mozolne oswajanie angielskiej rzeczywistości czyli zbiór fidrygałek wszelakich oraz lekko filozoficznych przemyśleń i obserwacji z podróży, gdy czas się dłuży i człek się nuży
Blog > Komentarze do wpisu

Khwala

Odkąd - po przeprowadzce na Wyspy Szczęśliwe - wszystkie moje dzieci zostały umiejscowione w lokalnych placówkach edukacyjnych, starałam się w nich udzielać.
Z czynem społecznym miało to niewiele do czynienia.
Nie targało mną też poczucie obywatelskiego obowiązku, ani narastające współczucie wobec uchetanych (acz wyglądających na szczęśliwe i spełnione) nauczycielek.

Kierowała mną nieogarniona ciekawość i przemożna chęć poznania angielskiego sposobu nauczania.
W końcu miałam w jego szpony oddać moje najmądrzejsze, najpiękniejsze, nieskażone systemem (tudzież tostami z fasolką w sosie pomidorowym), relatywnie posłuszne i ułożone dzieci.
A wiecie, jakie niestworzone historie krążą o angielskich szkołach wśród polonii?
Że dno, że nic nie uczą, że ależ w ogóle, ci Anglicy to opuszczają szkolne mury nic nie potrafiąc i ledwie dukając (a już bójcież się Boga, żeby stolic nie znać?!)
Na początku swej zawrotnej kariery pracowałam tylko przez trzy dni w tygodniu. Postanowiłam więc jedno przedpołudnie poświęcić na przesiadywanie w szkole i robienie za panią TA (teaching assistant, co w wolnym tłumaczeniu niestety brzmiało: służka wyjdź spod łóżka, pozamiataj panu).
Z obserwacji wtedy poczynionych mógłby powstać niejeden blog :)
Angielska szkoła zaprezentowała swoje różnorodne oblicza, rozwiewając większość moich obaw w sposób tak przekonujący, że jestem w stanie obalić i obśmiać niemalże każdy z powyższych zarzutów (co nie znaczy, że brytyjski system edukacyjny jest bliski ideału, a zachowanie wyspiarskiej młodzieży zachwyca).

Dziś jednak chciałam tylko o jednym aspekcie ...

Wśród siedmiu muzułmanek w klasie mojego syna Khwala (wym. Kola) wyróżniała się najbardziej. O ile ...

http://fidrygauka.blox.pl/resource/dziewczynki_w_mundurkach_i_hijabach.jpg

 Czytaj dalej ...
środa, 27 marca 2013, fidrygauka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Bebe, *.adsl.alicedsl.de
2013/03/27 19:15:07
Wow! Po pierwsze, dobry kawałek tekstu. Naprawdę. I nad nim muszę się chyba na chwilę zatrzymać...Ten Disneyland trochę przypomina mi kulturę Irlandzkich Travellers. Tam też dziewczynkom pozwala się zażywać życia i nauki, do ślubu (wczesnego zresztą). Niektórym to dopowiada, bo małżeństwo i rodzina to punkt honoru i szczyt marzeń. Inne, a jest ich mniej, włamują się...na ogół bez poparcia rodziny. Czasem mam wrażenie, że pochodząc z innego kręgu kulturowego, nie zrozumiemy tego nigdy. Trzeba w tym żyć, żeby choć trochę pojąć.

Te zdania: "Dlaczego przyjeżdżają do kraju, w którym nie akceptują niczego, poza systemem opieki społecznej, którego mieszkańcami pogardzają, których kulturę uważają za zepsutą i przeżartą grzechem, dlaczego pokazują swoim dzieciom świat, który mają w pogardzie, dlaczego pozwaląją (siłą rzeczy) poznawać system wartości, który ich brzydzi" - mogłabym powiedzieć też o wielu naszych rodakach wyjeżdżających na Wyspy. Szkoda.



-
Gość: anais, *.7-2.cable.virginmedia.com
2013/03/27 19:50:50
Świetny tekst!
Problem islamu i życia w wielokulturowym społeczeństwie wydaje się tematem rzeką, wciąż budzi emocje, nie zawsze te właściwe, ale myślę że warto go podejmować.
Przynajmniej ja próbuję zrozumieć, dociec, jak można na własne życzenie zamknąć się w getcie, i zamykać w nim kolejne pokolenia.

I tak jak Bebe napisała, wykorzystywanie systemu przez naszych rodaków, nienawiść do kraju i kultury, które dobrowolnie wybrali, bywa wręcz groteskowa. I wcale ale to wcale nie czyni nas lepszymi od Muzułmanów, których równie namiętnie jak Wyspiarzy nienawidzimy.
-
ka_czka
2013/03/27 20:32:44
Poruszajace.
Dziekuje.
-
2013/03/27 23:50:37
Fidrygauko - chapeau bas. Bardzo mądrze i dobrze napisałaś. Powinnaś by felietonistką i prasie opiniotwórczej, takich tekstów mi właśnie brakuje:)
Z opisanym przez Ciebie problemem zetknęłam się od drugiej strony, podróżując po krajach islamu. Nieraz spotkałam tam młodych mężczyzn, pracujących na co dzień na Zachodzie, którzy w swoje rodzinne strony przyjeżdżali na wakacji i zionęli taką agresją w stronę wszystkiego, co zachodnie, że zastanawiałam się, czy nie są potencjalnymi terrorystami.
A w epoce globalizacji dziewczynki i kobiety w tamtych krajach też wiedzą, jak u nas jest i też muszą obyć się smakiem. I to nie tyle jest kwestia tego, że nasz model życia jest lepszy niż ich, ale tego, że one nie mają wyboru. Co jest szczególnie tragiczne w przypadku takich dziewczynek, jak Khwala, które polizały cukierka przez papierek.
-
Gość: Wiedźma, *.dynamic.dsl.as9105.com
2013/03/28 00:18:40
Sto razy tak! Znakomicie napisane. Dziękuję.
-
ren-ya
2013/03/28 08:59:26
Po pierwsze to podziwiam Cię ogromnie za delikatność z jaką poruszyłaś ten, jak sama piszesz, śliski temat, choć domyślam się, że krytyka muzułmańskiego stylu życia nie jest tu najważniejszym tematem...
Chyba doskonale rozumiem Twoje intencje - mnie również zawsze mocno porusza fakt, że dzieci są takie bezbronne i bezradne wobec dorosłych, w których mocy się znajdują. Bo choć to niepoprawnie brzmi, to w praktyce tak właśnie to wygląda - dzieci znajdują się w mocy dorosłych, którzy mogą nimi dowolnie rozporządzać. W różnych środowiskach dzieci traktowane są jak tania siła robocza, jak składnik majątku, można nimi kupczyć i załatwiać rodzinne interesy. I ta przykra prawda nie dotyczy tylko rodzin muzułmańskich, choć tamtejsze przykłady wydają się być najjaskrawsze i najbardziej szokujące.
W cywilizacji zachodniej, pomimo ustanowionych praw dziecka, dzieci też bywają traktowane przedmiotowo, też wtłacza się je w niewygodne ramy, okalecza psychicznie, tłumacząc, że to dla ich dobra. Wychowuje się je przemocą, bez należytej uwagi, albo służą do spełniania wygórowanych rodzicielskich ambicji.
Krzywda dzieci boli mnie bardziej niż cokolwiek innego, bo jest zupełnie niezawiniona i to takie niesprawiedliwe, że tyle dzieci powołano do życia, w którym nie czeka je nic dobrego... W najlepszym wypadku tak niewiele dobrego.
-
ninga
2013/03/28 10:41:01
Sama nie wiem co podziwiac: takt czy autocenzure?
Prawdopodobnie swiatu przybyla jeszcze jedna wsciekla, zla i nienawidzaca innosci baba - bo w koncu w ten sposob najprosciej rozwiazac dysonans poznawczy. Wiec nie tylko dziecka szkoda ale i ludzi ktorych skrzywdzi jak bedzie dorosla tez.
ps. pisze z ladka wiec bez polskich liter
-
fidrygauka
2013/03/28 21:53:55
@ Bebe, dzięki :)
Masz rację, Travellersi, jak i inne hermetyczne kultury pozostają chyba poza naszym zrozumieniem. Jednen z podpisów pod zdjęciami, które podlinowałam (te, które mnie natchnęły to wpisu) mówi o tym, że rodziców często motywuje ... chęć chronienia dziecka, nawet kosztem skrócenia mu dzieciństwa, ale jeśli małżeństwo ma ochronić paroletnią córkę przed gwałtem, to oni taką właśnie wybierają drogę).
Myślę, że wiele muzułmanów robi to co robi zgodnie ze swoimi przekonaniami i to mnie nie razi (albo staram się to zrozumieć, bo ja mam też radykalne poglądy w pewnych kwestiach i jestem skłonna ich bronić zawzięcie :))
Ale właśnie to skazywanie dzieci (inteligentnych, myślących, spostrzegawczych) na taki dysonans poznawczy jest dla mnie trudne do zaakceptowania.

@ Anais, życie w wielokulturowym społeczeństwie jest bardzo trudne. Czasami nawet myślę, że niemożliwe i że to wszystko funkcjonuje na zasadzie: nie wchodźmy sobie w drogę, unikajmy drażliwych kwestii, gaśmy ogniska zapalne, a jakoś to będzie.
Wielokrotnie zbierałam się, by i o tym napisać, ale ... to rwąca rzeka, aż strach wchodzić :))
Co do 'zamykania w getcie', to jestem czasami w stanie zrozumieć motywacje. Faktem jest jednak to, że jeśli pewne wartości nie wynikają z przekonania, to trudno za nimi podążać. A przenoszenie dość radykalnej kultury do kraju mocno libralnego stawia osoby, które nie są jeszcze ugruntowane w swoich przekonaniach, a które widzą taaaakie sprzeczności w bardzo trudnej sytuacji i musi powodować zgrzyty.

@ Bebe & Anais - jeszcze w kwestii porównania do Polaków: owszem, zgodzę się że jest grupa ludzi, którzy przyjechali tu siedzieć na zasiłkach i krytykują wszystko i wszystkich, nie chcąc się nawet zapoznać z lokalnymi zwyczajami, kulturą, o języku nie wspominając, ale ... moim skromnym zdaniem wielu z nich zmienia zdanie (przynajmniej częściowo) przez dzieci właśnie. Poznają ludzi innych narodowości, bo ich dzieci przyjaźnią się z ich dziećmi, zaczynają się stopniowo otwierać i przewartościowywać swoje poglądy.
A muzułmanie się jednak bardzo izolują. Uświadomiłam to sobie dopiero przy okazji tego wpisu.

@ Kacz-ko, do usług :)

@ Resko, widzę, że wciąż próbujesz namówić mnie na współpracę z jakąś gazetą.
Przemyślę to sobie :))
Jeśli zaś chodzi o wyważenie, to akurat obecnie sprzedaje się to, co radykalne, szokujące i pod prąd, więc raczej mam nikłe szanse na karierę :)))
A co do agresji, to mam wrażenie, że wynika ona ze strachu, że 'mój świat' może się zawalić, mój system wartości może zostać zaburzony, że nie dam rady utrzymać 'status quo', a także z tego, że ... trzeba to jasno powiedzieć, pewne zachowania ludzi zachodnich społeczeństw są autodestrukcyjne, gdyż w często wolność wymyka się spod kontroli.
-
2013/03/28 22:21:50
Wiesz Fidrygauko, nie umiem się odnieść merytorycznie do Twojego tekstu. Ale poruszył on mnie tak bardzo, że promienna buzia Khwali przyśniła mi się poprzedniej nocy...
-
fidrygauka
2013/03/29 09:57:39
@ Wiedżmo, dzięki za stukrotną zgodę :)

@ Ren-ya, masz rację, nie zamierzałam krytykować muzułmańskiego stylu życia (z tego tytułu, że nawet przy mojej nikłej wiedzy na ten temat widzę, jak bardzo poszczególni muzułmanie różnią się od siebie chociażby stopniem ortodoksyjności, co np. zależy od kraju pochodzenia, od kiedy mieszkają w UK itp.)
Ja nawet nie myślę o takich ekstremalnych przypadkach jak szeroko rozumiane wyzyskiwanie dzieci, bo mam nadzieję, że akurat w przypadku Khwali tak nie było, że ten czarny scenariusz to sobie tylko wymyśliłam ...
Jeżeli zaś chodzi o wychowanie dzieci w pewnej tradycji czy kulturze, to jest odwieczny dylemat, bo przecież trudno, żeby rodzice wychowywali dzieci wbrew temu, w co sami wierzą i uznają za słuszne.
Im bardziej o tym myślę, tym problem wydaje mi się bardziej skomplikowany.

Jednego jestem pewna: coś narzucone z góry, coś do czego się nie ma wewnętrznego przekonania - nigdy nie stanie się naszym systemem wartości. Człowiek nie jest w stanie na dłuższą metę żyć wbrew temu, w co sam wierzy.
A wystawienie dziecka na taki 'dualizm wierzeń', na życie wśród tak skrajnch systemów wartości nie może się obejść bez echa.
I to jest coś, czego najbardziej w tej całej historii nie rozumiem.

@ Ninga, takt czy autocenzura, powiadasz? :)
Takt wynika z tego, że nie mogę wszystkich wsadzić do jednego worka i już nie raz się przekonałam, że palnęłam o parę słów za dużo, nie znając całej sytuacji.
Autocenzura ... myślę, że towarzyszy mi od początku pisania bloga. To, że nie chcę zdradzać znajomym czy rodzinie adresu bloga wynika właśnie z tego, że chcę trochę tę autocenzurę pokonać, pozwolić sobie na napisanie czegoś, co by nie zgorszyło cioci czy z czego bym się nie musiała potem tłumaczyć przed najlepszą przyjaciółką (bo tak jest łatwiej). Ale i tak ta autocenzura się wkrada w miarę ... pogłębiania wirtualnych znajomości :)

Dysonans poznawczy - tego stwierdzenia mi brakowało. To jest moim głównym 'oskarżeniem' - skazywanie tych dzieci na dysonans poznawczy.
Choć z drugiej strony zdumiewa mnie, że wiele tych dziewczyn radzi sobie z tym nie przez agresję i nienawiść, ale przez ... wyparcie. Tak bym to nazwała. One często (świadomie lub nie) wybierają zgodę na taki stan rzeczy i godzą się z tym, że takie a nie inne postrzeganie świata jest normalne. Właśnie by tego dualizmu uniknąć.
Oglądałam kiedyś program o tym, jak ludzie różnych religii szukają sobie kandydatów na męża/żonę. Jeden z odcinków dotyczył muzułmanów, żyjących w Londynie. I to, co zdumiało mnie najbardziej, to właśnie fakt, że młode dziewczyny, urodzone i żyjące w zachodnim społeczeństwie, mimo że chciały wyjść za mąż za kogoś, kogo pokochają, mimo że wolno im było nie zgodzić się na wybór rodziny/swatki i czekać na innego kandydata, wciąż jednak uważały to za normę, że mama sugeruje im (w najlepszym przypadku) kandydata na męża, a pierwsze spotkanie odbywa się w pokoju z ... siedzącym w kącie ojcem.

@ Jejku, Żono, to piękny komplement!

I jeszcze raz dzięki wszystkim z miłe słowa.
A temat, widać (po liczbie komentarzy; przy teściowej było ponad 40 :)), trudny ...
-
Gość: AleksandraR, *.dynamic.mm.pl
2013/03/29 23:09:20
hmmm duży temat ugryzłaś...
wprawdzie nie zaliczam się do blogów polsko-muzułmańskich, które namiętnie czytasz (:P) ale moim zdaniem to, co piszesz to nie jest islam tylko KULTURA, pomieszana dodatkowo z "klasa społeczną" (emigranci to przeważnie nisko wykształcone rodziny, ergo nie widzą powodu żeby kształcić swoje dzieci... ich matki ledwo czytają to dlaczego one mają iść na studia itede)... ktoś tu już napisał, Polacy wyjeżdżający po zasiłki tez nie walczą o lepszy status swoich dzieci, patrz dzisiejszy artykuł z wyborczej wyborcza.pl/1,75248,13648936,Sluzby_socjalne_Wielkiej_Brytanii_rocznie_odbieraja.html)

w mojej muzułmańskiej rodzinie to zjawisko nie występuje w ogóle, kobitki idą na studia, chodzą ubrane "po ludzku" (tylko skromnie, nie w miniówach), same decydują o swoich małżeństwach i rozwodach...
-
fidrygauka
2013/03/29 23:38:53
Aleksandro, w mojej głowie funkcjonujesz jako 'blog szwedzki' :))
Muszę się wczytać w starsze wpisy, ale odkąd Cię czytam (od wakacji, jak mnie namierzyłaś po moich narzekaniach na polskie 'niedasie') nie natknęłam się jeszcze na wpis o islamie.

Na pewno po części jest to kultura i pewna mentalność. Tak samo jak (niektórzy) Polacy przyjeżdżają do wschodniego Londynu, do jakiejś biednej, zagęszczonej ponad miarę dzielnicy, mieszkają po cztery osoby w pokoju, śpią na materacach, które w ciągu dnia stawiają pod ścianą, by było przejście, pracują przez 10 lat na tym samym zmywaku, bo im się nie chce nauczyć angielskiego, a potem narzekają, że ta Anglia to syfny kraj, bez żadnej kultury :)))

Ale akurat w przypadku tej dziewczynki rodzice nie tyle nie walczyli o lepszy status dla niej, ale ... nie chcieli, by korzystała z tego, co już miała. Ze swoich zdolności, pomysłów, kreatywności. Byłam na tej wycieczce w BBC i było to jedno z najwspanialszych przeżyć, kiedy można było zobaczyć radio od środka, uczestniczyć w różnych warsztatach, aż wreszcie nagrać własną audycję (klasa była podzielona na grupy) - zabawy i śmiechu było co niemiara. Nie rozumiem, co motywowało tych rodziców, żeby dziecka na nią nie puścić (była to wycieczka darmowa).

Napisałam, że znam bardzo różne rodziny muzułmańskie i wiem, że nie jest to zjawisko przypisane do islamu. Tym niemniej (analizując głównie kontakty towarzyskie moich dzieci) muzułmanie to grupa, która izoluje się najbardziej.
Wiem, że są inne równie hermetyczne religie (jak chociażby judaizm - tu w Londynie Żydzi też mieszkają w określonych dzielnicach - czy Amisze).
Jednak z moich londyńsko-podlondyńskich obserwacji i z różnych doniesień prasowo-medialnych wyłaniają się właśnie takie obrazy.
-
Gość: AleksandraR, *.dynamic.mm.pl
2013/03/30 00:14:56
fidrygauko, o islamie nie piszę z takich samych powodów dla których Ty czekałaś z tym wpisem kilka lat :P
co najwyżej piszę o pakistańskości :)
jeszcze kilka muszę poczekać żeby być obiektywna/taktowna/auto-cenzurująca się w tym temacie...

dlaczego nie puścili Twojej do muzeum? może dlatego, że zobaczyłaby coś ciekawego i zmieniła autorytety...? polecam ciekawą analizę "grupowego narcyzmu" łatwo zadamawiającego się w niewykształconych fundamentalistycznych społecznościach; akurat o tym napisałam kiedyś na blogu polskapakistansverige.blogspot.com/2012/10/a-tymczasem-w-pakistanie.html
-
spirit_of
2013/03/30 17:33:51
Szkoda dziewuszki, potencjalu w niej tkwiacego, i tyle na temat.
-
2013/03/31 09:28:29
Bardzo podobne refleksje nasunęły mi się podczas mojego pobytu we Włoszech, gdzie jest mnóstwo emigrantów wyznania muzułmańskiego. Bardzo trafnie to wypunktowałaś ale mnie szczególnie poruszyło to, co napisałaś o nas, Polakach. Chyba jest w tym dużo prawdy, że może w inny sposób ale również jesteśmy zamknięci na obyczaje i kulturę kraju do jakiego przyjeżdżamy. Oczywiście każdy z nas ma swoją wizję w tym względzie, ja osobiście miałam bardzo różne odczucia po kontaktach z rodakami na obczyźnie, najczęściej spotykałam ludzi o bardzo skrajnych postawach, takich, których interesowało jedynie ustawienie się za wszelką cenę co zwykle szło w parze z zatajaniem swojej odrębności, lub przeciwnie, osoby, które przyjechały aby zarobić określoną sumę pieniędzy a więc Włochy były dla nich jedynie swego rodzaju krową do wydojenia. Tacy ludzie zwykle mają w głębokiej pogardzie kraj, który ich gości, jednak w przeciwieństwie do muzułmanów skrzętnie to ukrywają przed gospodarzami a upust swoim odczuciom dają wśród swoich. Zresztą pracując w środowisku multietnicznym zauważyłam podobne postawy wśród większości cudzoziemców, chyba najzdrowsi pod tym względem są Peruwiańczycy z powodzeniem utrzymujący zdrową równowagę.
Serdecznie pozdrawiam i życzę wesołych i zdrowych Świąt Tobie i Twojej Rodzinie!
-
2013/03/31 10:55:44
witam w swiateczny poranek i milych swiat zycze :)

w sierpniu minie dwadziescia piec lat mojego zycia wsrod Muzulmanow, Buddystow, Starozakonnych i innych, wszelkich nacji oraz wyznan, sa to kontakty bardzo intensywne, a w nich wiele prawdziwych przyjazni i nawet w chwili obecnej, w pracy, siedze posrod trzech wyznan, a moje jest czwarte, i zycie to, nauczylo mnie przede wszystkim tolerancji, a zaraz potem calkowitego braku oceniania spraw i rzeczy, zupelnie mojej mentalnosci obcych, dopoki nie dzieje sie komus jawna krzywda! i tu ze spokojem sumienia moge powiedziec, ze wiecej wypaczen i zla, zdecydowanie widzialam przez te lata u chrzescijan i Europejczykow ... religia to wielka bron, przeciw ludziom, zas wiara, to zupelnie inna para kaloszy, wiec nie nalezy wykluczac, ze Twoja Bohaterka i jej Rodzina wierzy i ta wiara nie zabroni ich dziecku wyksztalcenia, a odrzucenie insygnii tej wiary, uczyniloby Twoja Bohaterke nieszczesliwa ...

i calkiem byc moze, biedni jestesmy my, tego nie rozumiejac ...
-
fidrygauka
2013/03/31 21:48:27
@ Aleksandro, przeczytałam z wielkim zainteresowaniem!
Choć określenia 'grupowy narcyzm' czy 'pogotowie urojeniowe' brzmią nienajciekawiej (nawet wzięte w cudzysłów) to myślę, że wiele mechanizmów jest wyjaśnionych bardzo dobrze (=logicznie).
Faktycznie, pisałaś :)

@ Spirit, mi szkoda. Z mojej perspektywy, patrząc przez pryzmat mojej wiedzy, różnych fragmentów układanki - szkoda.

@ Sukienko, postawy Polaków na emigracji, to ... z jednej strony temat-rzeka, z drugiej nie da się go łatwo sklasyfikować :)
Ja generalnie wycodzę z założenia, że jeśli już nie motywuje nas chęć poznania innej kultury, ani integracja z lokalnym społeczeństwem, to chociaż zwykłe tzw. 'dobre wychowanie' powinno nas skłonić do nauki lokalnego języka, zrozumienia dlaczego ci ludzie postępują/funkcjonują tak, a nie inaczej. Moje próby zaprzyjaźnienia się z Anglikami niestety się nie udały. Próbowałam wiele razy. Może nieudolnie, ale wszystko się kończy na przysłowiowych 'small talks'. Nie wiem, czy kiedykolwiek ich pojmę :))) Ale nie mam nastawienia, że 'ci głupi Angole!'.
Owszem, są dni, kiedy ktoś mi tak zajdzie za skórę, że nienawidzę tej wyspiarskiej mentalności, wrzucając wszystkich do jednego wora i ziejąc żądżą mordu, ale ... jeden wpis na blogu, trochę wypuszczenia pary i już mi lepiej :))
Co do grup etnicznych trzymających się swoich własnych kręgów, to ... jest to kolejny wpis, który 'chodzi' za mną od dawna. Kolejny 'duży' temat. Może się w końcu do niego zabiorę.

Dziękuję za życzenia. I Tobie wszystkiego dobrego i ... radości z 'zajączkowego prezentu' :)))
-
fidrygauka
2013/03/31 21:58:03
@ Marga77, witaj w świąteczny wieczór :)
I Tobie wszystkiego dobrego!

Na wstępie powiem, że podziwiam Cię za umiejętność nieoceniania. Ja oceniam wszystko i wszędzie. I non stop się czemuś dziwuję. Co nie znaczy, że zawsze i wszędzie te oceny wyrażam, a już raczej na pewno nie w obecności osób, którym się dziwuję :)
Co do wiary i religii to zgadzam się całkowicie. Wg mnie te dwie rzeczy najczęściej nie idą w parze. Wiara jest wyborem, a religia uleganiem pewnym społecznym/grupowym normom lub presjom.
Dlatego nie kwestionuję czyjeś wiary, choćbym się jej nie wiem jak dziwiła.
Wiara, moim zdaniem, jest wbrew swojej irracjonalności, bardzo logiczna (rzeczy wynikają jedne z drugich). Podziwiam ludzi, którzy żyją zgodnie ze swoimi przekonaniami, bo zawsze podziwiałam w ludziach integralność i brak hipokryzji.

Wspomniana we wpisie opiekunka moich dzieci pewnego dnia powiedziała mi, że bierze tydzień urlopu. W tym czasie pojechała do Mekki i wróciła w chuście. Zaczęła się też modlić w środku dnia (o czym powiedziały mi moje dzieci). Domyślam się, że przeżyła tam coś, co ją do takiej decyzji skłoniło. Nie wnikam w to. Nie miało to wpływu na mnie i na moje dzieci. Ale to była jej decyzja!

W przypadku Khwali, jak i innych dziewczynek w klasie ... nie chciałam nawet przytaczać rozmów, które toczyły się niemalże codziennie. Wiesz co było motywem wiodącym? Że nie chcą nigdy, przenigdy wyjść za mąż! Gadały o tym niemal obsesyjnie. Jedenastolatki.
Cóż, zawsze można powiedzieć, że to taka manera, młodzieżowa moda ...
W kontekście wygląda to jednak inaczej.

I jeszcze słowo na temat tolerancji. Osobiście tego słowa nie cierpię, bo 'tolerować' raczej nie niesie ze sobą pozytywnego przesłania. Wolę słowo 'akceptacja'.
Z moich różnych obserwacji wynika, że dużo łatwiej jest tolerować coś, co nie ma bezpośredniego wpływu na nasze życie, co nie dotyczy nas bezpośrednio. Kanibale w Ameryce Południowej - no cóż, takie ich wierzenia. Szamani wudu w Afryce? Wróżenie z ręki, uwielbianie latającego potwora spaghetti - proszę bardzo.
'Akceptujemy' kogoś wierzenia/głębokie przekonania jeśli ich konsekwencje nie wpływają na nasze życie. Ale jak już wpływają, to z tą akceptacja różnie bywa.
Wiesz, niektórzy WIERZĄ, że zapłodniona komórka to żywa istota. Inni w to nie wierzą. Problem zaczyna się, gdy wiara tych pierwszych prowadzi np. do ustanowienia ustawy antyaborcyjnej. Czy wtedy ci, co uważają to, co jest w brzuchu matki z zbiór komórek będą tacy szybcy, by nie osądzć, by tolerować, by akceptować taki a nie inny punkt widzenia, wynikający z WIARY? (zamiast aborcji można wstawić marihuanę, zakaz sprzedawania alkoholu, małżeństwa homoseksualne i inne trudne zagadnienia).
Myślę, że nie, więc jak widzisz, temat nie jest taki prosty.
To, że ktoś w coś wierzy często okazuje się niewystarczającym argumentem.

Gdy moimi sąsiadami byli Brazylijczyczy, którzy zakaraluszyli nas na maksa, zalali nas tak, że mieszkanie wymagło remontu, hałasowali i brudzili na potęgę, to ... trudno mi było nie myśleć, że wszyscy Brazylijczycy są tacy.
Człowiek funkcjonuje w taki sposób, że zbiera tony informacji z różnych źródeł i wyciąga na ich podstawie takie, a nie inne wnioski.
Na pewno poznawanie innych kultur/punktów widzenia pomaga, ale niestety najczęściej nie rozwiewa wszystkich wątpliwości i oporów. Przynajmniej moich nie rozwiewa.

A co do Khwali, to ... mogę mieć tylko nadzieję (bo nie wiarę), że nie będzie nieszczęśliwa.
-
2013/04/01 07:06:49
niepotrzebnie potraktowalas moj komentarz, jako atak...przedstawilam tylko moje odczucia na ten temat, rownie dobrze mozna by przedstawic w ten sposob wiele dzieci chrzescijanskich, gdzie roznica byloby tylko to, ze nie nosza chusty :)

akurat z Marokanczykami sie serdecznie przyjaznie, jeden z nich Ben Sahlai, jest bardzo praktykujacy, zatem i jego zonaa zakrywa glowe, przy porodzie dostala wylewu i nie bylo dla niego zadnym problemem, zajac sie przez dwa lata i zona, i malenstwem, a mieszkaja w duzym domu, wraz z jego rodzicami i rodzenstwem, i mogl zwalic problemy na matke, siostre czy szwagierke, bo nie pracuja, jego coreczka tez bedzie zakrywac wlosy, ale jakos nie mam obaw, ze nawet jak wyjada do rodzinnego kraju, nie zapewni jej wyksztalcenia, sasiadow mamy tez radykalnych Turkow i za Chiny Ludowe, nie zamienilabym ich na cwierc "europejskiego" sasiada, gdy sie wprowadzilismy, sasiadka prtyszla do nas z pashą, aby sie przywitac, ktora sama zrobila, bo zblizalo sie Boze Narodzenie, to tylko takie dwa drobne przyklady i nie chce sie tutaj licytowac, ale bola mnie teksty, typu zal mi tej dziewczynki, sa niesprawiedliwe, bo nikt nie jest jej rodzicem, ani nia sama, a szkoly w Marokko, wbrew pozorom istnieja, sama widzialam ... w jej wieku moje wszystkie kolezanki, mnie nie wylaczajac, nie chcialy wyjsc za maz, nigdy! :)
-
fidrygauka
2013/04/01 10:19:59
Marga, nie potraktowałam tego jako atak.
Właśnie dokładnie o to mi chodzi, że w islamie istnieje różnorodoność i każdy może podać milion pozytywnych przypadków, które są zaprzeczeniem ogólnych stereotypów na temat islamu.
Ale te stereotypy są i nie wzięły sie znikąd.
Nie o przepychankę na przykłady chodzi.
Khwla to dla mnie niejako symbol pewnej tendencji, pewnego podejścia, a nie życie tej konkretnej dziewczynki, czy szkół w Maroko.
I nie o chusty mi chodzi, o tradycje czy religię, ale o to, że wielu z muzułmanów nie akceptuje ani angielskiej moralności, ani kultury, ani podejścia do życia, jednak przyjeżdża tutaj, bo nie oszukujmy się finansowo jest tu dla nich raj, 'wystawiając' swoje dzieci na wpływ tej znielubianej (delikatnie mówiąc) kultury.
Dzieci chłoną ten styl życia, jest on ich częścią, czymś co jest dla nich normą. Mają niemuzułmańskie koleżanki, zakochują się w niemuzułmańskich kolegach, są wystawione na milion niemuzułmańskich' 'pokus', a potem się im mówi - to wszystko jest złe.
I tego wam nie wolno.

O tym dysonansie poznawczym, zaserwowanym przez rodziców, o tym lizaniu cukierka przez papierek był ten wpis.
A nie o tym czy islam jest dobrą religią lub czy muzułmanie są dobrymi sąsiadami.

I w tym kontekście szkoda mi tej dziewczynki.
Nie rozumiem, co w tym jest niesprawiedliwego.
Może będzie szczęśliwa, a może nie.
Właśnie przez to, że coś jej zbyt mocno narzucono.

A jeszcze co do wyjścia za mąż, to w wieku jedenastu lat ja nawet o tym nie myślałam, a co dopiero dyskutowałam z koleżankami.
A jednak te dziewczynki niemalże CODZIENNIE o tym rozmawiały, licytując się dlaczego nie chcą wyjść za mąż (bo tylko siedzenie w domu, sprzątanie i rodzenie dzieci - to były słowa jedenastolatek!).
Mi takie tematy rozmów dały sporo do myślenia.

Sąsiadów mogę mieć z każdego kontynentu, każdego koloru skóry, każedej religii.
Mogą nawet być to chrześcijanie z Europy ;-)
Jedynym warunkiem jest, by byli spokojni (no i ewentualnie w swej łaskawości nie przynosili karaluchów :)))
-
spirit_of
2013/04/01 23:05:08
Wydaje mi sie, ze wiem dokladnie, o czym dokladnie myslalas.
A to dlatego, ze mieszkam w kraju, gdzie islam jest na porzadku dziennym, gdzie na ulicy brat strzela do siostry, raniac ja smiertelnie, poniewaz wedle niego, zaczela byc "dziwka", bo ubrala sie jak jej kolezanki z klasy, badz fatalniej- ma miejscowego chlopaka. Pomijajac szkolne draki w sensie, nasze córka nie bedzie brala udzialu w wuefie na basenie, nie pojedzie na wycieczke klasowa, nie przejmie zadnej roli w szkolnym przedstawieniu, bo to jest kur.... a takze przerwie nauke w szkole zawodowej, bo obiecany narzeczony w Turcji juz od wielu lat na nia jako zone czeka- problem wymuszanych malzenstw. To jest oblicze islamu, którego nie nalezy niedoceniac, ani udawac, ze problemu nie ma. Dobrze, ze sa inni muzulmanie, rodziny, dla których wyksztalcenie córki, a nawet osiagniecie przez nia jakiejs pozycji, nie jest problemem samym w sobie, ale ich styl zycia juz bardzo. Rzuce tutaj nazwiskami Sibel Kekili, Renan Demirkan.... i zmienionymi, jak "Sabatina James":
www.idea.de/detail/newsticker.html?tx_newsticker_pi1[id]=20819
-
fidrygauka
2013/04/02 13:00:02
Spirit, nawet biorąc poprawkę na to, że gazety wyłapują podobne historie (przetłumaczyłam sobie artykuł przez Google Translate i coś tam zrozumiałam :)), że pewne aspekty są być może wyolbrzymiane, to nie da się obojętnie przejść koło tego zjawiska.
Dokładnie to miałam na myśli - nasilanie się pewnych zjawisk, które wynikają z konfliktu między tak skrajnymi systemami wartości.
I w penym sensie to, że są muzułmanie, którzy się otwarcie przeciwstawiają podobnym praktykom jest jeszcze bardziej przygnębiające, bo pokazuje, że większość tych zachowań to nie 'rekomendacje religijne', ale głęboko zakorzenione tradycje i zwyczaje, których nie da się łatwo wyplenić nową wykładnią doktryny.
-
spirit_of
2013/04/02 22:29:06
Tu masz racje- to czesto nie wiara, lecz tradycja niszczy kobiety, dziewczynki. Psychicznie, fizycznie. Jak wlasciwie w UK widzi sie problem obrzezania dziewczynek?
-
fidrygauka
2013/04/02 22:51:43
Aż tak dokładnie nie śledzę tematu, ale właśnie ostatnio wpadła mi w ręce ulotka kierowana do nauczycieli szkół średnich - jak rozpoznać objawy obrzezania (a jest ich zdumiewająco dużo, jak chociażby sposób siadania, nieuczestniczenie we w-f ie, itp . - niby oczywiste, ale dopiero zebrane w całość tworzą obraz)
Generalnie sporo się o tym mówi, ale nie wiem, jakie są specyficznie podejmowane kroki by temu zapobiec. Bo zresztą zapobiec temu jest bardzo trudno, no chyba że przez uświadamianie. Natomiast przypadki post-factum lądują w miarę możliwości w rękach social services.
-
fidrygauka
2013/04/04 15:01:05
Ciekawa dyskusja pod zdjęciem (artykułem dotyczącym edukacji kobiet w Pakistanie - aż się prosiło, żeby dodać to do tej dyskusji).

Niektóre wypowiedzi niestety potwierdzają moje obawy.
Na szczęście ogólny przekaz jest bardzo pozytywny i większość komentujących popiera główną bohaterkę.
-
spirit_of
2013/04/06 16:51:18
Przeczytalam. Oczywiscie, kto ma taka potrzebe, moze sobie wmawiac, ze szanse kobiet w islamskim swiecie nie odbiegaja od tych mezczyzn...
-
2013/04/20 00:00:16
W sumie to bardzo smutna historia, przygnębiająca. Mamy XXI w. - niewolnictwo w ogóle, zniewolenie kobiet... religijne, społeczne, ekonomiczne. Bardzo, bardzo smutne...
-
fidrygauka
2013/04/26 10:03:20
@ Spirit, środowiska muzułmańskie są bardzo zróżnicowane, ale pewnym trendom nie da się niestety zaprzeczyć :(

@ Alicjo,
"Mamy XXI w. - niewolnictwo w ogóle, zniewolenie kobiet... religijne, społeczne, ekonomiczne. Bardzo, bardzo smutne...

I niestety dotyczy to nie tylko islamu :(
Na pewno nie rozumiem i nie znam wszystkich aspektów tej sytuacji. Nie znam rodziny Khwali, ale na podstawie tego, co obserwowałam, na podstawie tego, co słyszałam też mnie ta historia przygnębia. A myślę, że o wielu koleżankach Khwali można opowiedzieć historie podobne ...
-
spirit_of
2013/05/28 23:23:31
redflagnews.com/headlines/the-eight-year-old-girl-who-didnt-make-it-past-her-wedding-night-warning-story-is-extremely-graphic

-
fidrygauka
2013/05/30 16:25:23
Spirit, ten link to ekstremum, o którym nawet trudno mi myśleć spokojnie. Historia Khwali jest mniej drastyczna. Ot, przecież to tylko szkoła. Ale ... w pewnym sensie sprowadza się to do pewnego stylu myślenia, do pewnej mentalności. Niestety :(


Spamerzy i kryptoreklamosiejcy!

Ukryte reklamy i linki do stron wspierających wasze (nie)skromne interesy, będą natychmiast usuwane, mimo mojego autentycznego podziwu dla kunsztu, z jakim próbujecie je zawoalować w pseudo-pochwalnych komciach.
Nie jestem kolekcjonerem komentarzy i wasze obłudne zachwyty nad moim blogiem mnie nie ruszają.
Fora ze dwora!


Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie ani publikowanie bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Kontakt: fidrygauka@gazeta.pl

Zdjęcia pochodzą głównie z internetu. Te mojego autorstwa kopiujcie sobie do woli :)

Po wszystko to,
czego nie ma na blogu
zapraszam na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...



Daisypath Vacation tickers






Najlepsze Blogi



Kocham Pomysłowość !
album




Śledź mnie :)
Follow on Bloglovin


od Żony Oburzonej
od Żony Oburzonej

od AleksandryR
od Bezcielesnej
od Oliwki z Toskanii
od Viki on line
od Żony Oburzonej
liebster blog


od Kasi.Eire
od Kasi.Eire