych względów ( wymaga cierpliwości, wyrzeczeń, umiejętności utrzymania dyscypliny, wczucie się w rolę pedagoga- nie wystarczy daleko sięgać przykładów, by stwierdzić jak wiele nauczycieli nie powinno UCZYĆ, bo się zwyczajnie do tego nie nadaje) . (Pewnie dlatego moja kuzynka (inna) wybrała drogę tłumacza). Mimo wszystko uważam, że przykład, który tu przytoczyłaś był dość ekstremalny (nie będę się nad nim rozwodzić, bo nie wiem jak do końca było, ale i tak uważam, że jest nieco na wyrost).
Co do polityków, to zgadza się, ale z drugiej strony przy takiej postawie to niedługo frekwencja spadnie na tyle, że polityk wybierać będzie sam siebie i wtedy to dopiero nie będzie do kogo mieć pretensji(?). Tak, czy siak nie lubię osób, które np. zagłosują , ponarzekają na własny wybór i wyjadą ,a potem my musimy za to płacić Chciałam jeszcze dodać, że w kwestii 'wielkomiejskich klimatów warszawskich' to właśnie tu też leży problem. bo życie w Warszawie jest horrendalnie drogie. To jest fakt, ale można by powiedzieć, że w Warszawie pensja jest o wiele grubsza niż przeciętnego Kowalskiego zamieszkałego w Zapizdowie ( i to też trzeba brać pod uwagę). Tym bardziej, że wraz z upływem lat koszty życia między miastami zrównują się, a pensje niestety nie
I wiesz, jakie było pierwsze pytanie na KAŻDEJ rozmowie o pracę? "Dlaczego się pani przeprowadziła z Warszawy do Krakowa?" Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie!!! Po 5 rozmowach, zaczęłam kłamać, że ... ze względu na narzeczonego. Ja bym po prostu powiedziała, że nie mam obowiązku odpowiadać na takie pytania bo w istocie nie mam.
I patrzą się na jaśniejszą stronę życia :) ".
Nie obraź się , ale to co mi się pierwsze rzuciło w oczy podczas czytania Twojego bloga" od deski do deski, kiedy pierwszy raz odwiedziłam Twojego bloga to nadmierne narzekanie na wszystko: na system w Polsce/Anglii, na warunki mieszkania Polsce/Anglii, na pracę, na ludzi w pracy, poza pracą, na rodzinę, na obcokrajowców, na wyznania.. whatever. Niby nielubimy stereotypów o Polakach, ale czasem.. potwierdzamy je?
Żeby nie było mój wpis nie ma na celu tutaj negatywnej oceny- po prostu wszystko ma swoje blaski i cienie myślę, że zarówno jedna strona ma rację ( nie powie mi nikt, że nie ma takich ludzi przez nie opisanych: że istnieją wywyższający się emigranci itp., chociaż wpis Kingi ociera się o skrajny bełkot: zawiść straszna rzecz) , tak uważam , że też masz rację. Zdrowe jest zawsze wypośrodkowanie tego i dystans, którego wiem, że Ci nie brakuje.

Pozdrawiam
Automat spamujący ;)
-
fidrygauka
2013/05/19 18:00:11
Młoda Polko, widzę, że jednak udało Ci się 'oszukać' Blox'a :)

Czy się usprawiedliwiam? Nie sądzę, żeby było to usprawiedliwianie się (bo nie czuję się winna). Raczej wyjaśnianie pewnych moich wyborów.

Przykład z mojej trzymiesięcznej 'kariery' nauczycielskiej jest ekstremalny, jednakże jest prawdziwy i właśnie między innymi takie a nie inne doświadczenie wpłynęło (cząstkowo) na moje wybory. Też mam nauczycielki w rodzinie. Jedna np. uczy w-fu w gminnej szkole i żyje sobie jak pączek w maśle. A i na robotę papierkową nie narzeka :)))) Ale ja akurat bym takiej pracy nie chciała. Być może zmienia się teraz sytuacja w szkolnctwie, jednakże 15 lat temu angliści byli 'deficytowi'.

"Tak, czy siak nie lubię osób, które np. zagłosują , ponarzekają na własny wybór i wyjadą ,a potem my musimy za to płacić".
Nie obraź się, ale dla mnie to trochę argument w stylu cytowanych artykułów, że niby Polacy w Polsce płacą za leczenie emigrantów. A w jaki sposób Ty musisz płacić za moje wybory? Skąd wiesz, może głosowałam na tę samą opcję co Ty? Poza tym, nie wyolbrzymiajmy mocy sprawczej emigracji. Nie wierzę, że wszyscy głosowali przed i po wyjeździe.

Co do odpowiedzi na pytanie o powód wyprowadzki. Mogłam mówić, że to nie ich sprawa. Mogłam mówić cokolwiek. I tak nie dostałam pracy.

Koszty życia się zrównują? Wątpię. Sądząc chociażby po cenach biletów autobusowych. Zresztą dlatego w dużych miastach wciąż tak wiele osób dojeżdżających.

"Nie obraź się , ale to co mi się pierwsze rzuciło w oczy podczas czytania Twojego bloga" od deski do deski, kiedy pierwszy raz odwiedziłam Twojego bloga to nadmierne narzekanie na wszystko: na system w Polsce/Anglii, na warunki mieszkania Polsce/Anglii, na pracę, na ludzi w pracy, poza pracą, na rodzinę, na obcokrajowców, na wyznania.. whatever. Niby nielubimy stereotypów o Polakach, ale czasem.. potwierdzamy je?"
Nie obrażam się, ale ... chyba jednak nie czytałaś zbyt uważnie.
Albo czytałaś 'z tezą'.
Czy pisanie o pewnych zjawiskach, porównywanie, krytykowanie (uargumentowane) jest od razu narzekaniem?
Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że jestem niepoprawną optymistką (raczej realistką, no i różu zdecydowanie nie lubię :))). Piszę blog, żeby 'oswajać' pewne rzeczy. Nie raz pisałam o tym, że jak sobie coś przerzucę z głowy na 'papier' (czyli ekran), to zaczynam patrzeć na to z dystansu. A czasami też zmieniam zdanie chociażby pod wpływem komentarzy.
Czy jeśli piszę, że coś mi się podoba w Anglii (a czego nie ma w Polsce), to jest to już od razu krytyką kraju ojczystego? Opisuję rzeczywistość, tak jak ją widzę. I nie, nie jestem Angielką. Patrzenia na jaśniejszą stronę życia cały czas się uczę :)))
A tak swoją drogą domyślam się, że nieustanne peany na cześć Anglii czy Polski też zebrałby falę krytyki :0)
Ale oczywiście każdy odbiera po swojemu. Ty - mój blog. Ja - swoje doświadczenia z pracą w Polsce :))
Pozdrawiam.
-
Gość: MłodaPolka, *.adsl.inetia.pl
2013/05/19 19:14:59
"Być może zmienia się teraz sytuacja w szkolnctwie, jednakże 15 lat temu angliści byli 'deficytowi".
Hej , moja kuzynka zaczynała pracę nauczycielki ang w podstawówce na ZadupiuNaKońcuŚwiata (jako osoba rok po mgr) w 2000/20001r ;)

"Nie obraź się, ale dla mnie to trochę argument w stylu cytowanych artykułów, że niby Polacy w Polsce płacą za leczenie emigrantów"

Raczej chodzi mi o kwestie, że jakiś tam procent Polaków zagłosuje - chyba pluję najbardziej osoby , które głosują w stylu " na złość temu idiocie mojemu sąsiadowi" lub "zagłosuję na bylekogo, byleby niewygrała dana partia, która mnie wkurza, ale nie wiem dlaczego, a tak w sumie to mam to wszystko gdzieś", a nie lepsi są też niegłosujący ,bo skoro nie wierzą, że mogą cokolwiek zmienić to po co istnieje demokracja? - ok , gdybym miała się rozwodzić to bym stwierdziła, że u nas ta demokracja na tle komunizmu jest nieco nadszarpnięta i jestem w stanie zrozumieć zwątpienie ,które prowadzi właśnie do takiej sytuacji, że ktoś nie głosuje na nikogo, ale zwykle słyszę, że większość tej grupy nie głosuje, bo "niema na kogo" - nie ma takiego, co by każdemu dogodził).
Oni wyjadą, a potem w rozmowie jakiś czas później Ci głosujący narzekacze, którzy wyjechali pouczają (zauważyłam, że właśnie ta grupa coraz częściej):
"Widzisz matole, ja MĄDRY i ROZSĄDNY wyjechałem, a Ty tam dalej tkwisz jak ten skończony naiwniak, siedźsobie dalej w tej Polsce i klep biedę". (tu potwierdza
się zarzut o wywyższaniu się niektórych emigrantów, żeby nie było, że przyznając rację danemu zarzutowi wzięłam sobie argument z nieba. Aczkolwiek , żeby nie było, że się czepiam to gorzka prawda jest taka, że człowiek poczuje władzę i zaczyna ... zresztą sama dobrze podsumowałaś jak bardzo polska polityka różni się od zagranicznej, to często gęsto zwykły kabaret. A my za to płacimy głową. No, cóż... trochę się zapędziłam, bo w sumie nie chciało mi się wywlekać tu spraw polityczno-społecznych
( zboczenie zawodowe).

" Nie wierzę,że wszyscy głosowali przed i po wyjeździe."
Ale przecież nie mówimy o wszystkich.

"Koszty życia się zrównują? Wątpię. Sądząc chociażby po cenach biletów autobusowych. Zresztą dlatego w dużych miastach wciąż tak wiele osób dojeżdżających."
Pewnie, tak, ale Warszawa to aglomeracja i tam jest inny system biletowy:
płacisz np. 100zł, ale jeździsz sobie przez ten miesiąc czym chcesz , a masz do wyboru: autobus, tramwaj, metro. Moja kuzynka tak dojeżdża do pracy(metro), bo autem jej się nie opłaca. I ten system mi się podoba. Nie mówię, że to nieprawda, bo w istocie nie ma porównania , jeśli chodzi o koszty życia( zwłaszcza w kwestii wynajmu mieszkań i opłat) mówię , że jednak w niektórych aspektach mimo wszystko to się zaczyna zrównywać (ceny w sklepach, galeriach, marketach).

"Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że jestem niepoprawną optymistką(...)
Czy jeśli piszę, że coś mi się podoba w Anglii (a czego nie ma w Polsce), to jest to już od razu krytyką kraju ojczystego?"
Hej, spokojnie, ja Ci patriotyzmu nie odbieram (nie znam Cię i mnie osobiście wpis Kingi nie tyle podniósł ciśnienie, co poirytował lekko, bo z konstruktywnością to on nic wspólnego nie ma o czym już wspominałam w poprzednim wpisie )poza tym, ja napisałam jedynie , że z perspektywy czytelnika wydajesz się być niezłą malkontentką (ale to tylko moje subiektywne wrażenie jakie odniosłam jako osoba czytająca). Ale don't worry- nie jesteś jedyna ;)

Pozdrawiam raz jeszcze
-
fidrygauka
2013/05/19 19:27:24
No to można powiedzieć, że sobie wszystko wyjaśniłyśmy i doszłyśmy do jakiegoś konsensusu (nazwijmy to spotkaniem się w połowie drogi, he, he ...)
Z wyjątkiem jednej kwestii: Ja malkontentka???? Nigdy się na taką ocenę nie zgodzę! Subiektywizm, subiektywizmem, ale chyba grubo przesadzasz :)))
Pozdrawiam.
-
fidrygauka
2013/05/19 19:44:17
@ PS. Młoda Polko,
Malkontent - człowiek niezadowolony ze wszystkiego, doszukujący się we wszystkim braków, ujemnych stron, negatywnie nastawiony do życia, niezadowolony z rzeczywistości
synonimy: burczymucha, burkot, chimeryk, czarnowidz, gderacz, ględa, ględziarz, grymaśnik, kapryśnik, krytykant, kwękacz, mantyka, maruda, męczydusza, mrukot, narzekacz, nudziarz, osoba niezadowolona ze wszystkiego, osoba stale niezadowolona ze wszystkiego, we wszystkim doszukująca się ujemnych stron, we wszystkim dopatrująca wad, sarka na wszystko, stale z czegoś niezadowolona, tetryk, wybrzydzacz, zgorzknialec, zrzęda. (z powyższych mogę się ewentualnie zgodzić na ględę i męczyduszę, ostatecznie na osobę nastawioną krytycznie, ale nie od razu KRYTYKANTA :))))

Chociażby ten wpis jest temu zaprzeczeniem, bo ja właśnie jestem zadowolona z tego, co udało mi się osiągnąć i nie doszukuję się we wszystkim czegoś negatywnego - wręcz przeciwnie. Mimo tego, że ciągle mam wrażenie, że idę pod górę (pod górkę :))), to ja przecież kocham góry! A posapać sobie przecież zawsze można :)))
-
nemuri_neko
2013/05/21 14:04:27
(chciałam poczekać aż emocje tu trochę opadną, ale że się to nie zapowiada...)

Wyjechałam z Polski, bo miałam taką możliwość i chęć doświadczenia czegoś innego. Wyjechałam mając skończone studia i znając język kraju, do którego jadę. Po studiach skończonych tutaj miałam krótki występ gościnny w Polsce. W mojej pierwszej pełnoetatowej pracy w Polsce zarabiałam na "dzień dobry" tyle, co znajoma osoba z budżetówki po 30 latach. Mogłam zostać nie chciałam.

Nie chciałam żyć wśród ludzi narzekających na wszystko, którzy patrzyli na mnie jak na kosmitę, gdy się "wydało", że nie wiem, jaka jest stawka VAT w Polsce (oni nie muszą wiedzieć, jak to jest w Niemczech ale ja muszę wiedzieć jak jest w Polsce - ?!).
Nie chciałam czekać miesiącami na wizytę u lekarza albo płacić na wizyty prywatne mimo i tak obowiązkowego ubezpieczenia.
Nie miałam ochoty za każdym razem tłumaczyć, dlaczego wróciłam skoro byłam parę lat za granicą.

Jeśli ktoś chce droga wolna. Możliwości są, ale trzeba się też wykazać tym i owym. To, co się w Polsce należy z racji obywatelstwa, poza jej granicami już nie jest oczywiste.

Wyjechałam z Polski przed wstąpieniem Polski do UE. Jestem na emigracji nie za chlebem i nie na zmywaku. Środowiska polonijne są mi jak najbardziej obce, bo obca jest mi sama idea: Jeśli tak tęskno, to wracaj. Jeśli nie, to się zintegruj. Wstyd mi za Polaków i Polki mieszkających tu od lat, mówiących niegramotnie po niemiecku a mimo to zawsze sączących jad. Nawet jeśli sama się nie wywyższam będąc w Polsce, to otoczenie tak mnie chce postrzegać patrz, to ta, co wyjechała, więcej zarabia, ma lepsze życie. Ile z tego jest prawdą, nikogo nie interesuje - faktem jest, że wyjechałam i to jest ta pieczątka, którą stawia mi się na czole.
A ja nie chcę się tłumaczyć, bo nie mam z czego. Nie porzuciłam dzieci czy też nie uciekłam przed wymiarem sprawiedliwości, żeby sobie za granicą ułożyć życie na nowo. Nie wstydzę się swojej pracy. Oczywiście wiem, że w Niemczech jak Polka to albo sprzątaczka albo prostytutka i cóż z tego mogłabym pomachać takim idiotom moim dyplomem, dla którym jest on poza wszelkim zasięgiem. I tyle.


Co do kosztów NFZ, muszę Cię rozczarować, mam w niedalekiej rodzinie taki przypadek. Praca i dom w Irlandii tak, dziecko robione jedno po drugim tak, ale jak się okazało, że trzeba dziecku coś u laryngologa sprawdzić, to lecą do Polski Mam tylko jedno wytłumaczenie na NFZ przyjeżdżają do Polski wcale nie ci najsprytniejsi, tylko ci najgłupsi. Ci, którzy nie orientują się w zakresie własnego ubezpieczenia. Ci, którzy nie opanowali języka na poziomie, który umożliwiłby sensowną rozmowę z lekarzem. (Oraz ci, którzy są w danym kraju nielegalnie i wolą nie prowokować pewnych sytuacji, ale to poza Unią).
-
fidrygauka
2013/05/24 11:25:14
Nemuri, emocje chyba jednak trochę opadły (wiesz, internetowe byty są krótkie :)).
Dziękuję Ci za ten komentarz, bo on pokazuje kolejny aspekt tego, co chciałam pokazać. Ta 'pieczątka' na czole, ten znak emigracji, ta chęć postrzegania ludzi, którzy wyjechali lub wrócili jako innych - wydaje mi się, że niestety taka postawa jeszcze ciągle pokutuje w mentalności wielu Polaków (i w pewnym sensie, to samo dotyczyło mojej przeprowadzki do Krakowa - funkcjonowałam tam jak 'pani z Warszawy', a nie samodzielny, niezależny kandydat na dane stanowisko).
Jak pisałam - sporo Anglików emigruje i nikt w ogóle tego nie roztrząsa, a już na pewno nie w kategoriach moralnych.

Co do korzystania z polskiej służby zdrowia, to wcale nie wątpię, że 'wyjechani' to robią. Znam dziesiątki osób, które robią sobie milion badań w czasie przyjazdu na wakacje od Polski, ale ... Polacy chyba jednak są hipochondrykami (a nigdzie na świecie nie widziałam takiej ilości reklam leków, jak właśnie w Polsce :)). Tylko z tego, co mi wiadomo, muszą za to płacić, albo mieć ubezpieczenie w Polsce, a zarzutem w cytowanych tekstach było to, że niby robią to na koszt polskiego podatnika (co wydaje mi się mało prawdopodobne, przynajmniej na masową skalę :))
Fakt, że w Anglii trudno się dostać do jakiegokolwiek specjalisty i na wszystko trzeba mieć skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu, który wcale się nie pali do posyłania delikwenta na prześwietlenia, usg, skany, badania krwi i moczu itp. o ile nie widzi nic szczególnie niepokojącego. Możnaby dyskutować z tym, czy lekarz może tak wszystko oceniać 'na oko', ale z drugiej strony wiele rzeczy wydaje mi się naprawdę zbędnych. Przeżyłam np. ciążę w UK bez żadnego badania ginekologicznego, bez comiesięcznych wizyt na niewygodnym fotelu :)), które po prostu nie były potrzebne w przebiegu normalnej, fizjologicznej ciąży. Przeżyłam ją, urodziłam zdrowe dziecko. Tak jak tysiące kobiet w Anglii. A co to są antybiotyki, to prawie zapomniałam, bo moje dzieci (po tym jak lekarz parę razy odmówił przepisania antybiotyku na moja prośbę - na początku mojego pobytu tutaj) po prostu nie chorują. Nigdy. Od paru lat nie pamiętam, by miały jakąś poważniejszą infekcję.
A anegdotycznie dodam, po czym poznaję polskie dzieci* - po tym, że są ubrane, jak na Sybir, czyli ... tak jak ja! Ale już nie tak, jak moje dzieci :)))

A moja mama pyta mnie przynajmiej raz na pół roku, kiedy zrobię sobie 'badania'.
A ja niezmienie pytam się "Na co, mamo?"**.
"No tak ogólnie, profilaktycznie." - pada odpowiedź. :)

*prawdopodobnie dotyczy to pierworodnych dzieci rodziców świeżo przybyłych na Wyspy, bo z czasem się człowiek trohę reformuje :))
** jakieś tam sobie robię, ale jest tego naprawdę niewiele.
-
nemuri_neko
2013/05/28 13:53:43
"Polacy chyba jednak są hipochondrykami (a nigdzie na świecie nie widziałam takiej ilości reklam leków, jak właśnie w Polsce :))"

Reklamy oglądam bardzo rzadko, ale faktycznie w Polsce to się rzuca w oczy: jak nie urok, to sraczka a na wszystko są tabletki no i dzieciom, żeby rosły, syropek. I sama forma przekazu, typu "Masz dolegliwości żoładkowe/wątrobowe/jelitowe? Nie ma sprawy, nażryj się, ile lubisz a potem weź tabletkę, to pomoże!". No ratunku!!


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire