mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży
Blog > Komentarze do wpisu

Będę recenzentę

Mam ci ja skrzynkę mailową na gazeta.pl
Zaglądam do niej rzadko, bo mam kilkal innych 'główniejszych', które muszę codziennie obsłużyć.
W ostatnich zawieruchach zaglądałam tam jeszcze rzadziej.
Aż tu razu pewnego, po zalogowaniu się na fidrygauka@gazeta.pl, spotkała mnie bardzo miła niespodzianka.
Ale zacznijmy od początku ...

Podobno nie pamiętamy pierwszych dwóch lat naszego życia. Jeśli kotłują się nam po głowie jakieś obrazy z wczesnego dzieciństwa, jak na przykład spadający na nas kredens, któremu uprzednio odcieliśmy nóżkę przy pomocy zestawu 'Mały Majsterkowicz', to najprawdopodobniej są to efekty wielokrotnie powtarzanej z okazji rodzinnych spędów historii (takie darcie łacha :))
Myślę, że ta teoria jest prawdziwa.
Ja w każdym razie nie pamiętam nic a nic ze swoich lat szczenięcych.
Pierwsze wspomnienie, bardzo zresztą mocno wyryte w mej dziecięcej pamięci, to ...

http://fidrygauka.blox.pl/resource/bede_recenzente.jpg



Czytaj dalej ...

środa, 03 kwietnia 2013, fidrygauka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
milexica
2013/04/03 14:12:59
No to super, że książka wstrzelona w gusta :)
Gratuluję...
A co do tych nastolatek... dziwię się wydawnictwom, że wysyłają ksiązki do zrecenzowania blogerkom których jedynymi czytelnikami jest koleżanka z klasy, kolega z podwórka i pies. Nikt tego nie sprawdza? Nie chcą statystyk?
-
zakuurzona
2013/04/03 14:46:36
"czytanie nielubianych dotąd gatunków jest dobre, bo ... poszerza horyzonty"
miałam coś mądrego napisać, ale leżę i kwiczę.
też niedawno trafiłam na to forum. dotąd nie miałam pojęcia, że blogosfera książkowa jest tak...hmm...bogata.
jestem ciekawa co za książkę dostałaś.
p.s. widziałam ostatnio na jakimś blogu recenzję "cudu mąki kokosowej" :)))
-
veni23
2013/04/03 15:07:37
Krótko napiszę, bo mi się spieszy stasznie; super sprawa :) Naprawdę serio fajnie i naprawdę dobrze wybrali :))))
-
fidrygauka
2013/04/03 15:35:34
@ Mlexica, niektóre wydawnictwa pytają o statystyki, jeszcze inne każą się przez miesiąc linkować na blogu, zanim wyślą książkę (więc każdy ma trochę za uszami :))
Przejrzałam parę blogów założonych w czasie powstawania zlinkowanego wątku (na forum nakanapie.pl, w 2011) i część z nich ma się całkiem dobrze, ale sporo padło.

@ Zakuurzona, Ty tu kwiczysz, ale skąd wiesz, może jakiś lekarz kolorami się zrodzi w ramach tego poszerzania horyzontów? ;)
A z tą recenzją o mące to aż mi się nie chce wierzyć. Z chęcią bym ją przeczytała :)
PS. tytuł książki zdradzę niedługo ;)

@ Veni, są tylko dwa problemy: bym nie kończyła tej recenzji tak długo, jak recenzji książki Mesje Piecyka i ... żebym za bardzo nie odleciała z dygresjami, żeby czytelnicy dobrnęli do właściwej recenzji (bo ostatnio mam jakiś taki słowotok, chyba dlatego, że tak rzadko piszę :)), a nie pogubili się w skojarzeniach, aluzjach i wtrętach, he, he.
-
2013/04/03 15:57:34
Veni ma rację - bardzo dobrze wybrali. I tak sobie myślę, że z moimi mądrymi tytułami wpisów mogę dostać do zrecenzowania tylko ulotkę agencji towarzyskiej ;))) więc tym bardziej podziwiam i zazdraszczam ;)
-
2013/04/03 19:06:38
Droga Fidrygauko, skoro to Ty dostaniesz książkę tzn., że recenzją ma być Twoja - ze wszystkimi dygresjami i zawiłym tokiem myślenia, który tak bardzo wszyscy uwielbiamy :)

A książka Pana Piecyka interesuje mnie tak samo jak cud mąki kokosowej :D
-
emilya5
2013/04/03 21:04:57
Uf, głowa mnie rozbolała od tych wszystkich zależności, recenzji, książek z gardła wydawnictw wydartych, zębów połamanych na okładkach i w ferworze dyskusji, komu bardziej się należy. Brrr.
Z tym większą niecierpliwością czekam na poznanie tytułu książki, którą otrzymałaś do zrecenzowania, gdyż jestem bardzo ciekawa, co też tak przypadło ci do gustu :) Obstawiam, że to coś pomiędzy literaturą faktu, biografią, a podróżami :)

Pozwolę sobie jeszcze nieśmiało zauważyć, że są nadal miejsca, gdzie mleko się kwasi, a potem przerabia na serek. Tam, gdzie krowy machają ogonami, a mleko jest prawdziwe, bo z tego sklepowego nici z serka. I co gorsza siedzę teraz i myślę o tym mleku kwaśnym, tak, że można go nożem kroić, jak już się z wierzchu zbierze gęstą śmietankę :) Ach, na upalne popołudnie letnie, czy może być coś lepszego ;P
-
Gość: monika jall, *.9-3.cable.virginmedia.com
2013/04/03 23:23:25
Gratuluje! no dobra, po trosze zazdroszcze, ale przeciez nie prowadze bloga o ksiazkach, ani nawet sie nie wysllam, zeby napisac na jakikolwiek temat:) Ciesze sie bardzo Twoim prezentem i juz nie moge doczekac sie recenzji. Pozdrawiam serdecznie.
-
2013/04/04 01:01:21
a niech i będą dygresje, lubię te Twoje odloty.
Dzięki, że mi się tu nie oberwało, a wręcz przeciwnie.
Te wszystkie wojny mnie jakoś omijają, poza jedną, na którą wpadłam, więc za bardzo nie wiem, o czym mówisz, ale słyszałam tu i ówdzie to wyobrazić sobie mogę.
Ciekawa jestem, co to bedziesz czytać. Metro wyłącz, jakiejś słuchawki czy co, żebyś dała radę :-)
-
ren-ya
2013/04/04 07:37:43
Serwatkę pijało się, a jakże, latem, schłodzoną, z lodówki, ale osobiście bardziej wolałam maślankę, którą otrzymywało się z gęstej, tłustej śmietany, po ubiciu z niej (domowym sposobem w słoiku) masła:) Moja mama jest technologiem przem. mleczarskiego - świat nabiału nie ma przede mną tajemnic;) W odróżnieniu od świata blogowych recenzentów - nie miałam pojęcia, że tam tak tłoczno i hałaśliwie...

I czyż nie mówiłam, że świat się jeszcze na Fidrygauce pozna? Gratuluję i czekam niecierpliwie na recenzję!
-
fidrygauka
2013/04/04 11:44:52
@ Ha, ha, Berberys, Ty jak zwykle masz zawyżony poziom autoironii :))
Moim zdaniem Twój cięty języczek i liczba komentatorów (pamiętasz, followersi itp.) czyni z Ciebie łakomy kąsek. No i załóż sobie fanpage! ;-D

@ Żono, chyba masz rację. Recenzja musi być w moim stylu. Na profesjonalnego recenzenta się nie nadaję, więc zrobię to po swojemu :)
Pocieszyłaś mnie, bo ja zawsze mam wątpliwości czy nie mącę za bardzo. Szczególnie jak czytam blogi, gdzie ktoś potrafi mnie rozśmieszyć dwoma słowami. Mi podobny zabieg zajmuje przynajmniej jeden paragraf :)
A co do książki Piecyka, to ... po mojej recenzji Cię zainteresuje, he, he, he.

@ Emilya, mnie też mocno bolała głowa po tej lekturze. Musiałam tę traumę z siebie wyrzucić i stąd ten wpis :)
Kwaśnego mleka nie piłam od lat! Ale mi smaku narobiłaś! Mimo zimna wyżłopałabym porządny kubas. Ale już serwatkę niekoniecznie :)
A co do gatunku, to ... wszystkie wymienione przez Ciebie lubię. Więcej nie powiem ;-P

@ Moniko, według teorii niektórych znawców to nie ma czego zazdrościć. Ot, wydawnictwu się to opłaca. 'Korzystają' z moich stałych i przypadkowych czytelników :))
Ale w tym przypadku korzyść jest obopólna, bo książa po prostu idealnie wpasowała się w mój obecny nastrój.

@ Kasiu, obraz jest oczywiście mocno przesywany. Nie twierdzę, że mole książkowe nic innego nie robią, tylko się kłócą, ale zdarza się im :) Myślę, że poszukiwania ograniczone słowami kluczowymi 'egzemplarz recenzencki' przedstawiły mi pewne zagadnienia dość groteskowo.
Ale wiem, że Ty umiesz przymużać oko :)
Co do czytania w metrze, to staram się czasami czytać, głównie po polsku, bo wtedy nie muszę wkładać w to tyle wysiłku :)) (a z książkami po polsku u mnie nieciekawie). Mam bardzo mał podzielną uwagę, co przy ciągłym (tak średnio co 20 minut) przesiadaniu się nie sprzyja czytaniu. Poza tym wszystko mnie rozprasza. A słuchać nie mogę tym bardziej - wyłączam się. Jestem typowym wzrokowcem.

@ Ren-ya, nooooo, jeszcze nie cały świat, tylko JEDNA pani (już sobie wyobrażam, jak się niektórzy starzy wyjadacze ze mnie śmieją: dostała baba jedną książkę i aż stworzyła o tym cały wpis, zanim jeszcze recenzję napisała; no ale co ja na to poradzę, że się cieszę :)))
Ale kto wie, kto wie ... książka jest inspirująca i może w efekcie końcowym, za parę lat śwat o mnie usłyszy. I napiszę we wstępie do mojej własnej książki: Pamiętam ten dzień, kiedy z niecierpliwością rozrywałam szarą kopertę z wydawnictwa PWN :)))

Na razie ważniejsze jest dla mnie, by słyszały mnie moje własne dzieci, a z tym niestety jest kiepsko :)

Co do maślanki, to można kupić w polskim sklepie, ale jakoś mi ostatnio nie podchodzi. Pamiętam, że w Szwecji to było moje ukochane jedzenie: maślanka z płatkami. Ale jakie oni tam mieli maślanki! Do wyboru, do koloru (czyt. smaku).
-
obiezy_swiatka
2013/04/04 16:11:12
Z niecierpliwością czekam na recenzję ;) I już się cieszę ;)
Fajnie, że Ciebie wybrali! :)
O.
-
fidrygauka
2013/04/04 16:15:12
Obieżyświatko - jako jedną z wielu blogerów - podejrzewam (sądząc po innych recenzjach :)), co oczywiście nie umniejsza mojej radości!
Recenzja się pisze.
-
Gość: mukla, *.icpnet.pl
2013/04/04 20:54:11
Fidrygauko, jam księgara, zatem temat mi bliski. Książek czytam dużo (taa... nie tylko tych dla dzieci) z racji wykonywanego zawodu ale i dlatego, że najzwyczajniej w świecie lubię. Rozumiem zatem, że ktoś ma pasję czytelniczą i potrzebę dzielenia się nią z innymi. Sama bloga literackiego nie posiadam i posiadać nie będę*, bo po ośmiu godzinach gadania o książkach pisanie o nich jest ostatnią rzeczą na którą mam ochotę. Nie rozumiem jednak tej blogowej zachłanności (żeby nie powiedzieć żebraniny) na darmowe tytuły z wydawnictw. Często byle jakie, byle były. Osobiście nigdy, ale to nigdy nie odebrałabym sobie przyjemności dokonywania wyboru lektury. Sama najlepiej znam swoje gusta literackie, to ja decyduję na co w danej chwili mam ochotę (a ochoty miewam zmienne) i za Chiny nie pozwoliłabym sobie w tej kwestii nic narzucić. Wiadomo, nie zawsze jestem ze swoich literackich wyborów w pełni zadowolona, ale to są moje wybory i nikt nie oczekuje ode mnie w zamian ochów i achów. Książki czyta się przecież dla przyjemności, a nie dla coraz to wyższych stosików na biurku.
Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony moim komentarzem. Rzecz jasna nie chciałam wbijać szpili we wszystkich recenzentów, tylko w te skrajne przypadki, choćby tego typu: facetczyta.blogspot.co.uk/2011/02/jak-otrzymywac-egzemplarze-recenzenckie.html
Tobie, kochana, oczywiście gratuluję (wszak to trochę inna sytuacja) i wprost umieram z ciekawości cóż to takiego trafiło w Twoje ręce.

*gdybym jednak posiadała, pisałabym o tym co mnie zachwyciło, a nie o tym do czego się zobowiązałam.
-
Gość: mukla, *.icpnet.pl
2013/04/04 21:00:35
A swoją drogą, uwielbiam te prześliczne okładki Penguinowskiej serii ze zdjęcia które zamieściłaś. Też już je kiedyś pokazywałam :-)
-
fidrygauka
2013/04/04 23:10:42
Mukla, z wyborem różnie bywa. Ja np. mam mały wybór polskich książek, więc biorę, 'co biblioteka da' (zresztą ostatnio 'staczam walkę' o polskie książki, których jest garstka na półce ... Eastern Europe, podczas gdy inne języki, dominujące w UK poza angielskim :)) mają całe działy i to całkiem dobrze zaopatrzone :))
Więc DO PEWNEGO STOPNIA rozumiem chęć otrzymywania darmowych egzemplarzy, szczególnie przez gimnazjalistki z ograniczonym budżetem :))
Zresztą argumentów 'ZA' jest jeszcze parę (nie będę przytaczać, bo co się mam powtarzać; w necie już wszystko jest :))
Ale w nietórych przypadkach urosło to chyba do absurdalnych rozmiarów i można to tylko porównać (gdzieś o tym ostatnio czytałam, ale nie wiem gdzie), do rzucania się na szwedzki stół i napełniania talerzy wszystim, co tylko jest dostępne, aż się będzie wysypywać, tylko dlatego, że 'za darmo' i można jeść bez ograniczeń.

No i podobno wcale nie trzeba wypisywać ochów i achów na siłę :))

Myślę, że Czytający Facet jeśli naprawdę pomógł swojej kuzynce założyć bloga 'zdobywczego', to zrobił to tylko w celu opisania absurdu tego procederu (tak przynajmiej wynika z jego innych wpisów), który - wygląda na to - istnieje.

A książki Penguina przecudowne!

Ps. A w ogóle to z tymi ezemplarzami recenzenckimi, to same problemy.
Jeszcze mnie urząd skarbowy będzie ścigał za nieopodatkowane prezenty :))))
-
ninga
2013/04/05 13:42:12
Ho ho ho!
Ciekawosc mnie zzera dla jakiej ksiazki stalas sie targetem
A i milo - nie ukrywam - przeczytac byo i sobie w tym wpisie e
Nie mialam pojecia o istnieniu bulgoczacego bajorka ksiazkowych blogaskow
To ze ono istnieje i budzi takie emocje bardzo mnie ucieszylo
Serio
To znaczy ze jednak ksiazki jeszcze ciagle sa jakas wartoscia
nawet niech 5% z nich wezmie potem i taka nie dana jako prezent wydawcy do reki
to w obliczu stanu czytelnictwa duzo znaczy
A do czytania w komunikacji polecam czytniki, o ile na kanapie ksiazka, to poza domem czytnik jest nie do zastapienia
ps. nie widze w kompie ziecia ikonki z klawiatura
-
ninga
2013/04/05 13:47:41
A i tu w Ladku w polskich sklepach jest zsiadle mleko Krasnystawu
W tej chwili najlpesze z tych co sa na polskim rynku
-
fidrygauka
2013/04/05 18:54:08
Ninga, taki artument też padał w dyskusji - jak się młodzież rwie do czytania, to niech czytają, choćby zaczynali od darmowych egzemplarzy :)
Twoje recenzje lubię, bo są krótkie i nieprzesłodzone. Stąd wiem, że jak się już wypowiesz pozytywnie, to coś w tej książce jest. Sprawdziłam parę razy i się potwierdziło :)
Czytnik może będzie jakimś rozwiązaniem, ale to bardziej ze względu na większe możliwości ściągnia sobie e-booków. Ale z moim brakiem koncentracji i tak będzie trudno. Może popracuję trochę nad sobą?

Muszę poszukać tego kwaśnego mleka. U nas nie ma.

Ps. Co do ikonki z klawiaturą, to spróbuj przez Control Panel / Change Keyboard / na General ustaw 'Polish', a na Language Bar 'docked in the taksbar' i wtedy powinno Ci się pojawić na dole EN, a po naciśnięciu powinnaś mieć opcję PL.
-
2013/04/06 22:04:09
Jak widać po raz kolejny jestem frajerką, bo opisuję wrażenia z lektur bezinteresownie :) Choć rzadko.
-
2013/04/08 23:30:43
super, gratuluję :)
-
Gość: inwentaryzacja krotochwil, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/09 19:01:04
Byłam ciekawa jak się też twoja blogokariera rozwinie i mogłam przewidzieć, że zostaniesz w końcu ręncęzętę (nigdy za wiele ę!)

Tylko nie możesz być taka niesprawiedliwa - jestem pewna, że lektura takich pozycji jak ABC różdżki i Cudowne znaki poprawiłaby twoją jakość życia ;) I picia może też - choć ciężko powiedzieć z rozpaczy czy na wesoło...

Lubię jak piszesz o blogerstwie i takich tam - jeszcze mam zamiar wracać do tego posta, bo długi i nie wiem czy wszystko zapamiętałam ;)
-
fidrygauka
2013/04/11 14:59:50
@ Bezcielesna, eee tam od razu frajerką! Tak robi więszość osób piszących o książkach.
A wymiana barterowa ... no, może trochę przejaskrawiłam to zjawisko (acz przyznaję, że rzuciło mi się w oczy dość mocno).

@ Edyta, dzięki :)

@ Inwentaryzacjo, moja - jak to uroczo ujęłaś - blogokariera raczej nie rozwinie się w kierunku recenzowania, albowiem (jak się przekonałam na własnej skórze), to czynność czasochłonna i wcale niełatwa. A do tego ta 'konieczność' napisania czegoś działa trochę odstraszająco, przynajmniej na moją upartą duszę :)))
Ale samo doświadczenie - nie powiem - miłe.

Może i jestem niesprawiedliwa, co do różdżek, nimf i innych zagadnień ezoterycznych, ale obie dobrze wiemy, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Trudno, wydawnictwo Esprit na pewno będzie prosperowało i bez moich recenzji.
A za zmiany w swoim życiu wolę być odpowiedzialna sama, choć nie ukrywam, zwalenie winy za niepowodzenia na jakieś siły tajemne jest dość wygodne :)

No właśnie, coś ostatnio mi się te wpisy wydłużają. I tak się dziwię, że ktoś to doczytuje do końca (może z pominięciem środka? :))
Blogosfera to nader ciekawa materia - myślę że jeszcze będę ją zgłębiać. Kto wie, może się będę doktoryzować? ;)
-
almetyna
2013/04/11 23:26:58
Fidrygauko, bardzo się ubawiłam tym wpisem. I rowerek i serwatka i... nie uwierzysz... ja mam te trzy szafki na prawo od wejścia, na tym właśnie Muranowie. Od kilku dobrych lat już mam te szafki, a nie od maleńkości, ale jestem przywiązana porównywalnie.
Pozdrawiam
:-)

PS. A za peerelu to moja mama dostawała takie egzemplarze w dużych ilościach i je hurtem nosiła do księgarni, gdzie pani księgarka je wymieniała na takie co mama chciała przeczytać. I mówiła ta księgarka, że koleżanka z delikatesów wymienia lekarzom koniaki i czekoladki na coś do jedzenia. To były czasy.
-
fidrygauka
2013/04/12 10:15:12
Almetyno, faktycznie wpis jest dość eklektyczny :)
A co do pawlaczy, to faktycznie mają one swój nieodparty urok!
Tak jak i Muranów, który - jak słyszałam - ostatnio robi się bardzo modną dzielnicą :))

Faktycznie wymiana za czasów PRL-u była ciekawa.
Moi rodzice nie mieli takich możliwości (choć mieli inne, jak np. wysyłanie mnie na różne kolonie; zwiedziłam więc wtedy pół Polski)
Z osobliwości pamiętam tylko ... 'babkę cielęcinową', tkóra przywoziła świeżą cielęcinę poowijaną w gazety i niezbyt czystymi rękami dystrybuowała ją po zakładzie pracy mojej mamy, czyli po ... instytucie naukowym. Podobno był to niezapomniany widok tych wszystkich doktorów i profesorów, gromadzących się w białych kitlach nad skromną babiną. Ale za to z niedostępną nigdzie indziej cielęciną (zapewne nieprzebadaną i nielegalnie ubitą, ale kto by o tym wtedy myślał, znudzony mortadelą i pasztetową :))
Pozdrawiam :)


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire