mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży
Blog > Komentarze do wpisu

Siła nawyku czyli zdiagnozuj się sam

Każdy słyszy to, co chce słyszeć.

Kiedy pani M.* z Wydawnictwa PWN zaproponowała mi przeczytanie książki 'Siła Nawyku', od razu na myśl przyszły mi wszystkie moje ZŁE przyzwyczajenia.
Nie wiem, czy to była siła sugestii (pani M. nawiązała do mojego wcześniejszego wpisu o tym samym tytule), czy mój kryzys wieku średniego dał o sobie znać.
Kryzys objawiający się w moim przypadku nie szukaniem młodszego modelu/modela :)), ani nawet nie zwiększonym zainteresowaniem kremami przeciwzmarszczkowymi (to jeszcze przede mną :)), ale poczuciem strasznego marnotrawienia jakże szybko uciekającego czasu, przy jednoczesnej świadomości niezrealizowanych, ba, niepostawionych jeszcze celów.

Książka ‘Siła Nawyku’ przypadła mi więc do gustu, zanim jeszcze miałam ją w rękach i to wcale nie z powodu zachwytów i rekomendacji w iście hollywoodzkim stylu, przeczytanych na stronie promującej amerykańskie wydanie. Nie zrobiła na mnie wrażenia liczba tygodni, przez jakie książka Charles'a Duhigg'a utrzymywała się na liście bestselerów, ani opinie recenzentów wyrażający swe zachwyty na łamach najbardziej prestiżowych tytułów, takich jak The Economist, The Wall Street Journal czy The New York Times Book Review.
Okładka, dostrzeżona gdzieś w księgarni, mimo jaskrawej żółci, też prawdopodobnie nie przykułaby mojego wzroku na dłużej.
No i te ludziki kręcące się w kółko niczym chomiki!

Wiedziałam jednak, że ta książka ...

Czytaj dalej ...

czwartek, 11 kwietnia 2013, fidrygauka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/04/11 07:09:08
Fidrygauko, świetna recenzja. Uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam, o jaką książkę chodzi, bo ostatnio wpadła mi w oko jej króciutka recenzja w "Polityce" lub w GW, no i bardzo mnie zainteresowała. Po tym, co napisałaś, już na pewno pobiegnę do księgarni :) To dla mnie temat na czasie, bo właśnie tydzień temu zupełnie spontanicznie postanowiłam zrzucić to, co mi narosło przez ostatnie 2 lata na ciele...

A jesteś pewna, że w Twojej pętli nawyku umieściłaś dobrą nagrodę? A nie są nią komcie czytelników? ;)
-
ren-ya
2013/04/11 11:36:41
Bardzo fajna recenzja:) Widzę, że książka porusza tematy, które już gdzieś, przy innych okazjach, poznałam. Jakiś czas temu, na jednym z moich ulubionych blogów - Poza schematy - pojawił się cały cykl poświęcony zmianie nawyków. Autorka stworzyła nawet forum, gdzie deklarowaliśmy różne chęci zmian, a potem dzieliliśmy się wrażeniami, problemami i sukcesami w ich wdrażaniu.
Ja też mam taką naturę badacza, a mechanizmy ludzkich zachowań szczególnie mnie fascynują, więc z pewnością w książkę wgryzłabym się, z podobną do Twojej, ciekawością i pasją:)
-
fidrygauka
2013/04/11 15:26:16
@ Żono, dzięki! Choć sama nie wiem, jaki był sens pisania takiej długiej recenzji, jak Ciebie i tak już 'złapali' na krótką zajawkę ;-P
A zatem powodzenia w walce z naroślami!

Co do nagrody, to owszem, komcie są nią również, ale to nagroda wtórna (nie jestem pewna, czy książka mówi o czymś takim? :)))
W moim życiu jest tak wiele porozgrzebywanych stert i pozaczynanych projektów, że jedna DOKOŃCZONA rzecz jest już nagrodą samą w sobie.
Może nawet nie być komentarzy. Będę wracać i czytać sobie tekst na głos :)))
Rozpiera mnie duma, że z całej długiej listy rzeczy do zrobienia, zapisanej w moim nowiutkim kalendarzu mogę skreślić jeden punkt: wpis na bloga.
A teraz jeszcze tylko zostaje: złożenie prania, ugotowanie obiadu, zaszycie spodni, posegregowanie rachunków, posprzątanie łazienki i napisanie paru nieśmiertelnych (i rozmnażających się niczym hydra) raportów do pracy ;))

@ Ren-ya, super blog! Muszę się wczytać, ale widzę, że będzie mi się tam podobać :))
Co do deklarowania zmian ... to pewnie działa. Bo jak się tylko obiecuje zmiany samemu sobie, to łatwo się z tych obietnic wycofać :)
Skupiłam się najbardziej na zmianie nawyków własnych, ale te dotyczące korporacji czy społeczeństw są równie fascynujące i bardziej zaskakujące (jako mniej znane, lub znane tylko wąskiemu gronu socjologów).
Cieszę się, że recenzja Ci się podobała i witam w klubie domorosłych badaczy :)))
-
Gość: Chillax, 199.27.197.*
2013/04/11 15:44:53
Chpeau bas Fidrygałko ! Czyli zimowy kaptur z głowy zdejmuję ( na chwilkę tylko, gdyż zimno okrutne :-) ), aby szacunek wyrazić !!! Nikt mnie tak jeszcze do zakupienia poradnika nie namówił ! Jest Pro, jest Con, jest dygresyjny styl Fidrygauki. Są nawet obrazki ! Temat też, ten tego , bliski sercu mojemu....
Jestem "namówiona" do zakupu książki :-)
-
fidrygauka
2013/04/11 22:27:15
Chillax, dzięki! Choć głowę przed zimnem chroń :))
Jeśli zaś chodzi o 'poradnik', to de facto wiele go w tej książce nie ma. Jeśli oczekujesz konkretnych punktów, to znajdziesz je na dosłownie paru stronach na końcu książki (przeczytałam już w paru innych recenzjach, że ludzie czują się tym rozczarowani).
Fajnie by było mieć magiczną różdżkę do zmiany nawyków.
Takiej jednak nikt jeszcze nie wynalazł, poza autorami fantasy :))
Natomiast jeśli potraktuje się opisane w książce przypadki jako rady, jeśli zrozumie się rządzące nawykami mechanizmy, to będzie to dobrym startem do zmian.
Pozdrawiam
-
viki_on_line
2013/04/11 23:25:51
Czuję, że prędzej czy później też kupię "Siłę nawyku". Książki psychologiczno-motywacyjno-samodoskonalące są dla mnie nieustającym źródłem inspiracji. Dzięki za zachęcającą recenzję.
I jeszcze w sprawie zasady, że jeśli zmieniać, to jeden nawyk i powoli. Oj to jest prawda!!! Ja mam duży problem z niecierpliwością.
Pozdrawiam
:)
-
almetyna
2013/04/11 23:49:43
Świetnie się czyta recenzję i naprawdę piszesz zachęcająco, szczególnie że jestem wielbicielką książek prawie naukowych dla profanów. Na przykład na fizyce się nie znam, a lubię poczytać i na neurologii się nie znam, a lubię i na matematyce, a... itd. Dlatego z żalem wyznam, że skutecznie zniechęciła mnie wzmianka o przypisach i słowa pani Ewy Woydyłło.
Za to jestem zachwycona recenzją!
-
Gość: Fasola, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/12 06:59:49
Tekst perełka, nadzwyczaj zgrabnie napisany. Zastrzeżeń więc nie mam, może z wyjątkiem pentli, którą napisałabym raczej przez ę. Jako czytelnik wspaniałomyślnie jednak wybaczam tę literówkę bo jak dla mnie "Siłę nawyku" mógłby napisać autor tego bloga i nie wiem czy przypadkiem nie czytałoby się tej książki jeszcze lepiej :)
-
fidrygauka
2013/04/12 10:07:25
@ Viki, książka jest naprawdę motywująca, jak się ją czyta. Jak już się człowiek zabiera do konkretnego działania, to już gorzej. I brak cierpliwości tu nie pomaga. Wiem coś o tym :)))
Ale jak się skoncentrujemy na jednej rzeczy, to jakoś pójdzie. Mam nadzieję (jestem na razie w fazie prób i błędów :))

@ Almetyno! O nie! To o Ewie Woydyłło to miało być na zachętę, he, he, he :)))
A czymże Ci pani Ewa zawiniła?
Na pewne usprawiedliwienie przypisów dodam, że są one na końcu rozdziału i są tak skonstruowane, że faktycznie ... właściwie można je ominąć. Nie jest tak, że nie da się czytać tekstu głównego bez przypisów i trzeba co chwila zagldać na koniec rozdziału.
Jest to pomysł o wiele lepszy niż jakby były na dole strony. Ale fakt pozostaje faktem, że jak już zdecydowałam się w nie wczytać, to te uwagi zaskoczyły mnie negatywnie.

@ Fasolo, dzięki za miłe słowa i za odnalezienie literówki. O ile 'recenzentę' było zamierzone, to tu fonetyka [pentelkowa] mnie zwiodła. Na szczęście w innych miejscach napisałam 'pętli', więc faktycznie ... zaklasyfikujmy to jako literówkę (którą oczywiście poprawiłam). To zawsze ładniej brzmi niż 'ortograf' :)))
Co do pisania ksiązek, to ... już przy pisaniu tej recenzji przekonałam się, że to nie takie proste napisać 'oficjalny' tekst, który mógłby wyjść poza zacisze bloga. Tak więc na razie za pisanie książek się zdecydowanie nie zabieram.
-
almetyna
2013/04/12 12:22:01
Fidrygauko, te słowa:
"Nie wierzę oczywiście w cuda ani bajki, a tym bardziej w to, że..." mogę ja też powiedzieć, szczególnie "a tym bardziej w to...". Kontestatorka nawykowa ze mnie ;-) A może ja po prostu nie lubię poradników? W gruncie rzeczy lepiej (moim zdaniem) poszerzać wiedzę, także dzięki lekturom, ale działać według własnych poradników. Od tylu lat obserwuję jak naukowcy coś odkrywają, ludzie dobrze poinformowani wybierają, dajmy na to margarynę, a potem się okazuje, że masło lepsze, byle z ilością nie przesadzić.
Widzisz, ja lubię personalizację, hi, hi.

A do recenzji się nadajesz, jak najbardziej.
Miłego dnia
-
2013/04/13 07:56:49
Wspaniale to napisałaś mnie ta recenzja dała do myślenia, jeśli trafię na książkę to z pewnością ja przeczytam. W przeciwieństwie do Almetyny nazwisko pani Ewy Wojdyłło mnie zachęciło, ponieważ niedawno czytałam jej " Poprawkę z matury". Znalazłam tam wiele mądrych rzeczy i opisów mechanizmów znanych mi z autopsji. Również w tym co piszesz o swoich porażkach na polu walki z nawykami znalazłam odbicie tych, jakie sama poniosłam i nadal ponoszę...Nigdy nie byłam osobą zorganizowaną a może jeszcze gorzej: mam głęboką potrzebę bycia zorganizowaną a dezorganizacja jest moim buntem i przejawem autodestrukcji, niczym samookaleczanie dla nastolatka chcącego zwrócić uwagę na swoje problemy...ale nigdy nie jest za późno, może spróbuję raz jeszcze...dzięki za tę interesującą i niebanalną recenzję.
-
fidrygauka
2013/04/13 13:44:07
@ Almetyno, nie będę Cię na siłę przekonywać, bo z kontestatorami bywa tak, że im mocniej naciskasz, z tym większym przekonaniem mówią 'Nie!' :)))

Muszę jednak sprostować jedną rzecz: ta książka nie jest poradnikiem! (przeczytałam moją recenzję jeszcze raz i faktycznie, można by wysnuć taki wniosek). Same rady zajmują de facto parę stron na końcu książki, gdzie autor opisuje, jak sam 'namierzał', co powoduje jego nawykowe jedzenie popołudniowego batonika. Czytałam parę innych recezji i wiele z nich wręcz zarzuca tej książce zbyt małą ilość porad.

Większość wniosków właściwie trzeba wyciągnąć samemu i na ich podstawie próbować coś zmieniać.
'Siła nawyku' przekonała mnie swoją szczerością - nikt mi nie obiecywał, że jeśli zrobię ileś tam kroków, to mam murowany sukces.

Ale oczywiście rozumiem Cię, bo sama otrzymałam od przyjaciółki książkę, która - mimo jej gorących rekomendacji - irytuje mnie już samym streszczeniem na tylnej okładce i raczej się za nią nie zabiorę.

@ Sukienko, ja panią Ewę Woydyłło uwielbiam jeszcze od czasów jej felietonów w 'Twoim Stylu', który czytywałam jakieś 20 lat temu :))) Wydaje mi się osobą szczególnie wiarygodną, jako psycholog, psychoterapeuta i (niestety) osoba 'ćwicząca' wiele trudnych lekcji życiowych na sobie.
Ale rozumiem, że Almetynę jej słowa nie przekonują (tak jak i mnie nie przekonują słowa mojej przyjaciółki, o czym pisałam w powyższym komentarzu).

Co do Twojego niezorganizowania, to ... naprawdę trudno w to uwierzyć, czytając Twojego bloga (i mając na uwadze, jak masz to wszystko skatalogowane - nie tylko rzeczy już opisane, ale też przecież materiały wciąż nieopublikowane, które co i raz prezentujesz). Wiele już odkryłyśmy wspólnych cech między nami, ale ta jest dla mnie chyba najbardziej uderzająca: potrzeba bycia zorganizowaną + jednoczesny bunt niezorganizowania! Odczuwam to identycznie - uwielbiam porządek, regularność, symetrię, czystość, ale jednocześnie wiele z tych rzeczy 'nawala'. I tak jak Ty, mam wrażenie, że ma to swoje głębokie korzenie w dzieciństwie.
Trzeba jednak próbować. Nie ma co 'na złość babci odmrażać sobie uszu' :))
Powodzenia!
-
Gość: AleksandraR, *.static.arv.siw.siwnet.net
2013/04/13 16:43:04
Fidrygauko, jestem pełna podziwy dla Twojego talentu recenzenta (i wstydu, że ja na moim ostatnimi czasy ograniczam się do 10 zdań i zdjęć... taki czas...)

książkę kupię, na pewno, i przeczytam (po czym AleksandraR sięgnęła po kolejne ciasteczko i łyczka herbatki z mlekiem)

jako, że ja WIERZĘ, że nie ma przypadków, podzielę się czymś, co wczoraj czytałam... tak, wczoraj, i dzisiaj aż tłumaczyłam to mężowi bo mnie tak poruszyło... Twój dzisiejszy tekst jest idealnym komentarzem to tamtego (albo na odwrót) - człowiek JEST czymś innym niż zwierzęta (przepraszam niniejszym, ze wklejam ci religijny vel propagandowy link, ale tam był ten artykuł) www.pch24.pl/ateizm--czyli-urojona-wizja-czlowieka,13259,i.html

-
Gość: AleksandraR, *.static.arv.siw.siwnet.net
2013/04/13 17:41:01
P.S. ja ostatnio też wróciłam do kalendarza i notatek
i pisania pamiętnika, i to piórem wiecznym (ale to z przerażenia, że przestaję umieć pisać bez klawiatury)
i do robienia jednej rzeczy na raz

o jednym nawyku na raz jeszcze nie słyszałam, ale brzmi logicznie
-
2013/04/14 12:20:58
I w ten sposób, kolejna książka zalegnie na liście "do kupienia".
Z tym robieniem notatek czy też list, to jednak racja. pamiętam, jak będąc na studiach jeszcze, z upartością maniaka zapisywałam wszystko! i teraz dochodze do wniosku, że byałam wtedy o niebo lepiej zorganizowana. Chyba do tego wrócę, może uda mi się zrealizowac więcej rzeczy w danym dniu? a może przynajmniej nie zapomnieć o czymś na wieki?

Dzięki za świetną recenzję


Anka
-
fidrygauka
2013/04/15 21:00:31
@ Aleksandro, uff ale wytoczyłaś działo! Ateizm ... nie wiem, czy jestem w stanie unieść ciężar tego tematu w poniedziałkowy wieczór. Przeczytałam artykuł i mimo iż jestem osobą wierzącą, to niektóre stwierdzenia mnie rażą np.
"Tyle tylko, że ateizm alienuje człowieka od tego wszystkiego, co w nas specyficznie ludzkie i co sprawia, że jesteśmy w stanie zachowywać się w jakościowo inny sposób niż zwierzęta."
"Ateizm to system, który nie widzi istotnej różnicy między antropologią a zoologią, między popędami a wolnością, między instynktem a miłością. Ateiści widzą w człowieku zwierzęcość, a w zwierzętach dopatrują się człowieczeństwa." - Naprawdę?! Nie znam żadnego silnie wierzącego ateisty (wg autora ateiści przyjmują system wierzeń :))), więc trudno mi to zweryfikować.

Myślę, że wiele osób, które uważa się za ateistów, to po prostu ludzie zniechęceni do jakiegoś systemu religijnego, odcinający się od narzucanych (często na siłę, lub pod presją wyalienowania) zasad i nakazów.

Mi samej byłoby mi trudno uwierzyć, że niewiele mnie różni od zwierząt (szczególnie od kotów :)))

I była taka piosenka: Trudno nie wierzyć w nic ...
Ale w moim wpisie o 'trudnym warunku wiary', chodziło o to, że z jednej strony szczur nie potrzebuje wiary, żeby się pozbyć nawyku, a człowiek już tak? - zgrzyta mi to trochę.

A co do recenzji (dzięki za słowa uznania :)), to ... zauważ, że to na razie moja pierwsza (i pewnie długo jedyna), albowiem proces to czasochłonny wielce! No i moje dzieci są jednak trochę starsze od Twojego synka.

W kwestii zaś charakteru pisma, to w moim przypadku jest to istna tragedia! Niestety komputer zawładną mną całkowicie i bazgrolę jak kura pazurem. Może i nad tym przydałoby się popracować :)))

@ Hrabino, może na późniejszym etapie, jak się ma już te nawyki mocno utrwalone, nie trzeba robić notatek. Ale na początku pracy nad zmianą pewnych zachowań działa to bardzo motywująco :)
Cieszę się, że recenzja Ci się spodobała :)


-
2013/04/15 22:53:28
No tak i teraz znow mi urosnie lista zakupow!
-
almetyna
2013/04/16 13:24:06
@ AleksandraR
Przepraszam Czesiu, że wszczynam dialog z Aleksandrą na Twoim blogu, ale nie mam gdzie.

Oceniam na pałę artykuł, na postawie jego PIERWSZEGO AKAPITU:
Zaczęłam czytać ten tekst... i chyba nie skończę. Nóż w kieszeni by mi się otworzył, gdybym go tam miała. W zasadzie jestem dobrotliwie nastawiona do świata, a tu proszę...

Już sam tytuł jest wkurzający (Ks. Marek Dziewiecki,
"Ateizm, czyli urojona wizja człowieka"). A dalej jeszcze gorzej.

"Ilekroć rozmawiam z ateistami, za każdym razem dziwię się temu, iż żaden z nich nie wyciąga wniosków z historii ateizmu. Moi rozmówcy potwierdzają swoją postawą i swoim sposobem prowadzenia dyskusji, że stali się więźniami własnego systemu wierzeń.
Irracjonalizm wiary ateistów".

Jeśli tak się zaczyna na portalu ponoć chrześcijańskim (piję do miłości bliźniego), to nic dziwnego, że dialogu między wierzącym a niewierzącymi być nie może. Przynajmniej z tym panem. Ten pierwszy akapit jest postawieniem tezy, której bzdurności nawet nie chce mi się uzasadniać. A arogancja i poczucie wyższości autora biją po oczach. Każde słowo można zamienić na przeciwne znaczeniowo, a wyjdzie taki sam idiotyzm.

Autorze! (Wiem, że tu nie zajrzy, nie szkodzi).
Brak wiary z definicji nie jest wiarą, nie stanowi zrębów żadnej religii i często wcale nie dotyczy poglądów religijnych. Przynajmniej w moim wykonaniu, a nie jestem jakimś wyjątkiem. Wiem, że istnieją wojujący ateiści, ale to chyba jednak przechył wahadła w stosunku do wojujących chrześcijan. Ja się do wojujących nie zaliczam. A pan autor chyba takich wojujących odławia z sita, tylko z nimi gada i uogólnia.

Zawsze ubolewałam, że niewiara semantycznie bierze się z negacji wiary. W moim wykonaniu jest to program pozytywny, z wiarą nie mający (w zasadzie) związku.

PS. Sugestia dla autora artykułu: pora żeby zaczął wyciągać wnioski z historii religii - uwaga - liczna mnoga. Coś tam o belce w oku, też dobrze by było, gdyby sobie przypomniał. A ponoć ksiądz...



-
almetyna
2013/04/16 19:42:09
Oj, Fidrygauko, przepraszam za pomyłkę, nazwałam Cię Czesią, zupełnie niesłusznie.
-
2013/04/17 03:26:33
po takiej recenzji nie moge nie powrocic do lektury; ksiazka znudzila mnie w polowie i przerwalam chociaz pierwsze rysunki zaczely mnie motywowac, cierpie na nieumiejetnosc trzymania sie jednej rzeczy. Takze obiecalam sobie prowadzenie (kupienie) kalendarza/dzienniczka/organizatora, tablica od lat w planach, ale jeszcze nie zrealizowalam, naklejam post-in gdzie sie da albo spisuje listy i zapominam o nich :)
-
fidrygauka
2013/04/17 10:36:56
@ Edyto, zawsze możesz od kogoś pożyczyć ;-P

@ Almetyno, fakt, trochę się zdziwiłam tym nieoczekiwanym przechrzczeniem :)

@ Artdeco, nie ma szans, żeby jakakolwiek książka podobała się wszystkim. Ale zawsze możesz podjąć drugą próbę :))
Ja z kolei nie lubię niedokańczać książek. Zawsze liczę, że może mnie coś zaskoczy. Chyba że się naprawdę bardzo, bardzo zmęczę (ale nie przypominam sobie, żeby ostatnio to robiła - może gdybym miała stosy nieprzeczytanych książek, czekających w kolejce :)))
-
nowikaa
2013/04/17 11:39:38
Bardzo ciekawie opisałaś tę książkę, muszę do niej zajrzeć. Może w końcu oduczę się sięgania do lodówki wieczorem, zaglądania na fejsa w pracy, włączania TV z nudów i kilku innych rzeczy...
-
fidrygauka
2013/04/17 11:43:01
Nowikaa, ja co prawda nie mam telewizora, a na facebook nie mogę wejść z rządowego komputera :)) (pracuję dla jednej z londyńskich gmin), to z lodówką utożsamiam się jak najbardziej i też zamierzam temu wytoczyć wojnę (ale to w następnej kolejności - po utrwaleniu JEDNEGO nawyku czyli regularnego zapisywania i planowania :))
Życzę Tobie i sobie powodzenia!


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire